Pozycja materiału w rankingach:
Cyganki były kiedyś stałym elementem warszawskiego krajobrazu. Kilka lat temu zniknęły. Wydawać by się mogło, że już na zawsze. Ale nie. Cywilizacja przemknęła gdzieś obok społeczeństwa Cyganów. Przyswoili sobie jej malutką część (telefony komórkowe i mercedesy), resztę zdecydowanie odrzucając.
Wczoraj Cyganka, po długim roztkliwianiu się nad moją urodą (zapewniam, że jest mocno nienachalna!) i nad wyraz smutnym wyrazem twarzy, usiłowała przekonać mnie, żebym pozwolił sobie powróżyć. Zapewniając przy okazji, że wróży tylko szczęśliwą przyszłość i że jej wróżby zawsze się sprawdzają. – Ty będziesz, posłem albo jakimś ministrem.
Przerażony polityczną przyszłością odmówiłem zdecydowanie, co bardzo ubodło Cygankę. W jednej chwili przestałem być pięknym panem o smutnej twarzy. Zamieniłem się w "sk..., skąpego jak pies". Jej głos o wyjątkowym timbre, zagłuszał pisk kół hamującego tramwaju i spowodował powszechne zainteresowanie.
Wokół nas zgromadził się rządny sensacji tłumek: a może dojdzie do mordobicia? Jak na zawołanie pojawił się policjant, gotów do interwencji. Czynił to tym chętniej, bo strony sporu wyglądały mizernie i żadna nie trzymała w ręku broni. Zawiódł się stróż prawa - interwencja nie okazała się łatwa.
W sukurs Cygance pospieszyły jej koleżanki. Skąd się pojawiły? Diabli wiedzą. Tumult kibiców piłkarskich po strzeleniu bramki był niczym w porównaniu z tym co urządziły. Wrzask wypłoszył gołębie z okolicznych kwartałów ulic. Policjant popychany, lżony, opluwany taktycznie wybrał najlepszą metodę obrony - uciekł, a ja ruszyłem w ślad za nim.
Sromotnie przegraliśmy potyczkę z Cygankami. Na nic zdały się argumenty siłowe policjanta: pałka, gaz, kajdanki, pistolet i odpowiednie przeszkolenie. Na nic się zdały moje argumenty intelektualne. W starciu z cygańskimi kobietami byliśmy bezradni. Zawsze jesteśmy bezradni wobec argumentu wrzasku, inności, braku chęci podporządkowania się cywilizacyjnym normom.
Wracałem do domu z poczuciem sromotnej klęski i przepełniającej mnie chęci odwetu za upokorzenia, których doznałem. I zemściłem się w sposób jakże symboliczny. Na wystawie kiosku wypatrzyłem papierosy "Gitanes". Kupiłem paczkę i wypaliłem całą z okrutną satysfakcją. Zakończyło się bólem głowy i kacem...
Zobacz także:
Artykuły
(285)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(4.60)
Wiek: 59 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
O mnie: dziennikarstwo obywatelskie to moja idea fix
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 23.01.2007 13:36
Plus za swadę i opowieść n apodstawie swoich przeżyć - to chyba najciekawsze w autorskiej robocie. Skoro mówimy o fobiach - czy taki artykuł nie ma podtekstów fobicznych? Za komuny by nie poszedł w Trybunie Ludu jako ujawniający bariery w społeczeństwie jednoklasowym i nierasistowskim...
Urszula Agata Marczewska 20.01.2007 13:55
Śliczna scenka :-) Nie wiem czemu, ale zaraz wyobrazilam sobie to w krajobrazie krakowskim, i Andrzeja Zaranka umykajacego przez Planty w stronę Poczty Glownej... Dobrze przeczytać taki tekst po przebudzeniu się (wiem, jest 14).
Alicja Karłowska 20.01.2007 13:38
Zdarzyło mi się kilka razy odpowiedzieć na zaczepne słowa "szczęście widze w pani oczach" - "wspaniale, wszyscy mi to mówią, ciesze sie, ze pani tez to zauwazyla, wszystkiego dobrego" i dalej pomykałam np. na uczelnie. Zwykle reakcją było milczenie a czasem i nawet uśmiech. Nie ma to jak być uprzejmym ;-)
Paulina Plizga 20.01.2007 10:33
Zupełnie jak mały filmik kina niemego,z takimi szybko poruszającymi się postaciami... świetne.
Tylko ta zemsta Ci się nie udała,papierosy to straszne świństwo i śmierdzi... :o
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +204)