Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181123 miejsce

Dziś o godzinie 3 w nocy nadzieja umarła jako ostatnia

Najciężej mają ci, którzy pozostają. Znów trumny, płaczące wdowy i sieroty. Znów orszak ratowników górniczych nad trumnami i górnicza orkiestra grająca żałobego marsza. Znów i znów.

Dziś o godzinie 3 w nocy umarła nadzieja… jako ostatnia. Po poległych górnikach pozostały 32 sieroty. Pozostały żony, matki i siostry pogrążone w żałobie i rozpaczy, rzeczy w depozycie i ubrania wiszące na długich łańcuchach w szatniach obok łaźni.

Pomnik górników poległych pod ziemią. Fot. Agnieszka Łuczakowska/DZPrzez ostatnie trzy dni byłem wśród tych wszystkich, którzy w nadziei oczekiwali nadejścia dobrych wiadomości. Widziałem łzy, paraliżujący strach w oczach kobiet i dzieci oraz determinację, z jaką ludzie starali się pomóc innym ludziom. Widziałem ratowników skrajnie wyczerpanych i bezsilnych w obliczu tragedii, jaka spotkała ich kamratów.

Widziałem dziesiątki dziennikarzy i reporterów biegających przed kopalnią i po jej terenie z kamerami i mikrofonami w rękach, polujących na najbardziej szokujące ujęcie, najtragiczniejsze zdjęcie lub najbardziej sensacyjny wywiad. Za ich plecami rozgrywał się jednak inny dramat, nie medialny dramat ludzi, którzy w takiej chwili unikają świateł reflektorów i trzaskających migawek aparatów fotograficznych. Śląskie wdowy cierpią w samotności, łkają i ronią łzy w dłonie zakrywające twarz. One wierzyły do końca, nawet wtedy, gdy zdrowy rozsądek podpowiadał, że to koniec.


W ciągu tych trzech dni słyszałem relacje wielu ludzi, nagrałem wiele rozmów i wywiadów. Zawsze starałem się stać z boku, jako cichy obserwator, szczególnie, gdy przed kamerami lub mikrofonami pojawiła się zrozpaczona kobieta, ale również starałem się rozmawiać z ludźmi.


Na cechowni kopalni podczas oczekiwania na prezydenta usiadł obok mnie Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej. Skrajne zmęczenie rysowało się na jego twarzy, co chwilę sięgał po dzwoniący telefon.

W przerwach między udzielaniem informacji rozmawialiśmy na temat zadania, jakie ma ten człowiek do spełnienia. Oprócz setek informacji i wywiadów, których musiał udzielić, była i ta najgorsza – informacja o śmierci. W czasie, gdy rozmawialiśmy, 1030 metrów po naszymi stopami trwała akcja ratunkowa. Nikt jeszcze nie wiedział, czy górnicy znajdujący się tam żyją. A jeśli nie żyją? – To powiemy prawdę – odpowiedział rzecznik.

Pan Zbigniew nie spał i nie jadł już prawie dwie doby, jakiś znajomy dziennikarz wyjął z plecaka pół bułki z żółtym serem i podał panu Zbyszkowi.


Przed kopalnią pojawił się z rodziną Zbigniew Nowak, górnik prawie cudem wyrwany śmierci. 111 godzin walczyli ratownicy, aby wydobyć go żywego z 1030-metrowej czeluści kopalni. Wcześniej, przez ponad dobę nie udzielał mediom żadnych informacji. Trauma wywołana jego wcześniejszym wypadkiem oraz szok po tym, jak usłyszał o obecnej tragedii, nie pozwalały na rozmowę przed kamerami. Teraz drżącym głosem prosił o zachowanie nadziei. Zbigniew Nowak mądrze i rzeczowo podchodzi do każdej tragedii w kopalni, jego tragiczne doświadczenie uświadomiło mu, jaką wartość ma każdy przeżyty dzień. Zauważyłem, że przed reporterami zadającymi pytania poprawną polszczyzną ten rodowity Ślązak pozostaje nie do końca otwarty. Zacząłem więc rozmawiać z nim gwarą śląską, którą posługuję się swobodnie. Początkowe zaskoczenie widoczne w oczach rodziny Nowaków zamienia się w radość. Jego żona Marlena bierze mnie za rękę, odchodzimy na bok. Tam swobodnie opowiada o nieprawidłowościach i błędach w pracy kopalni, o których teraz w obliczu tej wielkiej tragedii jej mąż nie będzie publicznie wspominał. Na koniec rozmowy proponuje mi, abym zapisał numer jej telefonu komórkowego zapraszając mnie do dłuższej rozmowy, jak emocje opadną.

Zbigniew Nowak przez pół roku od swojego wypadku miał zakaz zjeżdżania na dół. Teraz znów pracuje na dole. Na pytanie, czy się nie boi, odpowiada krótko: – Muszę z czegoś utrzymywać rodzinę, strach trzeba pozostawić za bramą.

Widziałem oczy kierownika zespołu ratowników Bogusława Ożoga udzielającego pierwszego wywiadu po wyjeździe na powierzchnię. On już wiedział. Tam nikt nie mógł przeżyć, chociaż twierdził wobec mediów, że jest szansa na uratowanie choćby jednego istnienia, aby zachować jeszcze iskrę nadziei.

Dziś po ogłoszeniu informacji o śmierci pozostałych górników pojechałem rano do kopalni.

Widziałem wdowy o nieprzytomnych oczach i białych zaciśniętych z bólu ustach, prowadzone za rękę przez psychologów po rzeczy swoich mężów, pozostawione w depozycie lub w szatniach. Na koniec widziałem karawany kryjące zwłoki zabitych, wyjeżdżające przez bramę gospodarczą.

Będąc na miejscu, dotykając wręcz tej tragedii, chciałem jak najrzetelniej opisać te wydarzenia. Bez emocji i sensacji. Miałem na celu pokazanie tego prawdziwego Śląska, widzianego przez pryzmat morderczej pracy w skrajnych warunkach i twardego charakteru tych ludzi, dla których praca stanowi po Bogu i rodzinie najwyższe dobro na tej ziemi.

Cześć Ich pamięci!


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Po raz drugi napisze: świetny artykuł. Drażnią mnie media ostatnio bardzo. Żerują na cudzej kszywdzie, nieszcześciu. Ty potrafisz napisać świetny materiał który oddaje wielkość tej tragedii bez zbędnej sensacji i co najważniejsze z szacunkiem dla ofiar i ich rodzin. Dziękuje Ci za ten materiał. (do LordaD:te dziwne znaczki co wklepaleś tu z Twojego kompa są zupełmie zbędne)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 23.11.2006 20:46

Wit druga świetna relacja z tej tragedii. Boli nas wszystkich to co sie stało, współczujemy wszystkim dotknietym tą tragedią składam kondolencje rodzinom zmarłych górników. Chciałbym bardzo, aby tym razem winni zaniedbań "na ścianie" odpowiedzieli przed sadem, żeby "wydobycie " nie było wazniejsze od życia górnika. Kiedyś byłem jednym z nich, wiem co to znaczy, że najważniejsza jest "robota" rozumiem równiez co to znaczy " dobrowolny przymus". Chcąc zachować pracę , premie, człowiek działa jak mechanizm - niestety rozsądek wtedy zanika !

Komentarz został ukrytyrozwiń

p.s. Mój dziadek Wilhelm miał 6 braci. Trzech z nich : Edmund, Robert i Wiktor zginęli w jedną noc na nie istniejącej już kopalni Walenty- Wawel w Rudzie Śląskiej , dziadek cudem uszedł z życiem, ale po tym wypadku z powodu stanu zdrowia już nie zjechał na dół do emerytury pracował jako szolowy czyli człowiek obsługujący windę. Prababcia Marta miała przed sobą w kościele 3 trumny z trzema synami w środku, jak mówią nie uroniła ani jednej łzy, ale wkrótce po tym zmarła . Dziękuję Wam wszystkim.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Straszna tragedia i w moim życiu chyba przełomowy dzień... Rzadko zdarza mi się tak strasznie głęboko pomyśleć o życiu. Każda jej minuta jest tak bardzo cenna i od dziś będę jeszcze bardziej żyła chwilą!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy......

Komentarz został ukrytyrozwiń

[*] [*] [*]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bez komentarza.Dziękuję Panu za tą relację... [*]

Komentarz został ukrytyrozwiń

kolejny doskonały artykuł jeśli można tak odbierac te, przekazujące tego typu wiadomości...i tak podziwiam...i gratuluje...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.