Facebook Google+ Twitter

Dziś strajk włoski w marketach! Czas przełamać bierność

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-10-07 10:19

Z miesiąca na miesiąc coraz gorzej pracuje się w sklepach należących do wielkich sieci handlowych. - By cokolwiek można było zmienić, trzeba tworzyć w tych firmach i w poszczególnych marketach związki zawodowe - zachęcają związkowcy

O fatalnej sytuacji w dyskontach oraz super - i hipermarketach rozpisywały się ostatnio media, które dotychczas raczej niechętnie dostrzegały problem, woląc nie zadzierać z sieciami handlowymi, wydającymi duże pieniądze na reklamy w środkach masowego przekazu. Dlatego sytuacja pracowników tych sklepów musi być naprawdę zła, że media musiały ją dostrzec i poruszyć. Zaczęto pisać o "buncie kasjerek" i opisywać kiepskie warunki pracy i skandalicznie niskie płace kasjerek i pracowników działów.

Oszczędności na pracownikach

Nie ma gminy, na której nie byłoby co najmniej kilku marketów. Powstając, zwalniane są z podatków na kilka lat, jakoby w nagrodę za tworzone miejsca pracy. Tych jednak jest coraz mniej. - We wszystkich sieciach głównym, największym problemem są braki w zatrudnieniu – mówi Elżbieta Fornalczyk, przewodnicząca Komisji Zakładowej WZZ "Sierpień 80" w Tesco Polska, która w lutym 2008 r. zorganizowała pierwszy w kraju strajk w hipermarkecie. - Brakuje personelu w stosunku do nałożonej pracy i potrzeb. Mało tego, co chwilę firmy zwalniają dobrych, sprawdzonych pracowników zatrudnionych na całe etaty, by zaraz przyjąć nowe, niedoświadczone osoby, lecz już nie na cały, a na pół lub trzy czwarte etatu – dodaje związkowczyni. Bo założenie jest takie, że człowiek w sieci może pracować ok. 2 lat, kiedy to do cna się go eksploatuje, a po tym czasie wypalonego zawodowo i zużytego wyrzuca się niczym zużyty długopis na śmietnik.

Ucinanie etatów to jedna z form tzw. "oszczędności". Te jednak odbijają się głośną czkawką. Wie to każdy, kto robi zakupy w sklepach sieciowych. Długie kolejki do kas lub przy ladach chłodniczych na mięsie i wędlinach, czy półki z niepełną ofertą handlową – to stałe widoki podczas zakupów. A przecież pełna oferta, szybka obsługa i wystarczająca ilość czynnych kas to dla klienta sprawa równie ważna, jak promocje, na których to wyłącznie skupiają się menedżerowie sieci. Widocznie oni nie robią zakupów w sklepach, którymi zarządzają...

- Trzeba porównać ilość pracowników w danym sklepie sprzed kilku lat i dziś. Warto przy tym zestawieniu wziąć ówczesne i dzisiejsze zyski ze sprzedaży. Nie ma żadnej logiki w tym, że pracowników wyrzuca się z pracy wprost proporcjonalnie do wielkości osiąganych zysków i ilości pracy. Obecnie jeden pracownik pracuje za cztery osoby – wylicza przewodnicząca Fornalczyk.

Skoro pracy przybywa, to i szybkość wykonywania poszczególnych połączeń musi wzrosnąć. Nie zawsze jest to możliwe, ponieważ wciąż wiele marketów nie posiada elektrycznych wózków do przewozu towarów lub ich ilość jest niewystarczająca w stosunku do koniecznych potrzeb. Wówczas zostają ręczne paleciaki i bardzo często pracownik zmuszony jest ciągnąć taki wózek za sobą wypełniony po brzegi towarami, przekraczając normy ciężarów i zasady bezpieczeństwa i higieny pracy. Ale mus to mus! Miejsca i czasu na dochodzenie swoich praw nie ma. Alternatywą jest bruk. W Tesco w parze za zwolnieniami kasjerek poszło nałożenie na te, które jeszcze zostały limitów kasjerskich. Wyliczono, że jedna kasjerka przez godzinę ma przepuścić przez kasę 1650 towarów. Strona związkowa napisała skargę do Państwowej Inspekcji Pracy i protest to zarządu Tesco Polska, ponieważ zapis o takich normach nie znajduje się ani w Kodeksie Pracy, ani w zakładowym Regulaminie Pracy. Po tych działaniach w większości sklepów normy kasjerskie wycofano, ale nie wszędzie. W katowickim Silesia City Center dalej obowiązują nienormalne normy...

Lepiej przy związkach

Związkowcy z "Sierpnia 80" przyznają, że tam gdzie są związki zawodowe, tam warunki pracy są znacznie lepsze. - To związek bierze na siebie zadanie, by np. wymusić na dyrektorze sklepu zakup wózków elektrycznych. Tam, gdzie działamy nie ma sytuacji, by kasjerka musiała siedzieć na kasie i nie mogła się doprosić o możliwość zejść na przerwę lub skorzystać z ubikacji – mówi Elżbieta Fornalczyk. I przyznaje, że ma informacje ze sklepów różnych sieci, gdzie związków nie ma, że dzieją się tam "cyrki" różnego rodzaju. - Są markety, gdzie urlop na żądanie po prostu nie istnieje, choć jest on zagwarantowany prawnie – opowiada.

Kolejną sprawą jest pozycja i zachowanie pracowników ochrony, szczególnie tej wewnętrznej. - To specjalna grupa osób zatrudniana przez dyrektorów i kierowników sklepów do pilnowania nie tego czy jakiś klient kradnie, ale do pilnowania pracowników. Pełnią rolę takich kapo, są dobrze opłacani i mogą traktować pracownika tak źle jak tylko chcą. Są nietykalni – żali się jedna z osób zatrudnionych w supermarkecie Intermarche. Podkreśla, że osoby te zazwyczaj są w dobrym z układzie towarzyskim z dyrektorem sklepu.

Czego w takim razie życzyłyby sobie osoby zatrudnione w sieciach handlowych? - Wolnych niedziel – słyszymy od pani pracującej na dziale suchym jednego z dużych sklepów. - I tego by pracownik mógł kupować towar, który idzie do przeceny, bo obecnie nie możemy sobie go odłożyć w czasie pracy, a po pracy tego już nie ma, bo wszystko zostaje wykupione. A zarabiamy tak mało, że kupno produktu dużo tańszego to dla nas ważna sprawa – dorzuca jej koleżanka z chemii.

Płace to także częsty temat utyskiwań. - Nierówność w płacach aż kuje w oczy. Kobiety pracujące na tym samych stanowiskach i wykonujące taką samą pracę dostają średnio 20 procent mniejsze wynagrodzenie za to, niż mężczyźni – przyznaje Wojciech Nawrot, przewodniczący WZZ "Sierpień 80" w krakowskim supermarkecie budowlanym OBI. - Kiedyś mieliśmy też premie, lecz od przeszło 3 lat ich już nie ma. "W zamian" pojawił się system ocen pracowników polegający na wizycie tzw. tajemniczego klienta. Nazywa się to V-Test i jak pracownik dobrze w nim wypadnie, rzuca mu się 100 zł nagrody – dodaje związkowiec.

Na czym polega ten V-Test? Na sklepie pojawia się udająca klienta osoba z audytu wewnętrznego, która spisuje według odpowiedniego szablonu zachowanie sprzedawcy. Dokument taki następnie trafia do centrali do Niemiec, później w Warszawie, a na końcu do macierzystego do marketu. Tu najczęściej wynik wieszany jest w miejscu publicznie dostępnym dla wszystkich pracowników, jak stołówka lub przejście służbowe i tam to sobie można poczytać... Pracownicy mówią, że lektura jest "ciekawa". - Piszą, że klient stał, a sprzedawca był zajęty czymś innym krzątał się po dziale nerwowo i nie miał kontaktu wzrokowego. Ale już nie ma zgodnego z prawdą dopisku, że obsługiwał innego lub przygotowywał mu towar – mówi nam jeden z pracowników. Tak opisany pracownik staje się pośmiewiskiem dla innych.

I jak dodaje, można godzić się na autentyczność przydatności tej metody badania jakości pracy sprzedawców w warunkach kiedy: istnieje małe nasilenie ruchu klientów w sklepie, sprzedawcy są dobrze motywowani systemami premii i pensji, a także wtedy, gdy jest mała rotacja samych sprzedawców, bo nie trzeba każdego doszkalać z procedur oraz oferowanego asortymentu. Mało tego, kryteria V-Testów od końca 2009 r. podległy znacznemu zaostrzeniu. Za dwukrotny wynik poniżej 85 proc. (może być spowodowany brakiem słów "dzień dobry" i "do widzenia") powoduje za pierwszym razem rozmowę ostrzegawczą z dyrektorem, a już za drugim razem utratę pracy!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

mmm Dzisiaj 20:57
Cytat:
"Ale pani dyrektor twierdzi że to jeszcze nie terror, lecz ja odczuwam to jak obóz pracy , najgorsze jest to że inspekcja pracy nie interesuje się tym co powinna, a rząd pozwala na takie traktowanie a przecież takie markety specjalnie zmieniają nazwę i siedzibę zarządu aby uniknąć podatkow czy nasz kraj jest naprawdę taki bogaty zwykłego podatnika można zgnoić a takie markety które naprawdę mają zyski mają ulgi czy to jest sprawiedliwe."


Obecny liberalny rząd reprezentuje ludzi bogatych , banki i finansjerę od tego rządu nie należy spodziewać się aby zauważył problem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
mmm
  • mmm
  • 07.10.2010 20:57

Jestem pracownikiem marketu Real w Jankach,sklep jest piękny dla klijentów gdyż klijent jest najważniejszy ale tylko klijent z grubym portfelem Ci biedniejsi nie są mile widziani. Gdzie tu polityka zamiast przyciągać klijenta to się go odpycha. Najpierw zlikwidowano darmowe autobusy,gdzie bardzo dużo klijentów z nich korzystało.Następnym krokiem była likwidacja przecen na działach mięso nabiał spożywczy,a klijenci nie tylko kupowali przeceny ale przy okazji jeszcze wiele innych produktów po normalnej cenie.A pracownicy faktycznie mają fatalne warunki tzn.1.lista obecności którą podpisują pracownicy ,jest skonstruowana według prawa ale grafik który otrrymujemy jes całkiem inny dotyczy to pracowników pracujących na działach jak i na kasach pracujemy po 6,7 dni i mamy 1 dzień wolny lub 3 noce i 1 dzień wolny. Na przerwe możemy wyjść po godzinie 10 na pierwszej zmianie i to pojedyńczo na dziale gdzie jest 9 osób ostatnia osoba nie ma przerwy wcale. pan od bhp przestrzega prawa ale tylko wjedną stronę przestrzega czy pracownik ma kask na głowie przy zdejmowaniu palet a nie sprawdzi czy pracownik ma uprawnienia , nie widzi gdy kobiety przewożą towar na ręcznych paleciakach towar ponad siły. poprostu widzi to co dyrekcja chce żeby zobaczył,pracujemy za pięciu pracowników jednocześnie.Szefowie ikierownicy wykorzystując swoje stanowiska,dorabiają sobie wykorzystując pracowników, biorą sobie duże dobrze płatne serwisy na wykładanie towaru,a pracownicy za nich wykładają towar a oni tylko biorą pieniążki do swojej kieszeni.W pracy jest zła atmosfera,dużo stresu nie da się tego opisać.Ale pani dyrektor twierdzi że to jeszcze nie terror, lecz ja odczuwam to jak obóz pracy , najgorsze jest to że inspekcja pracy nie interesuje się tym co powinna, arząd pozwala na takie traktowanie a przecież takie markety specjalnie zmieniają nazwę i siedzibę zarządu aby uniknąć podatkow czy nasz kraj jest naprawdę taki bogaty zwykłego podatnika można zgnoić a takie markety które naprawdę mają zyski mają ulgi czy to jest sprawiedliwe. dzisiaj market nazywa się Real i jest wrękach Niemiec jutro będzie nazywł się inaczej i będzie w rękach Francji ale grupa Metro będzie ta sama,ponieważ Metro Group jest na całym świecie czy to nie jest omijanie prawa.

z poważaniem zawiedziona

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wreszcie pracownicy marketów odważyli się walczyć, TAK TRZYMAĆ!

Komentarz został ukrytyrozwiń
woo
  • woo
  • 07.10.2010 11:21

Właśnie zrozumiałem, dlaczego w Biedronce nie mogą się kasjerki spotykać z ochroniarzami!

"To specjalna grupa osób zatrudniana przez dyrektorów i kierowników sklepów do pilnowania nie tego czy jakiś klient kradnie, ale do pilnowania pracowników. Pełnią rolę takich kapo, są dobrze opłacani i mogą traktować pracownika tak źle jak tylko chcą. Są nietykalni."

Oczywiście, że w tych okolicznościach nic gorszego nie może się przydarzyć sieci, niż ochrona, która się spoufala z kasjerkami.

Nawet jeśli ten artykuł jest jednostronny, tendencyjny i przesadzony, to podejrzewam, że nie jest różowo w tej branży.
Może warto przy tej okazji pomyśleć w końcu o tym, aby ludziom zwrócić choćby niedziele. Zarówno pracownikom marketów, jak i ich klientom, uzależnionym od tej formy rozrywki. Są fajniejsze miejsca na ziemi niż market w niedzielne popołudnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.