Facebook Google+ Twitter

Dziewczyna wśród motocykli

Nigdy przez myśl by mi nie przeszło, że mogłabym pracować w salonie motocyklowym. Nie należę do grona miłośniczek motoryzacji. Wręcz przeciwnie, nie potrafię nawet odróżnić pedału hamulca od sprzęgła w samochodzie.

Moja przygoda zaczęła się prawie rok temu. Przytłoczona pracą jako ekspedientka w sklepie odzieżowym postanowiłam coś zmienić w swoim życiu. Po krótkim odpoczynku rozpoczęłam intensywne poszukiwania nowej pracy. Plany miałam ambitne, a mianowicie: znaleźć satysfakcjonującą i ( bardzo) dobrze płatną pracę w najkrótszym możliwym czasie. Doszłam do wniosku, że nie powinno być to specjalnie trudne. Przecież jest internet, w którym portale prześcigają się w mnogości ofert, a poza tym zbliżały się wakacje i dużo ogłoszeń pojawiało się na drzwiach kawiarni czy restauracji.

Jakże się myliłam. Nie dość, że wcale tak chętnie nie zapraszano mnie na rozmowy kwalifikacyjne to w dodatku okazało się, iż większość ogłoszeń jest zwykłym oszustwem.
Po dwóch miesiącach byłam już nieco zrezygnowana, oszczędności dawno stopniały, a sterta rachunków do zapłacenia powiększała się. Jednak zupełnie niespodziewanie pojawiło się światełko w tunelu. Zadzwonił do mnie znajomy ( zresztą zapalony motocyklista) i zapytał czy nie chciałabym zatrudnić się u jego kolegi, który prowadzi firmę motocyklową. Niewiele myśląc, zgodziłam się.

Dopiero gdy odłożyłam słuchawkę zaczęłam się nad tym zastanawiać. Ja i motocykle? Przecież nie mam o tym pojęcia! Nigdy nawet nie przebywałam w pobliżu takiej maszyny! Chwilę później pierwszy szok minął i postanowiłam spróbować. Zaproszono mnie na rozmowę. Bardzo się denerwowałam, a serce niemal wyskoczyło z piersi. Chciałam wypaść jak najlepiej. Okazało się, że strach ma wielkie oczy, a ja niepotrzebnie się denerwowałam. Warunki pracy i wynagrodzenie wydały się nader korzystne, więc z niecierpliwością czekałam na pozytywne rozpatrzenie mojej kandydatury. Kilka dni później telefon wciąż milczał, a ja traciłam nadzieję.

Wtedy po raz kolejny zostałam mile zaskoczona. Udało się! Dostałam pracę! Radości nie było końca. Wreszcie jakiś przełom w moim życiu, wreszcie coś nowego. Zupełnie inna branża, inni ludzie, inny świat. Pierwszego dnia czułam się nieswojo, ale powoli zaczęłam się wdrażać w temat. Muszę przyznać, że nie było łatwo. Musiałam się wiele nauczyć. Wciąż muszę się uczyć.

Mój pierwszy bliski kontakt z motocyklami przesądził o wszystkim. Moją pierwszą miłością został
malutki sportowy motocykl w kolorze zielonym. Przechodząc obok niego każdego dnia zakochiwałam się coraz bardziej i coraz bardziej chciałam sama zacząć jeździć.
Dźwięk, wydobywający się z tłumików, kolorowe barwy, płynność ruchu wykonywanego przez te piękne maszyny, niczym nieograniczona wolność. Tym właśnie są motocykle. Wiem, że to na jezdni jest moje miejsce i powoli zmierzam do zrealizowania tego marzenia. Kiedy mam możliwość przejechania się choćby tylko kilka ulic dalej, nawet jeśli mogę tego doświadczyć siedząc z tyłu, nie zastanawiam się długo. Uwielbiam niekończącą się drogę, chłodny wiatr omiatający całe ciało, prędkość. Nie da się tego opisać, trzeba to poczuć samemu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 17.06.2009 14:54

Ta adrenalina! Ten powiew wiatru, gdy się z nim ścigasz.......... Wszystko to ma w sobie te ,,COŚ,, , co kręci.....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.