Pozycja materiału w rankingach:
Dziecięce włosy pełne gnid i wszy. Wnuczek, który tylko potrafi język wypiąć i bić w mordę. Zapach moczu i potu. I unoszące się kłęby dymu z papierosów...

Zobacz także:
Artykuły
(29)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.63)
Miejscowość: Lublin | Kraj: Polska
O mnie: Początkująca dziennikarka. Pełna empatii i obiektywizmu. Wyczulona na ludzkie problemy, poszukująca nieprzeciętnych osobowości. www.agnieszkadrazek.blog.interia.pl
Ostatnie artykuły autora:
Zobacz inne materiałySortuj komentarze:
Iwona Udała 17.05.2010 19:45
"Czasami warto rozejrzeć się kto mieszka obok nas. Być może właśnie nasz sąsiad może potrzebować pomocy. Tak niewiele trzeba, aby ktoś nie musiał żyć w ten sposób i w takich warunkach."
Dokładnie zgadzam się z Tobą. I poporstu jestem pod wrarzeniem Twoich artykułów.
Robert Grzeszczyk 16.05.2010 18:28
Kiedyś, kiedyś, w pobliżu mieszkało małżeństwo z kilkorgiem dzieci. Oboje, jak to się mówi: nadużywjący. Do tragedii doszło, gdy akurat oboje byli pijani a gar z gotującym sie praniem zestawiony na podłogę i nie zakryty przykrywką. W tych wrzących mydlinach najmłodsze życie postradało. Została jeszcze siódemka, która dożyła do dorosłości. I są już dorośli. A jak sądzicie, jacy są?
Nie sądzę, by pomoc sąsiedzka zawsze mogła pomóc.
Niestety państwo w wielu przypadkach stało się twórca nędzy. Mam na uwadze szczególnie osady po PGR-owskie, po zlikwidowanych z przyczyn politycznych PGR-ach. Tm klują sie kolejne pokolenia nędzarzy materialnych i duchowych.
BARBARA Romer Kukulska 14.05.2010 22:52
tak, wstrząsający, świetny reportaż - dokumentalny , należy się pochwała autorce. bo dobrze napisane z myślą by pomóc tym ludziom.
Tomasz Miro 14.05.2010 22:22
Hmmm ... jak dla mnie doskonały reportaż. Aż chciałby się go sfilmować :-)
Myślę jednak że autorka prawdziwie patologicznych rodzin jeszcze nie widziała. Ta rodzina jest jeszcze całkiem normalna, ma jakieś zasady, widać wzajemną przyjaźń/miłość. Standardem w Polsce są dużo bardziej patologiczne rodziny. Ludzie mieszkają w pustostanach z małymi dziećmi, o gazie czy prądzie nawet nie myślą, martwią się czy dostaną cynk przez przyjazdem policji z komornikiem i nakazem eksmisji. Jeżeli otrzymają w porę ostrzeżenie to zabarykadują się w domu i na jakiś czas odepchną widmo mieszkania pod mostem. Alkohol to tylko jeden z problemów, są też narkotyki, hazard w Sobiesiakowych automatach itd. Rozwarstwienie społeczeństwa w Polsce jest większe niż w Meksyku, podobno już największe na Świecie. Tymczasem Polakom wmawia się że Białoruś to skrajna nędza...
Piotr Wierzbicki 14.05.2010 21:54
Ale "prysznic"! Wróciły wspomnienia. Pamiętam jak chodziłem do czwartej klasy szkoły podstawowej na wsi. Jeden z uczniów powtarzał naukę trzy razy a przez to był trzy lata starszy. Jego wadą było tylko to że seplenił a wystarczyło tylko naciąć błonę pod językiem i byłoby w porządku. Na dużej przerwie dzieci biegały za nim i krzyczały: "Głupi Jasiu". A Jasiu cały czas uciekał. Kiedy z jego ust zaczynała wydobywać się piana, wyrywał sztachetę z płotu a wszyscy uciekali "w ciemny kąt". Trwało to jakiś czas. Nie mogłem zmobilizować kolegów z mojej wioski, byli dyspozycyjni jak było przełożenie dziesięciu na jednego. Zostałem z tą sprawą sam. Aż pewnego razu widzę jak nauczycielki patrzą przez okno i obserwują takie zajście z Jasiem. Po minach widać że się tym zabawiają. Żadnych atrakcji na wsi, choć to trochę rozweseli. A ja? Chrześcijanin? Mam go zostawić na takie traktowanie? Ja z Jasiem jeździliśmy do kina w mieście powiatowym, czytaliśmy razem gazety, przeważnie "Głos Szczeciński". Grał bardzo dobrze i chętnie w piłkę nożną. Był mądrzejszy od pozostałych rówieśników. Nie było tylko w jego naturze chwalenie się swoimi wiadomościami.
Tak wiec pewnego dnia, kiedy Jasia ganiali wokół szkoły, ustawiłem się za rogiem. Zabierałem się za ostatniego. Podłożenie nogi i w kręgi szyjne. Zanim przebiegli wokół szkoły, musiałem odprowadzić kolegę w wygodne miejsce żeby odsapnął i żeby pozostali nie wiedzieli. I rotacja trwała dalej. Ponieważ niektórym było za mocno, wydało się i Jasia przestano molestować.
Ja poprosiłem ojca żeby załatwił mi szkołę o wyższym stopniu trudności, bo jak tą skończę to nie zdam egzaminów do szkoły średniej. Odszedłem na wiele lat. Kiedy Jasiu zaczął pracować w PGR-rze, ludzie zaczęli się z niego wyśmiewać jak dawniej. Zaszczuli go i umarł w wieku 45 lat. Miał siedmioro dzieci. Najstarszy pracował naukowo w Gdańsku i uzyskał stopień doktora.
"Nie zmierzona jest mądrość Boga i głupota ludzka"
Stefania Najsarek 14.05.2010 21:32
Niestety, takich jak opisana przez Ciebie patologicznych rodzin w Polsce wcale nie mało.
To poważny problem i zadanie przede wszystkim dla samorządów lokalnych.
I naszą powinnościa jest takie przypadki wskazywać .
Jednak ten naturszczykowski bełkot trudno czytać.
Mogłaś ograniczyć się do zacytowania niektórych zdań, zwrotów...
takie teksty "na żywca" rażą.
Łatwiej wyrzucać śmieci w krzaki i do lasu? [Zdjęcia]
(odsłon: +1036)