Facebook Google+ Twitter

Dziewczyna szuka miłości?

Tematem głównym "Dziewczyny, która szuka miłości" nie jest miłość, ale sprawa zupełnie inna. Tytuł wymyślono, żeby zwabić do kina jak najwięcej widzów.

Mówiąc prawdę to ta dziewczyna wcale tak bardzo miłości nie szukała. Ona jej się po prostu przydarzyła. Dziewczyna bowiem, z tatusiem i starającym się o jej rękę, jechała do miasta stołecznego Warszawy, a tu na Woli samochód nagle odmówił posłuszeństwa. Ale stanął akurat przed Zakładem Ślusarsko-Mechanicznym. Równie zdolny co przystojny młody mechanik w mig zreperował auto. Ona (Janka) i On (Jerzy) spojrzeli na siebie i sprawa była jasna.

Wątek ten rozwija się zgodnie z zasadami sztuki melodramatycznej - na przeszkodzie stoi tylko ów "starający się", ale ponieważ jest człowiekiem lekkomyślnym i zarozumiałym, jego szanse maleją z minuty na minutę. Że młodzi w finale połączą się węzłem miłości nierozerwalnym, jest oczywiste.

Więc o czym tu pisać? Otóż jest o czym, bo film "Dziewczyna szuka miłości" pod wieloma względami był nietuzinkowy. Na ekrany wszedł w 1938 r., kiedy nasza kinematografia okrzepła technicznie, organizacyjnie i produkcyjnie. Tematem głównym "Dziewczyny, która szuka miłości" jest nie ta miłość (tytuł wymyślono, żeby zwabić do kina jak najwięcej widzów), ale sprawa zupełnie inna. Ojciec Janki jest polskim biznesmenem, który w Brazylii dorobił się majątku, lecz bez swej ojczyzny żyć nie może, co więcej - chciałby coś dla jej rozwoju zrobić. Tym czymś jest - bagatelka! -
ustanowienie stałego połączenia lotniczego między Warszawą a Rio de Janeiro. Tak śmiałe, prawie wizjonerskie, trudne i kosztowne przedsięwzięcie wymaga rzecz jasna niemałych kapitałów, znakomitych samolotów i wytrawnych pilotów. To na początek.

Dzisiaj realizacja takiego przedsięwzięcia zgromadziłaby setki fachowców, wiele zespołów i biur różnych branż, niezliczone komputery itd. Wtedy wystarczały - na ekranie oczywiście - te trzy wymienione warunki. Projektodawca, czyli ojciec Janeczki - Tomasz Kotlica przystępuje do realizacji swojego pomysłu z zapałem i przekonaniem o sukcesie, choć bywają trudne chwile...

Kotlica skłania do kapitałowego udziału swych kolegów po fachu - brazylijskich milionerów polskiego pochodzenia. Genialnego konstruktora nowych samolotów i znakomitego pilota oblatywacza znajduje w jednej osobie. Jest nim przypadkowo spotkany Jurek z Zakładu Ślusarsko-Mechanicznego. Okazało się bowiem, że w swoim prymitywnym warsztacie buduje on prototypy rewelacyjnych samolotów i na nich startuje. Wprawdzie najnowszy model rozbija się w czasie dziewiczego lotu, ale Tomasz Kotlica ma dobre oko. Przede wszystkim posyła go na solidne nauki na Politechnice Warszawskiej oraz na szkolenie lotnicze.

Stołeczna prasa donosiła, że realizacji filmu towarzyszył ogromny entuzjazm publiczności. Ze wszystkich stron ciągnęli starzy i młodzi "łowcy autografów", zdążający na teren zdjęć, którym było lotnisko szkoły pilotów w Aleksandrowicach. Cichy dotąd, oddalony o parę kilometrów od Bielska ośrodek kształcenia przyszłych Orlińskich i Skarżyńskich, zaludnił się tłumem żądnych ujrzenia Wiszniewskiej i Cybulskiego, którzy z niezmąconym spokojem udzielali autografów rozgorączkowanym tłumom. Dopiero tu można było stwierdzić, jak wielki jest zasięg filmu.

Najwyższy czas, żeby ujawnić odtwórców głównych ról. Dziewczynę gra Tamara Wiszniewska, jej ukochanego - Mieczysław Cybulski (prasa nazywała ich "idealną parą kochanków", oczywiście ekranowych!), niefortunnego konkurenta - Mieczysław Milecki, milionera Kotlicę - Jan Kurnakowicz.

Film nakręcił trzydziestopięcioletni Romuald Gantkowski. Był reżyserem filmowym i teatralnym, scenarzystą, aktorem, kierownikiem produkcji. Urodził się w Poznaniu, tam też uczył się i studiował. Brał udział jako ochotnik w Powstaniu Wielkopolskim. Był asystentem sławnego reformatora teatru Maxa Reinhardta w Berlinie, działał na rzecz Polonii w Niemczech i USA, gdzie pobierał zawodowe nauki filmowe w ośrodku Paramount Pictures. Pracował także we Francji, w Rzymie i w Anglii. Do Polski wrócił w 1934 r. Związał się z ośrodkami filmowymi, które miały stanowić czysto aryjską przeciwwagę dla ówczesnej kinematografii polskiej. Produkowane przez te ośrodki filmy - jak pisano - propagowały "silną armię i lotnictwo, zdrowego narodowego ducha, łączność Polonii z krajem, szacunek dla narodowej kultury". "Dziewczyna szuka miłości" był takim właśnie filmem.

Po kampanii wrześniowej Gantkowski znalazł się we Francji, a następnie w USA, gdzie zrobił kilka filmów dokumentalnych poświęconych Polsce. Po wojnie nie udało mu się tam nakręcić już żadnego filmu. Natomiast wykładał na Uniwersytecie Peperdine. Zmarł w 1989 r. w Hollywood.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A gdzie, Szanowny Stanisławie, można to dzieło zobaczyć? Jaka szkoda, że na program "W starym kinie" nie ma miejsca w ramówce publicznej telewizji.

Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.