Facebook Google+ Twitter

"Dziewczynka z balonikami". Recenzja książki.

Byłem przekonany, że autorka pójdzie za ciosem i napisze kolejny kryminał lub zdecyduje się na jakiś lżejszy utwór dla dzieci lub młodzieży. Ale ona nie dała się zaszufladkować. I bardzo dobrze.

 / Fot. okładka książkiMarlena Serafin to młoda kobieta, przed którą życie stoi otworem. Prawie dziesięć lat mieszka poza granicami Polski, ale, choć ma dobrą pracę, nie jest szczęśliwa. Kobieta od lat choruje na depresję. Jej stan stopniowo się pogarsza i w pewnym momencie Marlena decyduje się pójść na terapię. Wkrótce trafia do specjalistycznego szpitala.

Dziewczynka z balonikami jest drugą powieścią w dorobku Agnieszki Turzynieckiej. Autorka, która do tej pory była znana niektórym starszym odbiorcom z publikacji w lokalnych gazetach w latach 90-tych ubiegłego wieku, a młodszym z aktualnych utworów ukazujących się w czasopismach ogólnopolskich i antologiach, zadebiutowała w 2013 roku powieścią kryminalną Inspektor Kres i zaginiona. Kończąc jej recenzję napisałem, że mam mieszane uczucia. Powieść zawierała sporo błędów, ale była dość udanym debiutem literackim.
Siadając do lektury Dziewczynki z balonikami spodziewałem się albo kolejnego kryminału, albo powieści z optymistycznym przesłaniem dla młodzieży. Autorka mnie zaskoczyła, bowiem omawiany utwór jest książką, w dużej mierze, psychologiczną i podejmującą trudny społeczny temat.

Główną bohaterką nowej powieści Turzynieckiej jest, wspomniana wyżej, Marlena Serafin i to ona jest pierwszoosobowym narratorem. To dwudziestosiedmiolatka obarczona smutnymi wspomnieniami z dzieciństwa. Odbijają się one na jej dorosłym życiu. Kobieta z początku nie wie, że cierpi na depresję, ale udaje się do psychologa. Nie chce podzielić losu brata ciotecznego, który popełnił samobójstwo. Od lekarza dowiaduje się, że ma depresję i postanawia się leczyć. Marlena wierzy w pomoc specjalistów. W trakcie terapii wychodzą na jaw fakty, do których nigdy nie chciałaby się przyznać. Są nimi nie tylko jej relacje rodzinne (z rodzeństwem i matką, która nigdy nie umiała powiedzieć, że kocha swoje dzieci, często je poniżała i zawsze liczyły się dla niej tylko pieniądze), ale również zdarzenia molestowania, jakich ofiarą padła główna bohaterka. Kobieta czuje się bezsilna i prosi lekarzy o pomoc. Przede wszystkim jednak ma żal do rodzicielki za to, że jej nigdy nie rozumiała, nie dawała poczucia miłości i nie akceptowała jej odmienności. Traumatyczne dzieciństwo wpłynęło na całe życie młodej Serafin. Bohaterka ma dużo kompleksów, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Uważa też, że jeśli jej jest źle, to nikomu nie może być dobrze.

Akcja powieści ma miejsce w 2010 roku i rozpoczyna się w styczniu. Autorka osadziła fabułę, w większej części, w szpitalu psychiatrycznym Świętej Matki w Karlsruhe w Niemczech, ale główna bohaterka przebywa także w swoim mieszkaniu i ląduje w innym szpitalu na intensywnej terapii. Jej pobyt w tych miejscach obejmuje okres ponad trzech miesięcy, ale fabuła całego utworu kończy się jesienią. W tym czasie Turzyniecka oczami Marleny opisała codzienne życie w psychiatryku, zajęcia, w których biorą udział pacjenci i porównała standardy szpitala w Niemczech z polskimi realiami. Przedstawiła także, w jaki sposób niektórzy lekarze traktują swoich podopiecznych (nie tylko leczą ich różnymi specyfikami, nie wiedząc, co im dolega, ale także w pewien sposób ich terroryzują i zastraszają przeniesieniem na oddział, na którym panują dużo bardziej rygorystyczne przepisy niż u nich).

Marlena poznaje wielu interesujących ludzi. Są nimi lekarze i pacjenci. Z tych pierwszych należy wyróżnić psychologa Barbiana. To jedyny specjalista, który naprawdę stara się zrozumieć pacjentkę i jej pomóc. Wzbudza jej zaufanie. Marlena opowiada mu o swojej nauce, kółku zainteresowań i sukcesach literackich. O tym jak popadała w depresję, nie raz chciała i próbowała popełnić samobójstwo oraz o tym, że matka całe życie jej nie rozumiała.
Pozostałe „dzieci Hipokratesa” nic nie robią. Bohaterka jest zawiedziona i rozczarowana ich bezczynnością. Uważa, iż lekarze i służba medyczna nie traktują jej poważnie i nie podają jej odpowiednich leków, a jej stan się nie poprawia, tylko pogarsza. Młodej Serafin nie potrafi zrozumieć nawet ksiądz. Mężczyzna karmi ją wyświechtanymi frazesami, co tylko ją irytuje.
W Dziewczynce z balonikami przewija się dużo różnych postaci. Nie będę ich wymieniał. Wspomnę tylko, że każdy jest interesujący i wielowymiarowy. Pacjenci szpitala cierpią na różne choroby, mają własne problemy, ale się nie poddają i próbują walczyć. Niektórzy z nich zaskoczyli mnie swoim zachowaniem.

Istotne jest natomiast coś innego. Depresja jest chorobą. Może się ona objawiać w różny sposób i każdy może stać się jej ofiarą, niezależnie od narodowości, wykształcenia, posiadanego talentu i majątku. To choroba głęboko zakorzeniona w człowieku, czasem rozwijająca się latami w mało widoczny sposób. Co ważne, depresja jest problemem społecznym, który nie każdy chce i stara się rozumieć czy dostrzegać. Przykładem takich osób mogą być matka i jeden z braci głównej bohaterki, Janek. Mężczyzna uważa, że Marlena oszukuje, a naprawdę jest zdrowa, tylko leniwa. Twierdzi, że kobieta nie chce pracować, a bez harowania nie ma chleba. Takie zachowanie jest wynikiem wychowania. Poza tym i matka i rodzeństwo cały czas Marlenę o wszystko obwiniają.
Najważniejsze jest jednak to, iż bohaterka wie, że jest chora i walczy o powrót do normalności. Niektórzy ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że powinni udać się specjalisty, lub nie chcą tego przyjąć do świadomości.

Dużym plusem Dziewczynki z balonikami jest fakt, że ta powieść to bardzo dobre studium depresji. Autorka przekazała w niej dużo istotnych informacji i wiedzy na temat jednej z niebezpieczniejszych chorób społecznych. Na przykładzie poszczególnych bohaterów pokazała, co nią kieruje, jakie są jej podstawy i jak z nią walczyć. Na przykład, psycholog Barbian tłumaczy Marlenie zachowanie matki, która cały czas chciała być dla niej autorytetem i nie mogła przyznać się do żadnego błędu. Nie mogła też zmienić wobec niej swojego postępowania, aby go nie stracić. Mężczyzna jej nie usprawiedliwia, tylko w sposób przystępny tłumaczy naukowe podstawy takiego zachowania. Lekarz „przepisuje” bohaterce nadzieję. Pomaga odpowiedzieć jej na najważniejsze pytanie: czego potrzebuje do szczęścia. Barbian daje jej do zrozumienia, że odpowiedź na nie i próba jego osiągnięcia jest najlepszym lekarstwem na depresję.
Turzyniecka bardzo dobrze ukazała złożoność ludzkiej psychiki. Główna bohaterka jest uparta, ma świadomość tego, co się z nią dzieje i chce się leczyć. Wie, że to nie będzie łatwe i często ogarnia ją zwątpienie. Jest zirytowana zachowaniem lekarzy, wściekła na nich i choć nieraz upada, potrafi się podnieść. To zdeterminowana kobieta. Dąży do celu przekór wszystkim i jest konsekwentna w działaniu, mimo traumatycznych wydarzeń z przeszłości, które wywołały w niej depresję.

Utwór posiada jednak kilka minusów. Są nimi głównie błędy i niedociągnięcia językowe, stylistyczne oraz „błędy czasowe” – wymieszanie czasu teraźniejszego z przeszłym w jednym akapicie – brak niektórych znaków przystankowych i błędy w składzie dtp. Nie są one jednak winą autorki, a korekty i redakcji utworu. Nie przeszkadzają one, na szczęście, w lekturze. Uważam także, że pojawiające się w fabule nazwy leków powinny być zapisane dużymi literami. Ale nie wiem, czy samej ich obecności nie można uznać za kryptoreklamy.

Nie będę się wypowiadał na temat kroju i czytelności czcionki, ani szaty graficznej książki. Egzemplarz, który recenzuję przeczytałem w postaci e-booka nie posiadającego zdjęcia. Jeśli chodzi o czcionkę, to nawet jeśli była za mała, mogłem ją sobie powiększyć, więc nie męczyłem się trakcie lektury. Nie znaczy to jednak, że miałem do czynienia ze szczotką, bo nie znalazłem żadnej informacji o tym, iż utwór nie przeszedł jeszcze korekty i redakcji.
Chociaż jestem tradycjonalistą i wolę powieści drukowane (lubię zapach książki i szelest kartek), nie ma to dużego wpływu na recenzję. Przecież fabuła jest najważniejsza, a nie wygląd utworu.

Podsumowując, muszę przyznać, że nie spodziewałem się tak poważnej i trudnej, bo poruszającej poważny problem społeczny, książki. Byłem przekonany, że autorka pójdzie za ciosem i napisze kolejny kryminał lub zdecyduje się na jakiś lżejszy utwór dla dzieci lub młodzieży. Ale ona nie dała się zaszufladkować. I bardzo dobrze. Uważam, że Dziewczynka z balonikami jest lepszą powieścią od jej poprzedniczki. Turzyniecka, pisząc ją, wykazała się nie tylko odwagą, ale również wiedzą z zakresu psychologii i medycyny. Nie bez znaczenia jest również fakt, że utwór jest częściowo moralizujący.
Dziewczynka z balonikami to nie jest łatwa lektura i nie polecam jej do poduszki. To powieść psychologiczna, poważna i zmuszająca czytelnika do myślenia.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję autorce.

Autor: Agnieszka Turzyniecka
Tytuł: Dziewczynka z balonikami
Projekt okładki i stron tytułowych: Anna Damasiewicz
Redakcja: Grzegorz Krzymianowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Szara Godzina s.c.
Data, numer wydania: 2014 r., I
Miejsce wydania: Katowice
Format: e-book
ISBN: 978-83-64312-22-9
Liczba stron: 176

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.