Facebook Google+ Twitter

Dziwniejsze niż fikcja

Gdybyś wiódł spokojne, skrajnie uporządkowane i wyraźnie nudne życie pracownika urzędu skarbowego, czy wiedziałbyś jak nudne jest to życie? Czy potrafiłbyś dostrzec, że może być inne? Czy może ktoś musiałby Ci to pokazać...?

Tytułowego bohatera "Przypadku Harolda Cricka" poznajemy, gdy odbywa swoje poranne rytuały - w skoordynowany sposób dokonuje higieny, odpowiednią ilość razy przesuwa szczoteczką po zębach, wiąże krawat zawsze na pojedynczy węzeł (zaoszczędzając cenne sekundy). Wszystko ma dokładnie obliczone i ułożone tak, by zdążyć w ostatniej chwili na autobus do pracy. Z zamiłowania, jakie prezentuje wobec liczb, możemy łatwo się domyślić, że wykonywany zawód musi się z owym zamiłowaniem wiązać. Tak właśnie jest - Harold jest pracownikiem urzędu skarbowego. Wiedzie spokojne, skrajnie uporządkowane i wyraźnie nudne życie. Niezauważalna dla niego monotonia, powtarzanych każdego dnia czynności, zapełnia mu czas. Wstaje sam, pracuje sam, sam spędza odmierzone dokładnie przerwy w pracy, sam wraca do domu, sam je, sam śpi. Właściwie nikt nie jest mu potrzebny, tak jest - tak ma być. Do czasu...

Pewnego poranka, oddając się zwyczajowo rutynowym czynnościom, Harold słyszy głos. Kobieta, z wyraźnie brytyjskim akcentem, tonem doświadczonego lektora telewizyjnego i z równie nienaganną dykcją opisuje dokładnie czynności wykonywane przez Harolda. Zna liczby, czasy, zwyczaje dotychczas zarezerwowane tylko dla świadomości Harolda. Na bieżąco streszcza mu to, co ten wykonuje. W trzeciej osobie liczby pojedynczej, niczym wszechwiedzący narrator, barwnie opisuje Harolda życie powszednie. Bohater nie słyszy głosu cały czas - jednak jego obecność staje się dla niego nie tyle intrygująca, co niepokojąca. Owszem, dowiaduje się, skąd pochodzi głos - ujawnianie tego nie ma jednak sensu w tekście takim, jak ten. Ujawnić jednak można - czego domyślenie się nie powinno nastręczyć dużych trudności - że Harold, dzięki ingerencji damskiego głosu w jego jestestwo, zmienia całkowicie swoje podejście do rzeczywistości. Dostrzega ludzi wokół siebie - widzi w nich nie tylko petenta - ale i kobietę, nie tylko kolegę z pracy - ale i człowieka z niespełnionym marzeniem. Już nie je sam. Już nie śpi sam. Poznaje smak ciasteczek zanurzanych w mleku.

Film "Przypadek Harolda Cricka" dość niepostrzeżenie przewinął się przez ekrany naszych kin, teraz pewnie niepostrzeżenie przewinie się po półkach wypożyczalni DVD. Zupełnie niesłusznie. Na jego korzyść przemawia nie tylko doborowa obsada - od Emmy Thompson, poprzez Dustina Hoffmana, Willa Ferrella (po raz pierwszy w ogóle nie drażnił mnie na ekranie, wręcz przeciwnie!) i Maggie Gyllenhaal aż po Queen Latifah. Film ma zgrabnie napisany i zagrany scenariusz, rewelacyjnie balansujący na granicach banału bez ich przekraczania i ocierający się o absurd.

To świetne pomysły - na bohaterkę, która nie skończyła studiów prawniczych po to, by naprawiać świat piekąc ciasta. Na prezent dla tej bohaterki - zamiast kwiatów dostaje kilka paczek przeróżnej mąki, co stanowi cudowne rozwiązanie językowe - "flowers" wymawia się przecież jak "flours". Na zakończenie, którego sobie w głębi serca życzyliśmy.

To bajka, owszem - są elementy nierealne, wręcz fantastyczne, więc jest to bajka. Ale w taką bajkę chce się wierzyć. I jak każda bajka - ma swój morał. Jaki? Zapraszam do wypożyczalni. Gorąco.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.