Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

163042 miejsce

Dziennikarz - niebezpieczny zawód

Dziennikarze. To dzięki nim docierają do nas informacje z całego świata. Są tam, gdzie trwają działania wojenne i są tam, gdzie popełniono zbrodnię. Aby dostarczyć prawdziwy obraz sytuacji narażają własne życie.

Pogoń za newsem. Rywalizacja i konkurencja. Mnogość mediów sprawiła, że redakcje muszą się ścigać w zdobywaniu informacji. Ale liczy się nie tylko czas, ważny jest też temat. Dlatego dziennikarze wysyłani są zawsze tam, gdzie dzieje się coś złego. Wypadki, kataklizmy, zbrodnie. Takie informacje zapewniają najlepszą oglądalność, słuchalność, czytelność. Wszak wiadomo, dobra wiadomość to nudna wiadomość, a zła wiadomość to wiadomość na pierwszą stronę”. A gdzie jest najwięcej zła? Oczywiście na wojnie. Tam w zawód korespondenta ryzyko wpisane jest jak w zawód żołnierza.

Coraz częściej docierają do nas wiadomości o atakach na ludzi mediów. Jak choćby ta ostatnia o porwaniu dwóch polskich dziennikarzy telewizji publicznej w Osetii Południowej. Albo ta z 12 sierpnia, gdzie w rosyjskim nalocie na miasto Gori zginął holenderski reporter. Natomiast trzy dni wcześniej, 9 sierpnia w czasie walk w Gruzji zginęło dwóch gruzińskich dziennikarzy. Dla nas, Polaków najgłośniejszym echem jak dotąd odbiło się zabójstwo jednego z najlepszych korespondentów wojennych Waldemara Milewicza oraz Mounira Bouamrane 7 maja 2004 roku w Iraku. W Afganistanie, Gruzji, Czeczenii, Iraku, Kolumbii, na Białorusi czy Filipinach, giną wszędzie. Jednak pytanie nie gdzie, ale po co? Czemu atakowani są bezstronni, obiektywni obserwatorzy?

Newsy z wojennego frontu


„Kiedyś pierwszą ofiarą wojny była prawda. Dziś pierwszą ofiarą wojny jest dziennikarz – świadek prawdy” – pisze Krzysztof Mroziewicz w książce „Dziennikarz w globalnej wiosce.” I nie dziwi już nikogo widok korespondenta wojennego ubranego w kamizelkę kuloodporną, biegającego między żołnierzami. Szybko „modne” stały relacje na żywo podczas walk, wymiany ognia. Cały świat może oglądać strzelaniny, wybuchy bomb. Chociaż tak naprawdę dziennikarze pojawiali się na wojnach od dosyć dawna. Weźmy na przykład Ernesta Hemingwaya, korespondenta z I i II wojny światowej. Albo 40 dziennikarzy opisujących lądowanie aliantów w Normandii w 1944r. Ale pierwszą, prawdziwą „medialną” wojną była wojna w Wietnamie (1957 – 1975). Ten konflikt był dla dziennikarzy, a w szczególności dla fotoreporterów wyjątkowy. Nigdy przedtem i nigdy potem dziennikarze nie mieli takiej swobody poruszania się po polu walki. Całkiem inaczej przedstawiała się sytuacja podczas I wojny w Zatoce Perskiej (1990 – 1991). Reporterzy zazwyczaj musieli przebywać w hotelach, z dala od walk. Od czasu do czasu zabierano ich tylko do punktów stacjonowania sił zbrojnych. Armia amerykańska kontrolowała przepływ informacji. W Iraku korespondenci pojawili się jeszcze przed wybuchem wojny. Będąc tam dziennikarze poruszają się na własną odpowiedzialność. - Nasze bezpieczeństwo opiera się głównie na byciu niewidzialnym. Staramy się z całych sił nie zwracać na siebie uwagi – mówił korespondent The Guardian, Rory Carrola. Z czasem przemoc wobec dziennikarzy zaczęła się nasilać, przestali być przypadkowymi ofiarami znajdującymi się na linii frontu, lecz stali się wrogami, kartami przetargowymi. Byli więzieni, ścinani, brutalnie mordowani. Dla pracowników mediów była to jedna z najokrutniejszych wojen.

Numer 1738


Terroryści, żołnierze atakują ludzi dla których jedyną bronią jest mikrofon czy kamera. Na szczęście, reporterzy wyjeżdżający w rejony objęte wojną, teoretycznie, nie są pozostawieni samym sobie. Tajemniczy numer 1738 to numer rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ z 23 grudnia 2006 o ochronie dziennikarzy w czasie konfliktów zbrojnych. Jest to pierwszy dokument Rady Bezpieczeństwa stworzony specjalnie dla dziennikarzy. - Ta rezolucja z jednej strony przypomina wszystkim państwom i grupom zbrojnym, że istnieje prawo międzynarodowe, które należy przestrzegać, a z drugiej przypomina tym samym państwom, że czas skończyć z bezkarnością: kiedy ginie dziennikarz potrzebne jest śledztwo i odpowiednie sankcje - powiedział sekretarz generalny RbG Robert Menard.

Prawo to mówi, że dziennikarze są cywilami więc powinni być chronieni oraz kwalifikuje strzelanie do pracowników mass-mediów jako przestępstwo wojenne. Więc dlaczego dziennikarze wciąż giną tak jak ginęli przed grudniem 2006 roku? Jak widać legitymacja dziennikarska nie jest w stanie ocalić nikomu życia. A słowo Press nie robi wrażenie na ich mordercach. Ale to, że rezolucja nie chroni życia to nie jedyny problem. Jak powiedział Menard, po zabójstwie dziennikarza potrzebne jest śledztwo i wyciągnięcie odpowiednich sankcji. Niestety to też nie sprawdza się w praktyce. Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ) w 2007r zorganizowała kongres, na którym poruszono temat niskiej wykrywalności zabójców pracowników mediów. Federacja podała, że w ciągu 10 lat (do 2007) na całym świecie zostało zamordowanych ponad tysiąc dziennikarzy, a zabójcy zostali pociągnięci do odpowiedzialności tylko w 27 przypadkach. - To coś więcej niż statystyka, to nasi przyjaciele i koledzy, którzy poświęcili życie dziennikarstwu i zapłacili za to najwyższą cenę - uważa prezes IFJ Christopher Warren.

Niebezpiecznie nie tylko na wojnie


„Może bronić tam, gdzie inni atakują i atakować tam, gdzie wszyscy inni bronią” – pisze Krzysztof Mroziewicz o sylwetce dobrego dziennikarza. Iść pod prąd, dążyć do prawdy, nawet gdy jest ona dla kogoś niewygodna. A jak wiadomo dobry dziennikarz zawsze jest dla kogoś niewygodny. Przysłowiowe zamykanie drzwi przed nosem, czy brak zgody na rozmowę to codzienność każdego reportera. Jednak czasami przeszkody w zbieraniu informacji przybierają formy bardziej drastyczne. Spotkało to m.in. Jacka Marciniaka, reportera zajmującego się tematami pedofilii. Zaczęło się od głuchych telefonów i smsów z pogróżkami. Próbowano go zastraszyć, spowodować, aby przestał zajmować się ściganiem pedofilów w Internecie. Kiedy dziennikarz nie zrezygnował, nieznani sprawcy podpalili drzwi jego mieszkania w Warszawie. Inne problemy miał Adam Wajrak, dziennikarz Gazety Wyborczej, znany ze swego zaangażowania w akcje mające na celu ochronę przyrody. Ktoś obrzucił butelkami jego dom, wybił okno i pobił przyjaciela. Jednym z tragiczniejszych przypadków było pobicie dziennikarza Gazety Polskiej, Przemysława Harczuka, zajmującego się związkami abp. Wielgusa z SB. Temat ten był już poruszany w Wiadomościach24 w artykule Kamila Jakubczaka „Dziennikarz pobity za prawdę?”

Ataki na pracowników mediów to jedynie polski problem. Podobne rzeczy dzieją się na całym świecie. Najgłośniejszym zabójstwem dziennikarza w Rosji był przypadek Włada Listiewa. Zginął 1 marca 1995 roku, zamordowany przez zawodowców strzałami między łopatki i w głowę. W 1996 roku w Los Angeles strzałem w głowę zabito dziennikarza radiowego Michaela Taylora. Takie przypadki można mnożyć. Ale świadczą o tym, że ludzie liczą się z mediami, a zastraszanie dziennikarzy to strach przed czwartą władzą.

Na koniec trochę statystyki:

Według źródła WAN (World Association of Newspapers): w 2007 roku na świeci zginęło 95 dziennikarzy, jednak najtragiczniejszy był rok 2006 – życie straciło 110 dziennikarzy, w 2005 r. – 58, w 2004 r. – 72, w 2003 – 53, w 2002 – 46, w 2001 – 60, w 2000 – 53. Natomiast wg Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy (IFJ) najtragiczniejszym rokiem był 2007, gdzie śmierć poniosło 134 ludzi mediów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.