Facebook Google+ Twitter

Dziennikarz gorszy od hieny? Są granice, których się nie przekracza

Szczęściem w nieszczęściu życiu płk M. Przybyła już nic nie zagraża. Jego tragedia będzie jednak jeszcze bardzo długo przez media omawiana, i co gorsza, pokazywana. I to pokazywanie jej na wizji, publicznie, jest co najmniej niehumanitarne.

 / Fot. PAP/Marek Zakrzewski / Fot. w249 stycznia wszystkie polskie media na gorąco informowały o próbie samobójczej płk. Mikołaja Przybyła. Na różne sposoby także ją komentowały. Niby to normalne, w końcu media wykonywały swoją pracę. Jest jednak coś, co mi się w ich przekazie bardzo nie spodobało. Mianowicie upublicznienie nagrania z przebiegu tej tragedii. Moim zdaniem media przesadziły. Zwykłe zasady przyzwoitości dziennikarskiej zostały bardzo poważnie naruszone.

Uważam, że ze względów chociażby czysto humanitarnych, takich tragedii na wizji nie powinno się pokazywać. Stała się rzecz straszna. To fakt. Ale ledwo do niej doszło, w internecie pojawił się filmik z jej przebiegu. Jestem zbulwersowana tym filmikiem. Widać na nim wyraźnie, że jeden z dziennikarzy zamiast biegnąć z pomocą leżącemu na podłodze we krwi pułkownikowi, biegnie po kamerę. Sfilmowanie tragedii pułkownika było dla niego ważniejsze.

Miałam nadzieję, że kiedy wszyscy już ochłoną po pierwszych chwilach szoku, to media tego nagrania nie będą na wizji pokazywać. Przynajmniej poważne media, za jakie uważam TVP. Moje nadzieje okazały się jednak płonne. We wszystkich wiadomościach pokazywano je bardzo skrupulatnie.

Nie mniej zbulwersowała mnie wiadomość w wieczornych Wiadomościach TVP, mówiąca o tym, że płk Przybył czuje się już dobrze i najprawdopodobniej opuści szpital następnego dnia. To, że pułkownik czuje się już w miarę dobrze, to akurat dobra wiadomość, ale to, że już następnego dnia może zostać wypisany ze szpitala do domu, to wiadomość co najmniej zastanawiająca. To znaczy co, pułkownik wykonał zadanie, i to pomyślnie - w jakimś sensie - więc może już wracać do domu? A przecież jeśli to był z jego strony akt samobójczy, to po nim, po uratowaniu mu życia, powinien zostać w szpitalu przynajmniej pod opieką psychologiczną. Niedoszły samobójca po nieudanej próbie samobójczej może wszak ponownie targnąć się na swoje życie.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (21):

Sortuj komentarze:

Andrzej Szpak
  • Andrzej Szpak
  • 14.01.2012 07:51

Tak głupiego narodu, tak zdebilałego jak to co sie obecnie nazywa Polakami(jesli to coś co zamieszkuje między Odra a Bugiem można jeszcze nazywać narodem) nie ma na całym świecie..Wystarczy POczytac tych debili POwyżej aby wyciągnać POwyższy wniosek..Chamska, prymitywna ustawka trepa w stopniu pułkownika oraz skorumPOwana, zbydlecona zgraja szmondaków zwanych dziennikarzami którzy temu zdebilałemu polskiemu motłochowi przyszykowali kolejny spektakl..WSIowi skonstruowali teatr dla gawiedzi pod tytułem "Honor trepa" który jak widac POwyżej ma dość dobra oglądalność..jak dobrze pójdzie to PObije wystepy Kupy Wojewódzkiego..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uważam, podobnie jak wielu wypowiadających się, że całe zajście było inscenizowane. Nie wierzę, że zawodowy żołnierz, obyty z bronią nie wie jak pozbawić się zycia. Strzela tak by sobie krzywdy nie zrobić. i jak najmniej szkód w gabinecie. Kamera była włączona, a więc pan pułkownik mógł usiąść za biurkiem i pokazać jak to sie robi...
Co do dziennikarzy, żeby nie oni to byśmy siedzieli na drzewach... Ten co udzielał pomocy - chwała mu - robił co powinien zrobić każdy. Jednak ilu ratowników mogło być jednocześnie przy "ciężko rannym"?
Ktoś jednak zadzwonił po pogotowie, a pozostali mieli wyjść? Rejestrowali całe zajście i też im chwała.
Trudno w tym przypadku mówić o jakiejkolwiek moralności, gdy reżyserem konferencji prasowej i całego zajścia był główny aktor, który nb. naraził na koszty budżet Państwa. Przecież ktoś musi za to zapłacić...

Komentarz został ukrytyrozwiń
biruta M Liberałka
  • biruta M Liberałka
  • 12.01.2012 15:11

Absolutną masz rację Halszko - dziennikarze za "niusa" rozum sprzedadzą to co tu mówić o etyce ... wszystko na sprzedaż a twarz we krwi taka jest medialna ... a kto przyłożył rękę do tego, co się stało ??? , nie wnikam samobójstwo czy samookaleczenie, tego nikt z nas się nie dowie ... a dziennikarze go zaszczuli ... w momencie gdy strzelał w TV INFO pan Gmyz właśnie mu groził procesem ... łatwo jest manipulować dziennikarzami, wystarczy pod nos niusa podstawić ... polecą na koniec świata i wsztstko sprzedadzą ... im więcej oglądam tym gorzej o dziennikarzach myślę ... w tym przypadku przyszło mi do głowy - hieny, dranie ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Panie Marku,
Nie byłem na miejscu zdarzenia, a oskarżycielsko podszedłem do tych dziennikarzy gdyż na filmie wyraźnie widać i chyba się Pan ze mną zgodzi, że:
- jegomość w jasnej marynarce z telefonem w ręku wolnym krokiem idzie w kierunku płk Przybył nie udzielając mu pomocy, odwraca się i odchodzi.
- dziennikarz w czerwonej bluzie biegnie po kamerę zamiast nieść pomoc,
- dziennikarz w granatowej bluzie idzie po kamerę zamiast nieść pomoc.

Dziennikarz "Głosu Wielkopolskiego" Łukasz Cieśla, którego widać na nagraniach pochylonego nad rannym pułkownikiem skrytykował zachowanie dziennikarzy po postrzeleniu się przez prokuratora. "Po wyjściu z prokuratury wojskowej, krótko po samobójczej próbie prokuratura Przybyła, usłyszałem, że jestem bohaterem. Bo początkowo jako jedyny pospieszyłem mu z pomocą, gdy leżał w kałuży krwi w gabinecie swojego szefa. Bo w przeciwieństwie do niektórych dziennikarzy nie włączyłem kamery i nie robiłem "gorącego newsa". Bo nie zacząłem zdawać do mojej redakcji relacji na żywo, stojąc nad ciałem pułkownika Przybyła. (...) Moje zachowanie to żadne bohaterstwo. (...)Szkoda, że normalność zaczyna urastać do rangi czegoś niespotykanego."

Nadal uważam, że niektórzy dziennikarze zachowali się mało etycznie zatracając granicę między obowiązkiem dziennikarskim i chęci obrazu sensacji, a odruchami ludzkimi i chęcią pomocy i ratowania człowieka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nareszcie padły jakieś rozsądne słowa ... dziękuję autorce.

Komentarz został ukrytyrozwiń
popieram
  • popieram
  • 11.01.2012 12:14

Autorka artykułu ma całkowitą rację, że niektórzy dziennikarze i publicyści w tej sprawie zachowują się jak hieny. Ja bym dodała, że także jak" święte krowy", którym wszystko wolno bez jakichkolwiek ograniczeń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na upartego moglibyśmy też dywagować nad wartościami moralnymi fotoreporterów fotografujących wojny oraz głód i ubóstwo mieszkańców krajów afrykańskich.

Nie szkalujmy dziennikarzy, a jedynie powiedzmy im, że my zachowalibyśmy się inaczej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezależnie od tego, czy próba samobójcza płk.prokuratora była prawdziwa, czy też nie miała się skończyć śmiercią , lecz tylko poranieniem - jak niektórzy przypuszczają, to jest sprawa drugorzędna. Istotne jest to, czy niektórzy dziennikarze zachowali się etycznie, co porusza autorka artykułu; gdzie jest granica oddzielająca obowiązek dziennikarski od pogoni za sensacją. Istotne jest również to, co przez ten akt chciał nagłośnić i co nagłośnił pan pułkownik.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z wypowiedzią redaktora Woźniaka. Gość wiedział co i jak, zresztą rzeczywiście porównując zapisy i zachowanie ludzi, zdarzały się jeszcze bardziej obojętne postacie, jak na przykład pan w garniturze, który spokojnie przeszedł przez pokój i wrócił z powrotem nawet nie odrywając się od telefonu. Może pokazówka nie do końca to była, bo jednak zabawa z bronią to niekoniecznie dobry pomysł, ale sam pan prokurator nie chciał się zabić, a jeśli już chciał sobie coś zrobić, to z pewnością tak, by go uratowano. Tak z punktu widzenia psychologów mogłoby to wyglądać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Robert Ramark Dzisiaj 18:47
Podpisuję się pod każdym słowem. Mogę się odnieść tylko do tego co mi pokazują, Na miejscu nie byłem, ale jestem przekonany, że to wydarzenie było starannie przygotowane, przez samego pułkownika.

@Panie Adamie Sęczkowski, dlaczego tak oskarżycielsko Pan podchodzi do dziennikarzy? Był Pan tam? Jeżeli tak, to nabieram wody w usta... Natomiast w innym przypadku, tak kategorycznych ocen chyba nie należy wydawać. Tak mi się wydaje. Było tam wielu ludzi. Jeżeli ktoś zajął się poszkodowanym, to nie widzę nic zdrożnego, że "paparazzi" pracował... W końcu wykonywał swoją pracę. Tego chyba zresztą sam pułkownik chciał..., żeby to poszło w mediach. Jego stopień desperacji musiał być bardzo wysoki, tego chyba nikt raczej nie powinien negować. Co innego gdyby ekipa "R" zajęła się kręceniem filmu, a dopiero później zajęła się ratowaniem poszkodowanego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.