Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

81725 miejsce

Dzisiaj wszyscy wierzą w piłkarską reprezentację Polski

Kibiców piłkarskiej reprezentacji Polski bez wątpienia można podzielić na dwie grupy. Jedni kibicujący wyłącznie wtedy gdy jest dobrze, drudzy wierzący w drużynę bez względu na wszystko.

 / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiJedni i drudzy mają swoje racje. Ci pierwsi, co zrozumiałe narzekają gdy kolejny mecz biało – czerwonych, przyprawia o ból głowy poziomem zaangażowania, stylem gry, błędami w obronie. Nie widzą wtedy szans na polepszenie sytuacji w najbliższych miesiącach. Pomóc może tylko i wyłącznie zmiana trenera, najlepiej na zagranicznego bo przecież pamiętają jaki wpływ na polska reprezentację miał niegdyś holender Leo Beenhakker. A ten Nawałka.., ech nic z tego nie będzie. Druga grupa kibiców, to ludzie niezwykłej wiary i w przypadku naszej reprezentacji z ostatnich lat, śmiało można zastosować takie określenie. Przecież nikt o słabej a nawet przeciętnej wierze, nie jest w stanie powtarzać, że tryby w końcu się zazębią, że nasi zaczną strzelać. Bo jak tu wierzyć w naszych , skoro eliminacje do MŚ w Brazylii dawały nadzieje, ale tylko kibicom San Marino, na to, że może i tę Polskę niedługo uda się ograć. Są jednak tacy i jest ich wielu, którzy z niezrozumiałych powodów wciąż wierzyli.

Początek roku, testowanie przez Nawałkę piłkarzy z ekstraklasy, brak powołań dla Kamila Glika. Męczarnie w meczu z Mołdawią, porażka ze Szkocją. Nawałka się pogubił, lepiej zwolnić go nim będzie za późno - krzyczeli w telewizyjnych wypowiedziach rozżaleni kibice.
Tymczasem ci bardziej wierni starali się dostrzec pozytywy tego co się dzieje, choć i dla nich nie było to łatwe zadanie. Praca nowego selekcjonera nad poprawą atmosfery w drużynie, widoczna była od pierwszych zgrupowań. Wizyty na sciance wspinaczkowej, w tunelu aerodynamicznym czy na polu golfowym, coś żeby się wspólnie pośmiać, nawiązać lepszy kontakt. Coś żeby zjednoczyć całą grupę a pozbyć się zamkniętych mini grupek.

Kolejne mecze towarzyskie, majowe z rezerwowym składem Niemiec, tuż przed rozpoczynającymi się MŚ w Brazylii i czerwcowe spotkanie z Litwą. Kolejne wspólne treningi, poszukiwanie punktu zaczepienia. Styl gry jakby bez zmian. Remis z późniejszymi mistrzami świata, wygrana z Litwą. Nastroje nie najgorsze do tego by we wrześniu pokazać swe nowe oblicze.

No i bum! Gibraltar pokonany już bez takich męczarni jak rok wcześniej San Marino. 7:0, cztery bramki Lewandowskiego. W końcu zaczęli strzelać, teraz czas na Niemców, przeplatało się z nieco bardziej stonowanymi komentarzami, że to przecież tylko Gibraltar, a teraz Niemcy sprowadzą nas na ziemie, bylebyśmy nie byli dla nich tarczą strzelniczą.
Jak wyglądał mecz z Niemcami wiedzą wszyscy. Prawdopodobnie nawet ci, którzy z piłką nie mają na co dzień nic wspólnego. Bowiem echo jakim odbiło się zaskakujące zwycięstwo Polaków 2:0 nad mistrzami świata, było niewyobrażalne a wynik meczu często nazywany niemożliwym, przeszedł do historii. To było zwycięstwo, które wprawiło w euforie wszystkich kibiców, już bez podziału na grupy. Jedni w końcu przestali narzekać, drudzy zaś z dumą mogli powiedzieć, że opłaca się wierzyć. Maszyna ruszyła.

Mecz ze Szkocją kilka dni później wprawdzie zremisowany, ale wciąż podtrzymujący, że drużyna wskoczyła na inny poziom niż ten prezentowany w ostatnich kilkunastu miesiącach. Ekipa Nawałki zaczęła mieć nowych ulubieńców, Milik, Mila, Glik, Krychowiak, zdjęli ciśnienie z barków największych gwiazd jak Lewandowski czy Piszczek. Teraz na barkach całej drużyny rozłożył się worek z oczekiwaniami kibiców.
Ostatni mecz eliminacyjny, zmobilizowana jakby nowo narodzona reprezentacja Polski zagrała na niewygodnym terenie w Gruzji. Cztery bramki Polaków, czyste konto Wojciecha Szczęsnego, potwierdziły, że dobry duch w reprezentacji zagościł na dłużej. Na zakończenie roku rozegraliśmy jeszcze towarzyski mecz ze Szwajcarią. Dobre tempo, widowisko na niezłym poziomie z bramkami Milika i Jędrzejczyka pozwoliło zremisować ten mecz.

Teraz, pod koniec roku wszelkie podziały kibiców nie mają sensu. Zwycięstwa i dobra gra naszej reprezentacji zespoliła jednych i drugich. Dzisiaj wszyscy wierzą, że nowy rok przyniesie kolejne zwycięstwa, kolejne bramki Milika, Lewandowskiego i super wejścia Sebastiana Mili. Nie ma miejsca na narzekanie, jest tylko wiara w to, że wiosna będzie dla nas radosna.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.