Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182274 miejsce

Dziennikarz o dostępie do akt IPN

Sejm słusznie utrzymał dostęp dziennikarzy do akt Instytutu Pamięci Narodowej - uważają dziennikarze. Z tego jednak powodu spoczywa na nich ogromna odpowiedzialność.

Sejm słusznie utrzymał dostęp dziennikarzy do akt Instytutu Pamięci Narodowej - uważają: prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyna Mokrosińska, wiceszef Rady Etyki Mediów Maciej Iłowiecki oraz wicenaczelny "Rzeczpospolitej" Marek Magierowski. Zaznaczają jednak, że jest to narzędzie niebezpieczne, dlatego na dziennikarzach spoczywa ogromna odpowiedzialność

Sejm zakończył w środę prace nad nowelizacją ustawy lustracyjnej. Odrzucił m.in. poprawkę Senatu, która nie zezwalała na dostęp dziennikarzy do archiwum IPN.

- To bardzo dobrze, że dziennikarze mają dostęp do akt IPN. Jeśli bowiem uznano tę profesję za zawód zaufania publicznego i z tego tytułu dziennikarze podlegają obowiązkowi lustracji, to z drugiej strony zabieranie im dostępu do akt byłoby nielogiczne - uważa Mokrosińska.

Poza tym - jak podkreśliła - "kto, jeśli nie dziennikarze miałby być dla społeczeństwa pośrednikiem w ujawnianianiu teczek".

Zdaniem Mokrosińskiej, dostęp dziennikarzy do teczek nie powinien jednak odbywać się poza kontrolą.

- Do tej pory było tak, że gdy ja szukałam materiałów IPN-owskich, to musiałam zobowiązać się do przekazania potem IPN-owi materiału, który na tej podstawie zostanie napisany i opublikowany. Jest to jakaś kontrola, że robi się to dla konkretnej redakcji, w konkretnym celu, a nie dla siebie, żeby kogoś szantażować - podkreśliła prezes SDP.

Wiceprzewodniczący REM Maciej Iłowiecki powiedział, że z punktu widzenia zasady, iż dziennikarze jako ci, którzy mają wszystko kontrolować, powinni mieć też dostęp do wszystkich dokumentów, które nie są utajnione, decyzja Sejmu jest "trafnym rozwiązaniem w sensie ogólnym".

- Wszystko natomiast zależy teraz od rzetelności dziennikarzy, bo dostają oni oręż, którym można wręcz kogoś zabić. Teraz wszystko zależy od ich wrażliwości, kultury no i oczywiście od tego, czy potrafią oddzielić swoje poglądy polityczne od tego co znajdą w teczkach i czy nie będą tego wykorzystywać - podkreślił Iłowiecki.

- Więc wydaje mi się, że jest to dobre, ale zarazem szalenie niebezpieczne i cała odpowiedzialność przesuwa się teraz w stronę dziennikarzy - dodał.

Wicenaczelny "Rzeczpospolitej" Marek Magierowski podkreślił z kolei, że wśród dziennikarzy są też ludzie, którzy pewnie będą chcieli wykorzystać te teczki w sposób, którego on by nie pochwalał.

- Każdy dokument można w pewnym stopniu zmanipulować. Z drugiej jednak strony myślę, że lepsza sytuacja jest taka, że te dokumenty staną się jawne w taki czy inny sposób, czy to przez oficjalne publikacje IPN-u, czy też właśnie przez dostęp dziennikarzy do tych akt. Bo widzimy przecież co się dzieje z osławioną już szafą Lesiaka, z której skapują nam powoli poszczególne dokumenty, padają różne oskarżenia. Dopóki nie otworzymy tej szafy do końca i dopóki nie ujawnimy wszystkich tych akt, które można ujawnić, to, mówiąc obrazowo, wciąż będziemy się taplać w tym całym bagienku - powiedział Magierowski.

Dodał, że wierzy, iż dziennikarze, którzy zajmują się lustracją "są na tyle rozsądnymi profesjonalistami, że nic złego się nie stanie".


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.