Zamykasz oczy. Wyobrażasz sobie, że jesteś genialnym muzykiem, stoisz na scenie, a rozwrzeszczane nastolatki całują cię po nogach i skandują twoje imię. Chcą, żebyś grał. Słyszysz swój płytki oddech, serce bije szybciej.
Otwierasz oczy. Stoisz w przejściu podziemnym obok Pałacu Kultury i Nauki. Bez jakiegokolwiek rytmu walisz deskami w spróchniałe krzesło, które ukradłeś rdzennemu mieszkańcowi Dworca Centralnego. Dla urozmaicenia co jakiś czas tupiesz nogą i coś wykrzykujesz do przechodzących ludzi. Swoją obecnością wkurzasz przynajmniej kilkadziesiąt osób, ale wiesz, że tworzysz bardzo alternatywną sztukę.
Za samo patrzenie na twoje oblicze powinieneś pobierać opłaty. Twojemu boskiemu majestatowi nie zagrażają nawet starsze panie obrzucające cię pomidorami. Jednak, kiedy dłużej zastanawiasz się nad swoim losem, zdajesz sobie sprawę jak idiotyczne jest to, co robisz. Szybko odpędzasz tę myśl. Jesteś oryginalny, a oryginalność jest w modzie. Już wiesz, że następnym razem bardziej zadbasz o swój wygląd, żeby pokazać odmienność, którą przecież tak bardzo się wyróżniasz. Wciągniesz na siebie różowe kalesony albo założysz sweterek w swastyki.
Rejestrujesz się na wszystkich możliwych portalach w Internecie. Dodajesz tuziny zdjęć i filmów, kolekcjonujesz znajomych, dorabiasz filozofię do tego, co robisz. Szybko stajesz się gwiazdą Internetu, bo ludzie kochają głupszych od siebie. Przynajmniej ci, którym choć raz ktoś powiedział, że są bystrzy.
Kiedy po kilku miesiącach fani przestają się do ciebie modlić, czujesz, że nie jesteś już wystarczająco oryginalny. Twoje monotonne życie zaczyna cię męczyć. W akcie desperacji robisz sobie dziury na całym ciele i przebierasz się w damskie ciuszki. Pojawiasz się w Rozmowach w Toku i na ostatniej stronie Faktu. Na swoim fotoblogu piszesz o tym, że ludzie są nietolerancyjni i sugerują się wyglądem. W komentarzach odpowiadają ci trzynastolatki, które w tekstach Piotra Kupichy widzą głębokie przesłania. Pocieszają cię. Chwila rozpaczy mija. Uradowany stukasz sobie w krzesło. Wciąż jesteś taki oryginalny!