Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

71497 miejsce

"Dzienniki" - obrazki z życia inteligenta w PRL-u

"Dzienniki" Stefana Kisielewskiego pisane były w latach 1968-1980, w reakcji na nałożony na niego zakaz publikowania. Dobrze się stało, że takim zakazem obłożono Kisiela - dzięki temu powstało jedno z najciekawszych świadectw o życiu w PRL.

 / Fot. Okładka książkiPodejrzewam, że żaden z dzisiejszych znanych publicystów nie prowadzi takich dzienników, jak Stefan Kisielewski. Dzisiaj pisze się blogi, które może przeczytać każdy, a skoro tak, to nie zawsze można pisać to, co się chce, szczególnie na temat innych ludzi, trzeba się bowiem liczyć z ewentualnym pozwem. Poza tym dzisiejsi liderzy opinii mają gdzie pisać i dostają za to duże pieniądze, podczas gdy Kisiel rozpoczął pisanie swoich dzienników w 1968 roku w reakcji na nałożony na niego zakaz publikowania. Jego zapiski miały charakter ściśle prywatny, więc niezrównany felietonista „Tygodnika Powszechnego” cieszył się pełną wolnością wyrażania swoich sądów. Oczywiście, jak każdy człowiek pióra, Kisiel musiał liczyć się z tym, że jego pamiętniki ujrzą kiedyś światło dzienne, ale, jak sądzę, było dla niego niemal pewne, że ukażą się one dopiero po śmierci autora. A wtedy wszelkie reakcje na zawarte tam treści nie będą już dla niego problemem.

Trzeba tutaj przy okazji nadmienić, że prywatny charakter zapisków wpływa na stosowany język. Kisiel się nie obcyndala, wytyka wprost egoizm, głupotę, krótkowzroczność ludzi, u których te wady dostrzega, a jak ktoś zasłuży, to i dostanie grubym słowem. Na szczęście to jedyne, co w warstwie językowej odróżnia dzienniki Kisiela od jego felietonów. Warsztat felietonisty „na wygnaniu” pozostał taki sam, jak w oficjalnym obiegu, co zresztą sam autor w którymś momencie zauważa.

Swoim sprawom osobistym Kisiel poświęca w dziennikach stosunkowo mało miejsca, co w sumie nie powoduje żadnej szkody dla czytelnika, gdyż autor prowadził się przyzwoicie. Jeżeli więc ktoś spodziewał się jakichś pikantnych kąsków, ten się srodze zawiedzie. Kisiel to nie Iwaszkiewicz przechwalający się, jak to „chędożył Czesia Miłosza”.

O wiele więcej miejsca Stefan Kisielewski poświęca swoim sprawom zawodowym. „Dzienniki” Kisiela stanowią niezwykle ciekawy obraz tej części PRL-owskiej inteligencji, która pamiętała jeszcze czasy przedwojenne. Opisane są zmagania z cenzurą, swary między pisarzami, a przede wszystkim – usilne starania, by móc spokojnie uprawiać zawód literata, nie szmacąc się jednocześnie. Równie interesujące są opisy towarzyskich spotkań literatów. Nobliwi panowie po sześćdziesiątce na prywatkach piją wódkę w dużych ilościach, palą papierosy i dyskutują zawzięcie o polityce i literaturze. Aż chciałoby się zanucić „Wesołe jest życie staruszka”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

+ za wspomnienie o Kisielu : )

Komentarz został ukrytyrozwiń

OK! PLUS

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.