Facebook Google+ Twitter

Dzionek nieurodzinowy w przedszkolu Misia Puchatka

Pogoda była podła. Chroniąc twarz przed deszczem patrzyłem pod nogi. Zderzenie z prawie równą mi wzrostem żabą było nie tyle bolesne co psychicznie dolegliwe. W dodatku z lewej zaatakował sporej wielkości dziobem - chyba żuraw.

Na wszelki wypadek "zaliczyłem parter" i zmówiłem krótki pacierz bo tuż nad głową rozległa się skoczna muzyka. Poznałem skrzypka z „Golców”. Myśl, że przeniosłem się do innego wymiaru albo doznałem urazu czaszki było logiczną konsekwencją zdarzenia. Z opresji wybawił mnie jakiś maluch, który z lekkim obrzydzeniem podał rękę i wyseplenił: pani Ula pomoże. Chodź za mną. Stałem przed drzwiami.

Na tablicy przeczytałem: Przedszkole Publiczne Nr 21 im. Misia Puchatka w Pszczynie. Jako dziecko, ojciec, mąż, wuj i dziadek i owszem - zaliczyłem kilka takich obiektów acz bez szczególnej euforii. Po korytarzu krążyły różne stwory w różnym wieku, a publiczność ze słabo ukrywaną niecierpliwością czekała na start.

Trudno nazwać to, co się zaczęło - zwykłym przedstawieniem. Tym razem spotkałem się z czymś zupełnie odmiennym. Niby prosta rzecz. Rodzice z dziećmi wespół w zespół wcielają się w postaci z wierszy Brzechwy oraz Tuwima i odgrywają swoje role.

Była to jednak radosna i totalna zabawa wszystkich uczestników. Tych na widowni i aktorów. Widzowie na równi z występującymi znali większość wierszy i gromko korzystali z tej wiedzy. Jeśli aktor się zacukał, publika suflowała. Mamusie i tatusiowie, babcie i dziadkowie na równi z maluchami wyprawiali tańce, hołubce i inne swawole. Prowadzili dialogi z widownią i między sobą. Takiego rechotu i tarzania się ze śmiechu po podłodze dawno nie widziałem. Bez skrępowania, na absolutnym luzie widowisko trwało. Kątem oka dostrzegłem zerkającą w scenariusz wspomnianą panią Ulę Małysz.. Zdumiewający widok, bo płynność akcji i brak przerw wskazywały raczej na brak jakiejkolwiek kontroli. Dopracowane w każdym szczególe stroje i pięknie podane teksty przeniosły mnie w dawno zapomniany świat czapli i żurawia, kaczki dziwaczki, skarżypyty, lenia, pana Hilarego....70 minut z okładem minęło migiem. Doskonale wiem, że taka „spontaniczność” musi być wynikiem nie tylko katorżniczej pracy i systematyczności ale "pomysłu na..."

Nie mogłem więc sobie odmówić zadania kilku pytań Annie Lorenc-Chroń, dyrektorce przedszkola. Siedziała dyskretnie w rogu sali. Dzieci wskazały. Pytałem więc i słuchałem.
Jak słusznie się domyślałem obejrzane przed chwilą widowisko było tylko fragmentem znakomicie realizowanego programu wychowania przez sztukę. Podstawą pomysłu było zintegrowanie i jednoczesne partnerowanie: dzieci-rodziców-nauczycieli. Nie będę przytaczał tej niezwykle interesującej rozmowy, bo wymagałaby osobnego i szerszego omówienia.

Dodam tyle, że osiągnięcie takiego sukcesu wychowawczego na pewno było wynikiem istnienia silnych więzi emocjonalnych pomiędzy dziećmi, rodzicami i nauczycielami. Droga, którą obrały autorki projektu „Zabawy z literaturą: poezja i proza dziecięca inspiracją do wychowania twórczego” panie Anna Lorenc-Chroń i Urszula Małysz okazała się wyjątkowo skuteczna.
Stworzyły przestrzeń, w której znalazło się miejsce na edukację, wychowanie, naukę empatii i własną twórczość.

Cele zostały osiągnięte. Taki zwykły dzionek nieurodzinowy i 100 proc. sztuki w sztuce.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Dlaczego ten znakomity i bardzo ważny tekst ,tak szybko zniknął z pierwszej strony?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Integracja pokoleniowa poprzez wierszo - piosenki na podstawie Brzechwy, Tuwima - pięknie! Niewątpliwie, jest to cenny element składowy procesu wychowania od lat najmłodszych. Wprowadza w krainę łagodności, pozbawioną agresji. Stwarza podstawy budowania dobrych relacji interpersonalnych w dorosłym życiu. Powielać, powielać, powielać ... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.10.2010 21:51

O, cholera...

Czy nasz IQ świadczy o nas? Jako żywo, do pewnego stopnia.

Zdolność dedukcji jest jednak dostępna nielicznym. Podobnie jak ta, dostrzegająca symbole w prostocie.

Aleksandrze - niskie ukłony...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Grażyno, mówimy tu o Brzechwie, a więc o piosenkach do jego wierszy. Nie wpadają w ucho? http://www.youtube.com/watch?v=pDE8kI67cnQ&feature=related
Ale dzisiaj to one są dobre na poziomie przedszkola właśnie (może jeszcze klas I-III), a w szkole...
Dzieci same sobie zabierają dzieciństwo. Ech, trzeba by wrócić do linku Jadwigi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:)) Odżyły bardzo miłe wspomnienia. Ale o tym za chwilę...
Zgodzę się z Autorem, że owa "spontaniczność" musiała być wynikiem nie tylko katorżniczej pracy i systematyczności ale "pomysłu na..."

Nawet, jeśli takie zdarzenia mają miejsce tylko od święta, to wielkie ukłony należą się Paniom, którym się chce. Serce roście, że ktoś czuwa nad tym, by dzieci, rodzice i dziadkowie mogli integrować się poza domem. Brzechwa i Tuwim bardzo w tym pomagają.

Przed wielu już laty realizowałam z sześcioma klasami piątymi (jednocześnie) projekt "Akademia Pana Brzechwy" (krąży gdzieś w sieci), nigdy nie zapomnę emocji, jakie temu towarzyszyły, radości dzieci, zaangażowania innych nauczycieli, ale także rodziców. Trzeba było wykazać się licznymi umiejętnościami (w tym śpiewem). Przed dwoma laty próbowałam namówić do powtórki, nie udało się. Teraz dla dzieci z klas czwartych to już passé. Koleżanka od muzyki twierdzi, że dzieci nie chcą już śpiewać, sama obserwuję analfabetyzm manualny...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Ania jest osobą niekonwencjonalną.
Przynajmniej do tej pory "przedszkole" kojarzyło mi się z hałasem, nudziarstwem , lepieniem z plasteliny i wykonywaniem okolicznościowych laurek. Tym większe było zaskoczenie, że wszystkie działania podporządkowane są wyzwalaniu twórczości. Maluchy układają wiersze, rodzice je przepisują i dołączają swoje. Starszaki nawet jeśli stawiają tytle niezbyt skoro samodzielnie publikują. A to tylko fragment całej działalności.
Dzieci poznając świat nie zawsze bezkonfliktowy uczą się odnosić do tego świata.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny tekst i temat. Bezpieczny świat i rola dzieci w nim jako małych obywateli tego świata to właśnie jest to co powinniśmy im zapewnić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znakomity tekst.Czekam na rozmowę z dyrektorką - koniecznie musi Pan napisać. Poruszył Pan niesłychanie ważne zagadnienie - wychowywanie od podstaw, od malucha - w sposób najlepszy, jaki wychowawcy i rodzice (też wychowawcy) mogą ofiarować dzieciakom i samym sobie również. Wspólna zabawa, wspólna praca, pokazywanie świata w sposób przez dziecko zrozumiały i akceptowany, to znakomity początek drogi-wejścia w życie.
Daje to również wszystkim poczucie wspólnoty w dobrym, bezpiecznym świecie - rzecz bardzo ważna teraz, w tych zwariowanych czasach. Poza tym, każde oderwanie się - każdego - od komputera, telewizora, to działanie godne największej uwagi..Mam nadzieję, że nie skończy się tylko na kontakcie ze sztuką, że autorzy takich i podobnych projektów pójdą dalej i opracują programy dotyczące innych zagadnień życia.
Pozdrawiam autora.Stawiam 5. Do tego wszystkiego ma pan jeszcze niezwykle lekkie pióro.....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Autorze, Ojcze, Wuju i Dziadku!
Nie mam do czynienia z przedszkolem (prócz widoku idących w ordynku na spacer maluchów z osiedlowego) - ale to, co tu opisane ,wprawia mnie w zachwyt.
Ponieważ onegdaj odbyła się tu dyskusja o wychowaniu przy okazji ujawnienia skandalicznego filmiku w necie - należałoby się spodziewać pod Pańskim tekstem wypowiedzi osób, ktore i tam głos zabierały.
Najogólnie mówiąc - o wychowaniu dzieci. O roli przedszkola-szkoły-RODZICÓW w tym procesie.
link
Wynika bowiem z tego autorskiego projektu, o ktorym Pan pisze, że jego autorki trafiły w samo sedno na poczatku kształtowania charakterów zarówno dzieci jak ich rodziców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.