Facebook Google+ Twitter

"Dzika kaczka" w krakowskim Teatrze im. Słowackiego

O Henryku Ibsenie mówi się, że jest ciężki, klasyczny i skostniały. Ostatnio usłyszałam też, że nudny… Czy sztuka napisana 120 lat temu może być atrakcyjna dla dzisiejszego odbiorcy? Może, ale pod warunkiem, że jest uniwersalna, a jej interpretacja odnosi się do współczesności.

Sonia Bohosiewicz jako Hedvig. Fot. Tomek ŻurekGdy "Dzika kaczka" została pierwszy raz wystawiona w Kopenhadze, wywołała zakłopotanie zarówno widzów, jak i krytyków. Bo jak w tak otwarty sposób opowiadać o kryzysie rodziny? Dziś ten dramat nikogo nie szokuje, pewnie dlatego, że rodzinne problemy nie są już tabu. Jednak nawet teraz, ze względu na swój uniwersalizm, ta sztuka trafia do współczesnego odbiorcy. Są ku temu powody.

"Dzika kaczka" w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz, której premiera odbyła się w sobotę w krakowskim teatrze im. Słowackiego, świetnie brzmi w dzisiejszej Polsce. Reżyserka mówi otwarcie, że kłamstwo i prawda to problem, który prześladuje ludzkość od zawsze, a który tak wyraziście brzmi w naszej "lustracyjnej" rzeczywistości.
Ze sceny padają aktualne pytania o cenę prawdy i czy fanatyczna wierność idei jest ważniejsza niż pozorne szczęście i spokój. Czy trzeba uświadamiać oszukanego, że jest oszukanym, gdy mu z tym oszustwem dobrze? Marian Dziędziel. Fot. Tomasz Żurek

Reżyserka zdecydowała się na klasyczną interpretację. I dobrze, bo nie wyobrażam sobie, żeby Stary Ekdal biegał po scenie z komórką w ręku. Kostiumy utrzymane w szarej tonacji z czerwonymi elementami podkreślają ponury nastrój dramatu. Atutem spektaklu jest współczesne tłumaczenie sztuki, które specjalnie dla teatru Słowackiego przygotowała Elżbieta Frątczak-Nowotny.

Fot. Tomek ŻurekMomentami przeszkadzała jedynie nadmierna ekspresja aktorska, zwłaszcza Radka Krzyżowskiego jako Gregersa Werlego. Jednak biorąc pod uwagę, że przed premierą aktorzy zagrali sztukę w całości tylko raz, można to wybaczyć.
Rolę Hedvig doskonale zagrała młodziutka Maja Bohosiewicz. To siostra aktorki Sonii, która wcieliła się w rolę Pani Sorby. Świetny był, jak zwykle, Marian Dziędziel w roli Starego Werlego. Fot. Tomek Żurek
Ciekawym zabiegiem inscenizacyjnym jest wykorzystanie na początku sztuki instalacji fotograficznych autorstwa grafika Grzegorza Rogali, wyświetlanych jako hologramy. Nałożone na siebie i przenikające się zdjęcia tworzą w efekcie portrety everymana; kogoś, kto ma rysy wielu osób i równocześnie każdy może się z nim utożsamić.

Reżyseria: Magdalena Łazarkiewicz
Obsada: Marian Dziędziel, Radek Krzyżowski, Krzysztof Jędrysek, Marcin Kuźmiński, Dorota Godzic, Maja Bohosiewicz/ Justyna Kulig (PWST), Sonia Bohosiewicz, Grzegorz Łukawski, Grzegorz Mielczarek, Tadeusz Zięba, Andrzej Młynarczyk, Marzena Czader.


Kraków
Teatr im. J. Słowackiego
spektakle: 6, 7, 22, 23, 24 marca

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Ibsen jest ciężki, ale na pewno nie nudny. Jak cała literatura przełomu XIX i XX w., którą uwielbiam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

zapomniany "+"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Brawa dla M.Łazarkiewicz, że sięgnęła po Ibsena. Autor nie jest skostniały, jego dramaty są wbrew pozorom bardzo aktualne! Problem leży raczej - jak napisała Magda- w sposobie jego przeniesienia na scenę. Mam nadzieję, że krakowski spektakl nie jest jednak zbyt uwspółcześniony, bo czasem takie zabiegi bardziej szkodzą niż pomagają. Tak się stało -moim zdaniem- np. z warszawskim przedstawieniem "Nory" tego autora. A krakowski spektakl mam nadzieję niedługo obejrzeć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za ciekawą recenzję.
I myślę, że temat kryzysu rodziny w dzisiejszych czasach jest nawet bardziej aktualny niż 120 lat temu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.