Facebook Google+ Twitter

Dziennikarze obywatelscy o książkach nominowanych do NIKE

Siedem pozycji nominowanych do nagrody NIKE zrecenzowało siedmiu dziennikarzy obywatelskich. Recenzje są różne, tak jak różni są ich autorzy. W tym widzimy ich siłę. Nagroda zostanie przyznana 7 października w Warszawie.

Zbigniew Kowalewski: "Nic nowego"
Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli, SIW "Znak", Kraków 2006, s. 400

Okładka / Fot. Wydawnicwo ZnakMoja rozmowa z Wiesławem Myśliwskim trwała może minutę, bo akurat był zajęty pracą nad redakcją "Regionów". Tam po raz pierwszy natrafiłem na genialne zapisy chłopskich testamentów, z których powstał film dokumentalny. Fragment powieści "Kamień na kamieniu" pojawił się w cyklu "Notatnik prowincjonalny" ze świetną rolą Henryka Boukołowskiego. Nie mam w domu kompletu tych czasopism ani książek pisarza. Oddałem je w transporcie z darami na Ukrainę, żeby Polacy w Borysławiu mogli zaznać Ojczyzny - polszczyzny, w tak wspaniałej krasie.

Dlaczego nie piszę wprost na temat "Traktatu o łuskaniu fasoli"?... Już to robię, ale zanim przystąpię do rzeczy prosta, generalna uwaga wiernego czytelnika. Po otwarciu zadrukowanych stron powieści Myśliwskiego, czy będzie to jego ostatnie arcydzieło, czy "Widnokrąg" pachnący wspomnieniami stamtąd, gdzie San do Wisły domierza... zawsze poznać rękę mistrza. Chociaż właściwie wszędzie Myśliwski każe nam się wsłuchiwać w monolog, to czytelnik nie odrywa oczu i uszu od akcji. Słychać, jakby ktoś do nas szeptał te osobiste wyznania, a przecież wszystko to jest zapisane literkami... Czujemy niemal smak i zapach kiszonej kapusty, czujemy strąki fasoli na koniuszkach palców i wzrok uczestników "posiadów", w których znajdujemy się przypadkiem otwierając księgę mądrości Myśliwskiego.

Powiem coś, co autorowi może nie w smak, ale nie stworzył on nowego dzieła, chociaż jest inny tytuł, bohaterowie, miejsce... no czas się nie zmienia, bo zawsze przeszłość siedzi w duszy Myśliwskiego. To "nic nowego" jest wielką cnotą pisarza konsekwentnego do cna. Szczery, aż do bólu pozwala sobie na bardzo osobiste wycieczki, chociaż nikogo nie potępia. Owszem, są w jego opowieści ludzie podli i źli, skrzywdzeni i spryciarze. Zupełnie jak w Stolicy, gdzieś na prowincji ludzie starali się ujść cało z pożogi, przeżyć w najdoskonalszym ustroju i w najpiękniejszym ze światów.

Wiesław Myśliwski nie złorzeczy tylko przy łuskaniu fasoli wywala przed nami całą prawdę. Gorzkie są te wyznania, wieczne pretensje, niezadawnione rany i wyrządzane sobie wzajemnie krzywdy. Pobrzmiewa gdzieś tam w oddali ton Edwarda Stachury, aby pogodzić się ze światem. W odróżnieniu od Steda wieś dla Wiesława Myśliwskiego nie jest przestrzenią na weekendowe wypady. To kraina, w której on ma swoje duchowe korzenie. Tam odzyskuje swoje siły i stamtąd czerpie inspirację do życia. Bo jego życie i pisanie to jedno i to samo dzieło.

Paweł Mazur: "Spowiedź. 10 obnażeń autora"
Jerzy Pilch, Moje pierwsze samobójstwo, Świat Książki, Warszawa 2006, s. 304.

Okładka / Fot. Wydawnictwo Świat KsiążkiNie będę ukrywał, że spełniłbym życzenie Jerzego Pilcha "żeby czcigodnego autora zaprosić na wódkę". Cenię go jako publicystę, jak i autora prozy. Podejrzewam, że taka zakrapiana impreza dużo zmieniłaby w moim postrzeganiu świata. Dokładnie tak samo, jak to zrobiła nominowana książka.

Utwory autobiograficzne zawsze są pewnego rodzaju obnażaniem. Opowiadanie o swoim życiu, bądź co bądź obcym ludziom, zawsze wydawało mi się dość trudne i ryzykowne. Kojarzy mi się to też zawsze ze swoistego rodzaju próbą zrzucenia ze swoich barków, swoich problemów. Tak jak robi się to u psychologa. Autor robi tutaj jednak coś więcej poza np. opisywaniem swojej dziecięcej próby samobójstwa, "Moje pierwsze samobójstwo". To książka o każdym z nas. O mnie. O Tobie. O ślusarzu spod trójki, który pije codziennie i bije swoją żonę i czwórkę dzieci. Każdy z nas przecież miał swoją "Najpiękniejszą Kobietę Świata". Chociażby szkolną miłość, którą probował zdobyć przez lata swojej nauki. Była taka osoba ideałem. Mount Everestem miłości. Kiedy w końcu się ją zdobywało, okazywała się tylko przejściowym etapem w życiu. Każdy z nas miał w dzieciństwie osobę której zazdrościł. Takiej której się wszystko zawsze udawało "Duch cudownych znalezisk". Takie bożyszcze nastoletnich tłumów. Osoba, która zazwyczaj kończyła swoje życie w przydrożnym rowie, zapijając się na śmierć. W końcu w każdym z nas, siedzi ta mroczna strona, która wzbudza w nas chęć zabijania i niszczenia "Rękopis człowieka z moich stron". I tym właśnie jest ten zbiór 10 opowiadań. Opisem nas samych. To oczywiście możemy wyczytać, między wierszami. Bo tak naprawdę Jerzy Pilch pisze o sobie. O swoim życiu tym kiedyś i tym teraz. O miłości, straconych szansach, kolegach, rodzinie. Opisuje to co nas otacza. Ze swojej, rzecz jasna perspektywy. Piękne w tej książce jest to, że autor potrafi stworzyć opowiadanie o niczym. O stoliku do szachów, który urasta tutaj do roli świętego Graala. Czegoś co już się ma i nagle się traci. Staje się on symbolem niejako walki damsko-męskiej. Tej trwającej od wieków. Myślicie, że plotę trzy po trzy? Przeczytajcie ten zbiór opowiadań, a będziecie wiedzieli o czym mówię. Dowolność interpretacji, jest dużą zaletą tej książki. Jest też to, pewnego rodzaju spowiedź Pilcha i mam wrażenie, wołanie o pomoc. Bo nikt nie lubi być samotny.

Coś czego zawsze zazdrościłem Pilchowi, to język. Sposób wypowiadania się. Gdyby mi tak łatwo przychodziło pisanie, to pewnie ja bym dzisiaj jeździł na spotkania autorskie. Ale dość o tym. Ma Pilch zdolność, której brakuje większości polskich pisarzy. Potrafi o rzeczach ważnych i trudnych pisać w sposób prosty i zrozumiały. Dlatego choć czyta się szybko, wiele w głowie zostaje. I to jest złoty środek na dobrą, mądrą książkę. Nie jest to raczej książka do pociągu. Owszem jak ktoś się uprze to może ją wziąć do pociągu. Ja jednak proponowałbym fotel, kawę i kota na kolanach.

Lidia Raś: "W poszukiwaniu narodowej mitologii"
Maria Janion, Niesamowita Słowiańszczyzna, Wydawnictwo Literackie, 2007, s. 327

Okładka / Fot. Wydawnictwo LiterackieNominowana do nagrody Nike "Niesamowita Słowiańszczyzna" Marii Janion, to alternatywna opowieść o naszej tożsamości. Kluczem do interpretacji polskiej mentalności stają się wyparte ze świadomości słowiańskie korzenie.

W najnowszym zbiorze esejów Janion podejmuje próbę określenia przyczyn osobliwego stosunku Polaków do Zachodu i Wschodu. Paradoksalnie charakteryzuje go bowiem jednocześnie megalomania oraz kompleks niższości. Janion sugeruje, że ten swoisty kod genetyczny Polaków może być konsekwencją wydziedziczenia z rodzimej kultury. Dumni z otrzymania chrztu w obrządku łacińskim i nobilitacji do kręgu kultury zachodniej nie pamiętamy, że wiązała się z tym faktem utrata lokalnej mitologii i zniszczenie słowiańskiej tożsamości. Zostaliśmy "trochę na zachód od Wschodu i na wschód od Zachodu" - jak trafnie określił to Sławomir Mrożek. Z czasem wyparliśmy korzenie słowiańskie ze swej świadomości, bo Wschód dość trwale kojarzył nam się z Rosją, a więc z agresorem.

Utracone korzenie rekompensował paradygmat romantyczny z typowymi kalkami: Polak-katolik, mesjanizm, martyrologia. Na nim długo opierał się nasz patriotyzm. Dowartościowaliśmy się romantycznymi mitami, sakralizując Polskę. Janion określa mentalność Polaków mianem postkolonialnej. Podlegli kolonizatorowi - Rosji, szukaliśmy kogoś, wobec kogo my też moglibyśmy być panami. Nasz stosunek do Ukrainy, Białorusi, a nawet Rosji (sic!) - pisze Maria Janion - wywodzi się z poczucia wyższości wobec Wschodu, które demonstrowaliśmy. Niestety nie przybliżało nas to do Zachodu, a raczej czyniło "Europejczykami w prasłowiańskich gaciach" - jak pisał Jerzy Pilch.

Przełom XX i XXI wieku przyniósł kryzys kultury. Dla nowych pokoleń idee romantyzmu stały się skostniałe. Według Marii Janion to jedna z przyczyn wyjazdu Polaków z kraju, który nieustannie wymaga demonstracji patriotyzmu. Jak u Mrożka - potrzeba nam więc nowej idei i formy. Słowiańszczyzna to jakaś idea - stawia tezę Maria Janion. Nieznana, tajemnicza... Warto poszukać dla niej formy, która stałaby się spoiwem dla narodu.
Lektura tej książki zmusza do intelektualnej ekwilibrystyki. Śmiałe hipotezy intrygują, nawet jeśli nie zawsze ze wszystkimi się zgadzamy. Problemem staje się jednak - jak sądzę - forma przyjęta przez autorkę. "Niesamowita Słowiańszczyzna" jest w dużej mierze kompilacją tekstów wielu autorów. Kilkustronicowe przypisy, kończące każdy esej, mogą amatorów zniechęcać, co zawęzi grono czytelników jedynie do fachowców. Niemniej jednak, zachęcam do lektury, bo obraz Słowiańszczyzny jest w niej naprawdę niesamowity.

Marcin Nowak: "Baśnie o narodzie zza Sudetów"
Mariusz Szczygieł, Gottland, Wydawnictwo "Czarne", 2006, s. 232

Okładka / Fot. Wydawnictwo CzarneWschód czy zachód? Farsa czy tragedia? Jeden naród czy 10 milionów narodów? O czym jest ta książka? Tego nie wie do końca nikt, choć wiedzą wszyscy. Bo wszem i wobec wiadomo, że o Czechach. Ale czy aby na pewno? Tylko o nich?

Kraj, którego geografia bezlitośnie otoczyła z czterech stron murem gór, intrygował jak żaden inny. Republiki Czeskiej i Czechów nie mogliśmy osądzić jednoznacznie. Historia nie mogła osądzić, religia nie mogła osądzić, nie mogła osądzić sztuka. Ani nawet tak powszechne stereotypy narodowe. Z pewnością osądzimy po przeczytaniu tej książki. Książki z nutą sarkazmu. Ale sarkazmu realnego. Bo życia codziennego.
Cała Gottland to kompilacja metafor, które czytamy jednak jak dokładnie podsłuchaną opowieść w autobusie miejskim. Wątki galopują, z pasją...

Styl Szczygła porywa. Jest unikatowy. Opowieści snute przez autora, składają się z półsłówek, pół-zdań, urwanych cytatów, wyliczanek. Zabieg ryzykowny, ale bardzo udany.
"Do reżyserki weszła w kożuchu, Był 14 listopada, dość zimno. Komunizm miał się skończyć za miesiąc. Rozebrała się, weszła do studia, reżyser poprosił ją o próbę głosu…"

To pierwszy ruch pędzlem w historii Marty Kubišovej, słynnej piosenkarki. Aż chce się czytać dalej... I tak w każdym przypadku. A historii mamy tutaj piętnaście. Każda traktuje o tym samym narodzie. Ale w innym świetle, w innym momencie historycznym, z innym motywem przewodnim, innym bohaterem i innym przesłaniem.

Czesi w książce Szczygła to naród pasjonujący. Czytając kolejne opowieści, zaczynamy wszyscy czuć tak jak oni. W dużej mierze, na przykład dzięki historii o największym na świecie pomniku Stalina, który stał kiedyś nad Wełtawą, i... pozbawił życia kilka osób. W tym pewnego rzeźbiarza, którego przekleństwem był fakt, że właśnie on został wybrany na jego twórcę.

Pokuszę się o stwierdzenie, że nie kto inny jak właśnie my, Polacy potrafimy najlepiej zrozumieć przewrotną farsę komunistycznych realiów czasów zamierzchłych. I to, że problemem, spędzającym sen z oczu komunistycznych dygnitarzy mógł być brzeg rzeki (wschodni czy zachodni), na którym miał stać pomnik oraz kierunek (wschód czy zachód) w który Stalin patrzy. Bo to już przerabialiśmy, prawda?

Czechy w Gottland są naszkicowane w sposób mitologiczny. Ale mitologia to nietypowa. Losy najsłynniejszych Czechów poznajemy niczym pasjonujące baśnie. Baśnie o ludziach. Takich jak my. Zazwyczaj w brunatnych, szarych barwach. Ale właśnie to wyznacza oryginalny klimat książki. Książki doskonałej. Zarówno dla tych, którzy szukają nowej jakości w polskim pisarstwie jak i sierot po Ryszardzie Kapuścińskim. Mariusz Szczygieł to największa nadzieja polskiego reportażu. A przy tym doskonały artysta słowa. To mieszanka wybuchowa, zapewne równie silna jak dynamit, który zamordował największy pomnik Stalina na świecie.

Urszula Agata Marczewska: "W szarych barwach ukazany człowiek i jego świat"
Magdalena Tulli, Skaza, WAB, Warszawa 2006, s. 180

Okładka / Fot. Wydawnictwo W.A.B.Świat przedstawiony w "Skazie" Magdaleny Tulli może w zasadzie przyjąć miano "każdego świata". Tłem dla wydarzeń jest plac w mieście, którego nazwa nigdy nie pada. Relacja narratora wyraźnie wskazuje na typowość opisywanego miejsca. Mamy więc tory tramwajowe z przystankiem, na którym zatrzymuje się pojazd. Mamy obiekty, których w takim miejscu możemy się spodziewać: jest kawiarnia, jest szkoła. W opisie przestrzeni pojawiają się też miejsca takie, jak hotel czy urząd. Podobnie jest z bohaterami, zamieszkującymi ów skrawek świata. To postaci schematyczne, obdarzone cechami typowymi dla danej profesji: młoda służąca, która marzy o zamążpójściu, student skrywający się za obłokiem dymu papierosowego, marzący o politycznym przewrocie, czy wreszcie notariusz - bogaty i nie do końca radzący sobie z życiem prominent.

Wydarzenia nie dzieją się tak po prostu: świat, z którym mamy do czynienia ukazany jest z punktu widzenia jego konstruktora. Spoza wydarzeń przeziera rusztowanie całej konstrukcji, zresztą wadliwej - świadczą o tym np. problemy z tłem, czy kostiumami dla ogrywających swoje role postaci. Pojawia się również kwestia finansowania i realizowania całego przedsięwzięcia (np. narratorka komentuje olbrzymie zużycie srebrnych gwoździ, jej zdaniem większe niż wymagałoby tego skonstruowanie takiego świata).

Każdy z bohaterów porusza się po przestrzeni, jaką wyznacza jego rola w okolicznościach stanowiących tło powieści. Mamy tu do czynienia z czasem swoistej rewolucji, która ukazana jest w sposób karykaturalny: oto tramwaje przywożą na plac tłumy uchodźców, poszukujących lepszego życia, porządek na placu jest zaś pilnowany przez gwardzistów, odgrywanych przez uczniów gimnazjum. Przyczyny całego zamieszania nie są do końca jasne: liczą się raczej zachowania ludzi w obliczu katastrofy społecznej.

Książka Magdaleny Tulli uderza, ale nie przebojowością i nie elementami szokującymi. Poraża tu pewna surowość i brak emocji. "Skaza" to zatem nie tylko tytuł książki Magdaleny Tulli. To także jej główna bohaterka, ukazująca swe oblicza za pośrednictwem elementów świata przedstawionego.

Tomasz Zygmunt: "Obieżyświat Różycki"
Tomasz Różycki, Kolonie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2006, s. 85.

Okładka / Fot. Wydawnictwo ZnakPoeta przenosi nas w świat kolonialnych podbojów. Liczy się jednak tylko podróżowanie. Obieżyświat Różycki zaprasza nas bowiem w poetycką podróż. Przy czym sam jest też przewodnikiem, który wyznacza miejsca postoju. W planie mamy rajską plażę, Indie, Przylądek Horn, Ukrainę ale także… piątą Rzeczpospolitą.

Podróż występuje w wielu wymiarach. Jest rzeczywista (pociągiem, łódką, metrem, pieszo), wirtualna, jest też metaforyczny wyjazd z krainy dzieciństwa. Podróż jest zatem tematem wiodącym przez 77 utworów. Niektóre poświęcone są refleksji na temat zdobywania wiedzy. W wierszu "Przeciwne wiatry czytamy": "Kiedy zacząłem pisać, nie wiedziałem jeszcze, / że każde moje słowo będzie zabierało / po kawałku ze świata, w zamian zostawiając / jedynie miejsca puste. Że powoli wiersze / zastąpią mi ojczyznę, matkę, ojca, pierwszą miłość i drugą młodość". Ta świadomość braku wiedzy, to "nie wiedziałem" przewija się przez kilka utworów tomiku.
Podróż to także przemijanie, które wiąże się ze śmiercią. Ta pojawia się w różnych wariantach, np.: w utworze Delfiny "śmierć będzie ze mnie brać co nocy miarę i zbierać po mnie wypadłe włosy, paznokcie i złuszczona skórę" czy w wierszu Piąte imperium śmierć "będzie miała kłopot, jak zaadresować powiadomienie". Różycki, podobnie jak twórcy barokowi, jest zafascynowany przemijaniem. Budowa wierszy przypomina utwory prekursora polskiego baroku – Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego.

Trudno objąć wszystkie pola tematyczne wierszy. Pojawiają się rodzice, pojawia się miłość. Lektura wzrusza, ale również daje do myślenia. I sprawia, że człowiek wraca do utworów już przeczytanych. Może dlatego, że tęsknimy czasem za zapachem wanilii czy cynamonu.

Patryk Szczerba: "Gorzkie nuty Świetlickiego. Buntownik opada z sił"
Marcin Świetlicki, Muzyka środka, Wydawnictwo a5, Kraków 2006., s. 64

Okładka / Fot. Wydawnictwo a5"Muzyka środka" to koniec z zadziornym i buńczucznym Świetlickim. Melodia w jego wierszach, mimo że piękna, pokazuje otaczającą poetę rzeczywistość jako niebezpiecznie mocno odrażający świat. Świetlicki, od którego poeci działający w III RP brali garściami postanowił zarzucić swoją chłopięcą niefrasobliwość i uczynił rozrachunek ze światem. Poezja to trudna i aż dziw bierze, że autor postanowił ten zbiór opublikować. 45 lat to jakby za mało na uderzanie w poważne tony, ale być może potrzebne. Już w jednym z pierwszych wierszy czytamy "lecz refren napisałem, odważyłem się".

Znajdujemy tu teksty, w których tytułowa muzyka kojarzona z lekkością, to nic innego jak obraz wnętrza człowieka. Nie jest to kraina łagodności, ale miejsce, "gdzie nie ma / pogody, jest / w gardle pięść / Są / zimne poty". Znaczącym faktem jest pojawienie się w utworach Marcina, bohatera wyraźnie zagubionego i przytłoczonego otaczającym światem "Marcin jest zły i nieporadny w tym źle (...) Nie nauczył się starać o siebie".

Jako ukojenie poeta przedstawia sen. Ten stan człowieka pozwala na wyjście z beznadziejnej sytuacji, daje choć namiastkę szczęśliwości, "(...) a jeżeli nawet / to urojenie, wcale to nie przeszkadza (...)". W innym miejscu wprost pada stwierdzenie "Kiedy / kamienny księżyc ciężko patrzy na mnie, to pisze właśnie".
Ostatecznie jednak to tylko przebłyski nadziei na spokój i pewną harmonię. Mimo że wnętrze Świetlickiego pulsuje stałym rytmem, to jednak powoli muzyka staje się coraz cichsza i słabsza. Autor opada z sił, snuje dywagacje o tym, że można w nieskończoność być buntującym się i sprzeciwiać się triumfalnie, a i tak nic z tego nie wynika. W końcu pisze "bardzo dziękuję". Zrzuca maskę pewnego siebie buntownika na rzecz twarzy, na której widać tylko zmęczenie i smutek.

Być może doczekamy się jeszcze innego Świetlickiego. Być może zaprzeczenie "nigdy", pojawiające się jako podstawowy element w wierszu „Filandia” akurat w stosunku do autora nie będzie miało racji bytu. Na razie mamy gorzką pigułkę, ale takie lekarstwa podobno leczą najlepiej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (29):

Sortuj komentarze:

Świetne, liczę na kolejne takie literackie inicjatywy. Chętnie porecenzuję :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Rewelacja!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Coś pięknego! Jestem zachwycona. Dziękuje Wam +

Komentarz został ukrytyrozwiń

:) + wielki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fantastyczna akcja, już wiem, które z tych książek na pewno przeczytam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ ...po prostu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duzy plus! "Respekt" za inicjatywe:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) BRAWO dla wszystkich Autorów!!!

Po lekturze powyższych recenzji moją faworytką jest Maria Janion.
"Niesamowita Słowiańszczyzna" to lektura na dziś dla wszystkich Polaków, którzy się zwyczajnie pogubili.
Według Leszka Bugajskiego „…może się stać lekarstwem na kryzys polskiej tożsamości, na kryzys patriotyzmu i kryzys kultury tradycyjnej, które "objawiają się w deklaracjach pożegnania z Polską", masowo składanych przez młode pokolenie”.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Brawo Lidko, Agato, Zbyszku, Pawle, Tomku, Marcinie, a przede wszystkim Patryku i Robercie za inicjatywę i jej wykonanie. Recenzje drukuję i będę miała lekturę (miłą:)) do poduszki. Dziękuję :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.