Autor usunął profil
Miliony sympatyków kolarstwa na całym świecie emocjonują się tegorocznym Tour de France. Niewielu z nich pamięta o tragedii, która wydarzyła się dokładnie przed 40 laty.
13 lipca 1967 podczas wjazdu na liczący 1909 metrów szczyt Mont Ventoux, zginął angielski zawodnik Tom Simpson - mistrz świata z 1965 r. Dla kolarzy to "diabelska góra" - ostatnie 21 kilometrów do szczytu ma nachylenie ponad 8 procent. Mimo upadku trzy kilometry przed szczytem, angielski zawodnik kontynuował jazdę. Niestety, po kilkuset metrach sytuacja powtórzyła się - Simpson przewrócił się i spadł z roweru. Zdążył jedynie krzyknąć w stronę widzów: „Put me back on my bike” [„wsadźcie mnie na rower”], po czym stracił przytomność. Przybyły na miejsce wypadku szef służby medycznej wyścigu Pierre Dumas, podjął zakończoną niepowodzeniem próbę reanimacji. Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci zawodnika była mieszanka alkoholu, amfetaminy i środków znieczulających, która w połączeniu z działaniem wysokiej temperatury, doprowadziła do całkowitego odwodnienia organizmu kolarza.Zobacz także:
Artykuły
(77)
Galerie
(10)
Średnia ocen
(4.75)
Wiek: 48 | Miejscowość: Hameln | Kraj: Niemcy
O mnie: Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją, zapadłaby nad światem wielka cisza... Albert Einstein
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Paweł Wężyk 14.07.2007 08:46
Tak! Mont Ventoux to diabelska góra! Dzięki za przypomnienie Toma
Polska – Słowacja. Kolejny test naszej kadry przed EURO 2012
(odsłon: +867)