Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184142 miejsce

Dziennikarskie początki – musiałam obronić swój tekst

Każdy pismak jakoś zaczyna. Może to być gazetka szkolna, parafialna, wydawana w MDK – nikt od razu nie zostaje pracownikiem czołowych pism czy telewizji. Czy można w ogóle określić, jaki początek jest lepszy, a jaki gorszy?

Od razu powiem, że mój pierwszy, „drukowany” raz zaliczyłam u księdza, choć do najpobożniejszych nie należę. I dumna jestem z siebie, choć u wielu ludzi wzbudza to malutki uśmieszek na twarzy. U księdza? A kto to czyta? Stare babcie?

[plik 0 lewa]Staram się również zamieszczać swoje teksty gdzieś indziej, ot choćby na Wiadomości24.pl. Kiedy się tu zapisywałam, byłam pełna wątpliwości. Powiem wprost, że spodziewałam się towarzystwa wzajemnej adoracji, odrzucającego wszystkich, którzy nie należą do tej ekskluzywnej grupy. Moje obawy nie spełniły się, a pierwszy raz mam okazję dotknąć tego fachu – przez betonowy mur, ale to zawsze lepsze niż bierność.

Na tym portalu pierwszy raz ktoś odrzucił mój tekst, pierwszy raz musiałam go bronić, pierwszy raz chciałam udowodnić, że to, co robię, zasługuje na szacunek. Pierwszy raz dostałam też gratulacje za świetny tekst, pierwszy raz dostałam „zlecenie” na konkretny materiał. Pierwsze dwa teksty, które tu przysłałam, poszły do kosza. Pierwszy, który znalazł się na portalu, został poddany takiej obróbce, że przestałam uważać go za swój. To wszystko są doświadczenia, za które kiedyś będę ogromnie wdzięczna.

Gdyby się udało, gdybym pracowała w gazecie, to wiem, że nie będę przerażona, gdy ktoś powie mi „Co to za bzdury, zrób to inaczej”, Nie rozpłaczę się, gdy ktoś zrobi sieczkę z mojego artykułu, bo nie uznał go za dostatecznie dobry. Nie rzucę pracy, gdy tekst będzie wymagał 30-krotnych poprawek. A wszystko to dzięki takim, a nie innym początkom.

Mam swoje spojrzenie na dziennikarstwo, być może ciut naiwne, za względu na młody wiek. Otóż ten zawód uważam, za coś, czym można – choć odrobinę – zmieniać świat. Zdaję sobie sprawę, że z Polski nigdy nie zrobimy Krainy Różowości i Szczęśliwości, ale czy pomoc jednej osobie to nie wystarczająca radość, zastępująca zwiedzanie najwspanialszych miejsc na Ziemi? Ostatnio kolega poinformował mnie, że dostał się na UW na dziennikarstwo. Chciałam być miła, więc nie powiedziałam mu, że sam kierunek nie zrobi z niego Ryszarda Kapuścińskiego. Jednak gdy zaczęliśmy dyskutować nad naszymi spojrzeniami na ten zawód, okazało się, że rozwarstwienie jest zbyt duże. Wprost oskarżył mnie, iż przez dodawanie sobie szczytnych ideologii do pracy, podnoszę sobie samoocenę. Pisanie o tragediach ludzkich czy choćby problemach z urzędami uznał za stratę czasu, gdyż „następnego dnia nikt o tym nie pamięta”. Nieprawda! Pamiętają o tym ci, którzy dostali nauczkę, oraz ci, którym to pomogło. Nikt więcej nie musi pamiętać.

Taki powinien być właśnie dziennikarz – piszący na chwałę swojej gazety (a nie swoją), wyzwolony od wszelkiego rodzaju manipulacji czytelnikiem, obiektywny, rzetelny a co najważniejsze: zawsze szukający prawdy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (26):

Sortuj komentarze:

Paweł..no co Ty zmian nie widzisz..np wzajemnej serdeczności.. przez te kilka lat jakie zaszły? :) przez ten czas. Ten art to zabytek..zobacz , kiedy powstał .

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Powiem wprost, że spodziewałam się towarzystwa wzajemnej adoracji, odrzucającego wszystkich, którzy nie należą do tej ekskluzywnej grupy. Moje obawy nie spełniły się, " he he he. To chyba piszemy do dwóch różnych portali ;]
"ale czy pomoc jednej osobie to nie wystarczająca radość, zastępująca zwiedzanie najwspanialszych miejsc na Ziemi? " nie wystarczy. Pomoc dwóm osobom, to już inna rozmowa.

Nie można bronić swoich tez za wszelką cenę. Należy założyć, że mogą być mylne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

TO PRAWDA CO NAPISAŁAŚ. TRZEBA ZA WSZELKĄ CENĘ PRÓBOWAĆ SIĘ PRZEBIĆ I BRONIĆ SWOICH TEZ. WSZYSTKO, CO ZOSTAŁO SPŁODZONE NA PAPIERZE, RODZI SIĘ W WIELKICH BÓLACH. TEKSTY WYBITNYCH DZIŚ TWÓRCÓW SĄ TEGO PRZYKŁADEM. NAPRAWDĘ, BARDZO MNIE PORUSZYŁ TWÓJ TEKST I DAŁ MI OGROMNĄ MOTYWACJĘ DO DZIAŁANIA. OBY WIĘCEJ TAKICH PRZEMYŚLEŃ.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.09.2006 20:03

W załączeniu mój odrzucony tekst tytułem dyskusji o sensowności merytorycznych sporów z supervosorami

Misja pesymistów
Uważnie wczytujący się w treść ogłoszeń pracodawców, musi od razu przetłumaczyć sobie obiecujące nazwy proponowanych zawodów z polskiego na nasze. Cóż bowiem znaczy konsultant do spraw produktu albo specjalista do spraw reklamy. Pierwszy zatrudniony ma pecha. Dał się namówić na kupno obowiązkowej partii towaru z nadzieją odsprzedania go znajomym po wyższej cenie. Druga profesja, specjalisty do spraw reklamy oznacza roznosiciela ulotek, zaś w najlepszym wypadku krążącego po różnych biurach sępa namawiającego ludzi do nabycia artykułów, których sam nigdy by nie kupił. Pozbawieni złudzeń, wielokrotnie wystawiani do wiatru, nabici w butelkę po wydaniu ostatnich złotówek za szkolenie, nie dadzą się już skusić czczymi obietnicami niebotycznych zarobków. Poszukujący pracy chce rozmowy twarzą w twarz z tym, kto go zatrudnia i jest płatnikiem jego pensji. Jeżeli w zachęcającym do wysłania CV anonsie znajduje się chociaż cień podejrzenia należy natychmiast zapomnieć o propozycji.
Dyktatura procedur
Wszystkie, nawet renomowane firmy prowadzą komputerową ewidencję, jak ośrodki zdrowia przypisując do określonych pacjentów konkretne jednostki chorobowe. Dlatego też nie znajdziesz w internetowych bazach danych uczciwego zajęcia. Wiem, bo większości takich praktyk doświadczyłem namacalnie, eksperymentując osobiście, do bólu lecz prawdziwie. Obietnica awansu zawodowego od najniższego szczebla do władz promowanej firmy jest zwyczajnym blefem rozpowszechnianym z myślą pozyskania młodych, energicznych, żądnych spełnienia się w roli szefa ludzi.
W Polsce możliwa kariera Leppera
Rzeczywistość, jaka jest opisywana w amerykańskich bestsellerach, łudzi czytelników, że w stosunkowo krótkim czasie zdobędziemy fortunę, jeżeli będziemy postępować identycznie, jak ich autorzy. Tymczasem w kraju nad Wisłą, Odrą i Bałtykiem możliwa jest raczej kariera w stylu Andrzeja Leppera. Przepisy na zarobienie miliona dolarów są obliczone na umysły pokątnych handlarzy walutą z okresu dawno – wydawałoby się – minionego. Rewelacyjne sposoby pozyskania klienta są żywcem wyjęte z potępianych praktyk komiwojażerów, w Polsce – domokrążców. Jakkolwiek by nie analizować procederu oszukiwania ludzi pracy słowo zawód w warunkach współczesnej polskiej gospodarki oznacza prawdziwy, osobisty zawód. Część II KRÓL JEST NAGI stają po spotkaniu setek oszustów, megalomanów, amatorów i picerów. Człowiek chciałby uwierzyć lecz nie ma to temu podstawowych warunków. Jeżeli po latach sprawowania funkcji na najwyższych urzędach w kraju i za granicą okazuje się, że ustosunkowany krewny nie ma dyplomu, to nie tylko inteligent, ale prosty robotnik jest nieufny wobec swoich przełożonych. Kiedy przypadkiem, dzięki niebywałej wytrwałości uda się przejść szczęśliwcowi przez ucho igielne komisji z firmy rekrutacyjnej czeka go kolejna tura beznadziejnych walk o godność w stylu supermarketowych casusów pracy ponad siły, mobbingu i tego typu doznań. Skargi pisane są na Berdyczów, bowiem w większości zainstalowanych u nas firm wypracowano idealny model jednostronnej komunikacji, czyli z błogosławiącej maluczkich góry do społecznych dołów. To kolejny import wykorzystywanych technik manipulacyjnych i "know - how" w najbardziej cynicznym zastosowaniu.W POSZUKIWANIU UTRACONEJ WIARY Człowiek rzeczywiście może tylko dzwonić do zdominowanych przez imperialistów mass - mediów albo oddać duszę imperium Kościoła modląc się o odmianę podłego losu. Rzeczywiście praca czyni wolnym, bo przecież bez pracy nie ma kołaczy. Przyszedł czas, że pracodawcy dziwią się, niepokoją i nie rozumieją, że to z ich winy nikt nie pojawi się w ich firmie, aby pozwalać sobie na niewolniczy wyzysk. Tego wielu doświadczyło za granicą a w kraju już topnieją szeregi naiwnych. Świadczenia za pracę należą się każdemu człowiekowi, jak psu zupa. Umowa społeczna jest zapisana w Konstytucji a nie jest to martwa litera prawa. Kapitalistyczne przedsiębiorstwa w XIX wieku celowo zatrudniały jako zarządców okrutnych i bezwzględnych, co pokutowało przez długie lata w rozwiniętych państwach europejskich. Ostatnio rezygnuje się z usług tego typu menedżerów, ale jeszcze nie wszędzie dotarły te nowinki. Z całą pewnością nie do nas...FAJA, DICK, ŻELATYNA, LONGFRANK I INNI Wydaje się, że jedyną receptą na kryzys w polskim przedsiębiorstwie są zwolnienia grupowe. Rzadko który menedżer wykorzystuje wiedzę o naturalnym przepływie kadr fachowców, zmianie pokoleniowej i elastycznym przegrupowaniu zasobów ludzkich w zależności od sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa. Kapitał ludzki to dla większości zarządców jedynie efektownie brzmiący lecz drażniący slogan. Znam takich, którzy realizując w owczym pędzie tę obłędną i prostacką ideę ideę pozwalniali swoich najbliższych znajomych, przyjaciół, a w końcu ku ich najwyższemu zdumieniu, na końcu zwolniono niepotrzebnych już gorliwców . Rzeczpospolita starszej generacji zna fatalne przypadki przeobrażenia znanych i poważanych do niedawna, dumnych pracodawców w bezrobotnych nędzarzy. Nigdy nikomu nie życzyłem w życiu źle, ale nie trzeba być prorokiem aby stwierdzić z prawdopodobieńswem bliskim faktu - niewykluczone, że te szeregi zasilą kolejni, pozbawieni intuicji, słuchu i wyobraźni zadufani w sobie egoiści.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Janek Kolasa
  • Janek Kolasa
  • 01.09.2006 22:51

Taie korekty a literowki sie pojawialy w tym artykule. Ludzie jestem uculony na literowi? To gdzie a czytac???

Komentarz został ukrytyrozwiń
Paweł Michaluk
  • Paweł Michaluk
  • 30.08.2006 16:46

skąd ja te początki znam :]

Komentarz został ukrytyrozwiń
croma
  • croma
  • 28.08.2006 20:49

a publikowałaś na www.broszka.pl ? tam byś znalazła więcej zrozumienia niż tu:>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam wszystkich ! Adriano, przeczytałem Twój artykuł i uważam, że masz bardzo dobre podejście do pisania oraz ogólnie do dziennikarstwa. Podobnie jak Ty, myślę, że doświadczenie, które możemy zdobyć dzięki W24 w przyszłości zaowocuje. Ja także bardzo się cieszę, że Redakcja tworząc serwis dała wielu młodym ludziom szansę szlifowania swych umiejętności i zdobywania nowej potrzebnej wiedzy. Faktem jest, że dziennikarze powinni pisać dla ludzi, a nie dla siebie. To bardzo miłe, gdy inni dzięki nam mogą poszerzyć horyzonty na dany temat, lub spojrzeć na zagadnienie z innej perspektywy. Ja także przeżywam początki dziennikarstwa. Bardzo mnie ono interesuje, dlatego jestem szczęśliwy, że to właśnie na W24 mogę zdobywać wspomniane już wcześniej doświadczenie i otrzymywać wskazówki, rady, za które kiedyś na pewno będę wdzięczny. Do tej pory uważałem, że bardzo trudno jest "wkręcić się" do grona piszących artykuły. Okazało się, ze jednak nie, że sam mogę stworzyć coś, co przeczytają inni. W24 traktuję jako szansę od losu, która pomoże mi rozwijać dziennikarską pasję. Zachęcam także tych wszystkich, którzy chcieliby pisać, ale brak im odwagi - głowa do góry i piszcie ! Nie bójcie sie krytyki, wskazówek, one tylko przyniosą Wam korzyści. Każdy zaczynał od zerowego bilansu. Najtrudniejszy jest tylko pierwszy krok. A Tobie Adriano życzę jak najlepiej i czekam z niecierpliwością na kolejne ciekawe teksty. Pozdrawiam Wszystkich!

Komentarz został ukrytyrozwiń

pomóc, nazywajc moja prace wypocinami? Nie będe dłużej konynuowac tej dyskusji - szukasz dziury w całym i nie wiem czmu tak się czepiasz tych punktów? Nie mówię, że sa dla mnie jakoś szczególnie ważne, tylko powatarzam: to jest sposób wynagaradzania za ciekawość. jezeli ludzie dają, to im sie podoba. przeciez nie zmuszam ich do tego. Poza tym nie pojmuje twojej taniej ironii - daleko mi do wilekości, a inteligencji mi nie brak. Rozumiem, żeby w twoich oczach byłabym inteligentna, gdybym ze spuszczoną głową przytakiwała? "tak, to wypociny", "tak, to było nudne"... dno, ja już skończyłam. jeżeli jeszcze chcesz podyskutowac, to zapraszam na meila

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widzę, że już się dwa wpisy zdążyły pojawić, gdy pisałem ten ostatni. Nie ma sensu ciągnąć sporu. Adriano - co do tych punktów, to mam wiele ciekawych obserwacji i to nie jest takie oczywiste jak piszesz. Piotrze - powtarzam - nie ma co się czepiać :). Na krytykę reagujmy spokojnie, podobnie jak i na riposty, bo jakbyśmy wszyscy byli tacy świetni, to nie byłoby o czym dyskutować :). Pozdrawiam wszystkich

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.