Facebook Google+ Twitter

Eddie Vedder „Into the Wild”. Recenzja płyty

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2007-11-04 19:32

Charyzmatyczny lider Pearl Jam wydał swoją pierwszą solową płytę. I z rockmana przedzierzgnął się niemalże w barda.

Eddie Vedder - "Into the Wild" / Fot. pearljam.comDebiutancki album Edwarda Louisa Seversona III, bo tak brzmi pełne nazwisko Eddiego Veddera, to nie lada wydarzenie. Vedder już wcześniej często udzielał się w różnych projektach i wspomagał rozmaitych artystów. W końcu jednak nagrał pełny album solowy, który na dobrą sprawę zwykłym albumem nie jest. „Into the Wild” to bowiem jednocześnie ścieżka dźwiękowa do filmu Seana Penna o tym samym tytule. Oparty na faktach obraz opowiada historię Christophera J. McCandlessa, który po ukończeniu collegeu pozbywa się majątku i rusza na Alaskę, chcąc żyć w harmonii z naturą.

Płyta (w całości nagrana przez Veddera) jest muzyczną ilustracją i interpretacją losów McCandlessa. To także autorskie spojrzenie na sprawy dużo bardziej ogólne, uniwersalne; wyprawa na Alaskę to tylko pretekst do snucia przemyśleń i refleksji. Lider Pearl Jam dał się już poznać jako znakomity tekściarz. Jego nowa płyta ukazuje go także jako i utalentowanego kompozytora.

Dobre wrażenie robi już rozpoczynający „Into the Wild” utwór „Setting Forth”. Rozkręca się szybko i bez zbędnych wstępów; próżno jednak szukać w nim szybszych temp, czy punkrockowej jazdy. Jeszcze spokojniej jest w „No Ceiling”, gdzie mamy bardzo ładną melodię w refrenie, a raczej w czymś na kształt refrenu. Kawałek trwa bowiem zaledwie półtorej minuty i robi wrażenie bardziej szkicu niż regularnego utworu. Podobnie rzecz się ma z „The Wolf”, czy wspomnianym już „Setting Forth”. Króciutka również jest piękna gitarowa miniaturka „Tuolumne”.

Pomimo, że płyta trwa zaledwie trzydzieści trzy minuty, Vedder zadbał, żeby zawartość była jak najbardziej urozmaicona. W uroczym „Rise” słyszymy ukulele, „Far Behind” po drobnych przeróbkach mogłaby się znaleźć na którejś płycie Pearl Jam, „The Wolf” za sprawą umiejętnie użytych klawiszy posiada wielce tajemniczy klimat. Generalnie dominują jednak brzmienia akustyczne; płyta jest wyciszona i nastrojowa. Mimo to o monotonii nie ma mowy.

Nie mniejszym, a dla wielu głównym, walorem „Into the Wild” jest głos Veddera. Doskonale znany z płyt Pearl Jam tu jest bardziej dojrzały, świadomy. Z całą pewnością jest także absolutnie szczery, ale akurat o nieszczerość trudno Veddera podejrzewać. Przez całą swoją karierę to właśnie szczerość, zarówno wobec siebie jak i w odniesieniu do fanów, była chyba najbardziej widoczna, nie tylko u niego ale i w całym Pearl Jam. Vedder jest w świetnej formie nie tylko wokalnej, co cieszy, zwłaszcza w kontekście jego wcześniejszych problemów alkoholowych.

Na debiutanckim albumie wokalisty Pearl Jam znalazło się miejsce nie tylko na jego autorskie utwory. Na „Into the Wild” możemy bowiem usłyszeć „Hard Sun” autorstwa Gordona Petersona oraz „Society” Jerry’ego Hannana, który zresztą towarzyszy w tym kawałku Vedderowi akompaniując mu na gitarze i wspomagając wokalnie. W tym pierwszym utworze razem z Vedderem możemy usłyszeć śpiewającą Corin Tucker.

„Into the Wild” nie przynosi jakichś zmian w muzyce, nie jest żadną rewolucją, nie przełamuje muzycznych barier. Ale też żadnych gwałtownych ruchów nikt od Veddera nie oczekiwał. Mając za sobą rewolucję grunge’ową z początku lat dziewięćdziesiątych i późniejszą (wciąż trwającą) wspaniałą muzyczną karierę z Pearl Jam, Eddie Vedder może sobie pozwolić na nagrywanie takich właśnie płyt. I chwała mu za to.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Kamil
  • Kamil
  • 11.09.2010 22:48

Jak tylko obejrzałem film i wsłuchiwałem się w jego ścieżkę dźwiękową od razu musiałem mieć ten CD. Płytka rewelacja. Recenzja jak najbardziej OK.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Long nights"...I'm falling, I am falling...Gdybym paliła, to zapaliłabym papierosa, gdybym piła alkohol, nalałabym sobie kieliszek dobrego wina, usiadła w fotelu i słuchała tej płyty w nieskończoność. Robię to i bez tego. Głos Eddiego, Jego słowa i Jego interpretacja muzyki, to mój jedyny nałóg.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Płyta jest rewelacyjna. Otoczona pięknymi pomysłami, w których smaku zakochujemy się w momencie, gdy nagle zapada cisza. W większości krótkie i treściwe piosenki, zaśpiewane rzeczywiście nieco bardziej dojrzałym głosem niż na płytach PJ, porwały mnie na kilkanaście dni do siebie i to w czasie, gdy akurat układałem sobie playlisty z nieco mocniejszych lub bardziej elektronicznych klimatów. Ulubiony utwór z tego krążka - "Long Nights", zostanie na pewno ze mną na długo. Szczerze również polecam !

ps. sama powyższa recencja dosyć "akustyczna" ;) , ale akurat to pasuje do dźwięków z tej płyty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bo to naprawdę dobra płyta jest a recenzja bardzo rzetelna i interesująca, może jedynie moja jedna uwaga, baw się trochę więcej językiem, będzie ciekawiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesująca i dobra recenzja.
(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.