
Zatarły się w przeszłości opowieści o tym, jak wyglądało i rodziło się tutaj życie, w jakich okolicznościach siły natury musiały ustąpić żywiołom ludzkim.
Takich miejsc mamy wiele w Polsce, ale każde zdaje się być wyjątkowe. Czym się wyróżnia uroczysko elbląskie? Dziś trudno to ustalić. Kiedyś było wiadomo, że każde miało swoje niezwykłe mieszkanki, własnych bogów i opiekunów.
Jak głosi legenda, na elbląskiej wysoczyźnie królowała nimfa nie tylko piękna, ale i dobra, wnosząca radość do mrocznych leśnych ostępów – Hommula. Miało to ogromne znaczenie dla wszystkich stworzeń w północnych borach, gęsto porosłych dębiną, gdzie z trudem
dochodziły promienie słoneczne .
Zwykła przeglądać się w stawach leśnych jak w zwierciadle, a wówczas w wodzie zanurzały się jej długie, srebrzyste włosy. Uwielbiała ścigać się z danielami o poranku, rosą skraplając polany. Drobne krople miały gęsto padać z promieni jej włosów.
Jej artystyczna dusza wyrażała się w grze na fujarce struganej z bukowiny. Często przystawała nad źródłem leśnym, by w świetle księżyca wydobywać z instrumentu dźwięki, budzące miłość w każdym stworzeniu.
Ze szczególnym upodobaniem strzegła miłości. O niej śpiewała wszystkim mieszkańcom leśnych okolic. Była samotna, ale nie brakowało w jej życiu uczuć. Zajmowała się kojarzeniem par kochanków, których zapraszała na wieczorne schadzki w leśne ostępy…
Może sama pokochała jakiegoś młodzieńca, który pod urokiem chwili nie szczędził zaklęć miłosnych? Czy jednak był stały, czy dotrzymał przysięgi? Może do dziś jęczy pod bukiem lub dębem?