Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9840 miejsce

Dziennikarstwo zawodem wysokiego ryzyka? Rośnie liczba zabitych reporterów wojennych

Dziennikarz, podobnie jak funkcjonariusz policji czy straży pożarnej staje się zawodem podwyższonego ryzyka. Czy potrafimy docenić trudną pracę reporterów wojennych?

 / Fot. By Lisate [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia CommonsDziennikarze w strefach konfliktu zbrojnego powinni być traktowani jak osoby cywilne. Są oni objęci ochroną jeżeli nie podejmują działań sprzecznych ze statusem osób cywilnych. Te dwa pierwsze punkty art. 79 Protokołu dodatkowego do Konwencji Genewskich z 1949 r. traktują o statusie reporterów wojennych. Jednak prawa międzynarodowego nie przestrzegają wszystkie państwa i strony ogarnięte chaosem konfliktu zbrojnego.

Ludzie giną codziennie w różnych stronach świata. Ofiary przynoszą walki na Ukrainie, w Libii, w Syrii, Iraku czy też na terytoriach granicznych między Izraelem a Palestyną. Ryzykiem objęci są również dziennikarze, którzy stawiają czoła swoim obawom i podróżują do miejsc, w których panuje chaos oraz przemoc. Ostatnio cały świat stał się świadkiem tragicznego zdarzenia, jakim było zamordowanie przez dżihadystów w Iraku Jamesa Foleya. Amerykański reporter wojenny został uprowadzony dwa lata wcześniej w Syrii. Jego śmierć terroryści z Państwa Islamskiego tłumaczyli jako karę za interwencję Stanów Zjednoczonych w Iraku. Dziś w rękach radykalnych wyznawców islamu znajdują się losy Stevena Sotloffa, dziennikarza, który zaginął w lipcu 2013 r., również w Syrii. Liczba 69. ofiar - dziennikarzy zabitych na terytorium tego kraju, wskazuje wyraźnie na nierespektowanie przez Syrię prawa humanitarnego, niestosowanie się do żadnych współczesnych norm. Niestety, reporterów wojennych traktuje się tam jak wrogów.

Badania Międzynarodowego Instytutu Prasy wskazują, że jak dotąd na terenach objętych konfliktem zbrojnym w 2014 r. zginęło 48 dziennikarzy. Przedstawiciele prasy opowiadając światu o rzeczywistości wojny muszą mieć nie tylko oczy szeroko otwarte, ale są także zmuszeni liczyć się z narażeniem na większe niebezpieczeństwo niż zwykli mieszkańcy kraju. Bardzo często jako reprezentanci Zachodu, Stanów Zjednoczonych są traktowani jako intruzi i wrogowie. Pracująca dla ukraińskiej stacji Expreso TV, Bianca Zalewska została pod koniec lipca ranna na wschodzie Ukrainy w strefie obejmującej walki pomiędzy siłami rządowymi a prorosyjskimi separatystami. Samochód, którym podróżowała ekipa telewizyjna został ostrzelany. Warto dodać, że Espreso TV to niezależna telewizja, na Ukrainie jako nieliczna zaliczana do mediów bezpośrednio niekontrolowanych przez oligarchów.

Kazus Ukrainy to obecnie jeden z kluczowych przykładów łamania prawa. Udający się tam dziennikarze muszą mieć na uwadze i zmierzać się z wieloma trudnościami, które rzucają im pod nogi separatyści. Bombardowania i ostrzały nie omijają wozów telewizyjnych i akredytowanych reporterów. Jednak wojna dla niektórych reporterów to chleb powszedni. Chociaż liczby aktów przemocy wobec cywilów rosną, nie oznacza to, że dawniej praca dziennikarzy wśród odgłosów strzałów i wybuchów była bardziej bezpieczna. Powszechnie znanym w środowisku mediów było i jest do dziś wydarzenie z 1954 r. Węgierski fotograf wojenny zginął wówczas na wojnie w Indochinach. W chwili swojej śmierci uwieczniał na zdjęciu brutalną rzeczywistość. Capa wielokrotnie wcześniej ryzykował swoje życie fotografując m.in. hiszpańską wojnę domową, II wojnę światową oraz wojną izraelsko-arabską. Wśród polskich dziennikarzy również miały miejsce tragiczne wypadki. 7 maja 2004 r. korespondent wojenny Waldemar Milewicz zginął w ostrzelanym w Iraku samochodzie.

Wszystkie te fatalne w skutkach zdarzenia powodują, że dziennikarzy przestajemy postrzegać jako celebrytów czytających z promptera, przygotowanych przez sztab ludzi tekstów i materiałów. Podobnie zmienia się wizja reporterów radiowych. Nie wszyscy w ciepłym studio, pijąc poranną kawę relacjonują codzienne informacje. Reporter, pracujący w miejscach, w których na każdym kroku dochodzi do aktów przemocy wciąż ryzykuje. Czy my, zwykli szarzy ludzie śledzący wydarzenia przed ekranami telewizorów, czytający gazety i słuchający radia potrafilibyśmy zdobyć się na tyle odwagi i pojechać na Ukrainę, do Syrii czy Iraku? Nie, ponieważ nie każdy może i z pewnością nie każdy chciałby być codziennie ryzykującym, odpornym na stres reporterem. Dziennikarstwo to niekiedy sport ekstremalny, który ewoluuje z każdym kolejnym rokiem.
Ewa Nowak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Niestety, aby żyć w ciekawych czasach potrzeba dziennikarzy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.