Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15170 miejsce

Edukacja w lesie i nad rzeką

Im bliżej końca roku szkolnego, tym częściej pustoszeją klasy. Uczniowie Zespołu Szkół Społecznych STO przy Fabrycznej w Białymstoku przenoszą się w plener, gdzie lekcje są nie tylko przyjemne, ale też pożyteczne.

 / Fot. Zss sto / Fot. Zss stoZ okazji Dnia Pustej Klasy maluchy ze SSP nr 11 STO porzucili naukę w klasie na rzecz nauki w terenie, a konkretnie w ogrodzie leśnym Silvarium w Poczopku.
Dzień Pustej Klasy
to inicjatywa zapoczątkowana w Wielkiej Brytanii, która niedawno dotarła do Polski. Chodzi o to, aby w tym dniu klasy były puste, aby jak najwięcej dzieci wyszło ze szkoły i spędziło czas poza nią, najlepiej na łonie przyrody.
- Nasza szkoła postanowiła spędzić ten czas w ogrodzie leśnym Silvarium w Poczopku - opowiada nauczycielka SSP nr 11, Marta Czernik. - Chcieliśmy, aby dzieci odpoczęły od szkolnej ławki, pobyły wśród przyrody, ale jednocześnie poznały coś nowego, czegoś się nauczyły. Bo przecież natura to najlepszy nauczyciel, miejsce gdzie można praktycznie poznać wszystko to, o czym słyszymy w szkole. To był dla nich niezapomniany, pełen wrażeń dzień.
A w Silvarium atrakcji było co niemiara - techniczno-słoneczny zegar dendrologiczny, park megalitów, słoneczny zegar równikowy, dom sów, czyli strigiforium, ptasia chata i tropinka. Dzieci zgodnie podkreślały, że taka forma zajęć bardzo przypadła im do gustu:
- Na wycieczce było bardzo fajnie, sympatycznie, a jednocześnie bardzo przyjemnie i nie trzeba było się niczego uczyć – mówi Jacek Wnuk, trzecioklasista.
- Dzięki takim wyjściom można pobawić się na dworze, można się różnych rzeczy dowiedzieć o przyrodzie i różnych zwierzakach – sprostowała Kasia Kalinowska z II klasy.
Było jednak coś, co przeszkadzało w kontemplowaniu przyrody. Pierwszoklasista Kuba:
- Było za dużo komarów, to trochę denerwowało, w mieście też są, ale mniej. Ale ogólnie było bardzo fajnie i wolę takie lekcje niż w klasie.
Podczas wycieczki dzieci poznawały różne gatunki zwierząt i ptaków, często zupełnie nieznane.
- Dowiedziałem się, że istnieje takie mieszane zwierzę - mówi Jacek. - Czyli na przykład borsuk, no ze skrzydłami i rogami jakiegoś tam zwierzęcia.
- Podobało mi się, jak oglądaliśmy różne sowy i widziałam fajne zwierzęta w takim jakby muzeum – dodaje Kasia. A pierwszak Kuba cieszył się, że mógł zwiedzać las i uprawić sport
- I że można było dowiedzieć się o wilkach i o różnych rzeczach – podkreśla.
Było też coś dla ciała - czyli biesiadowanie przy ognisku. Ta część wycieczki najbardziej przypadła do gustu drugoklasistkom – Zuzi Grzegorczyk i Weronice Samsel.
- Świetnie się bawiliśmy, był grill – opowiada Weronika
- Raczej ognisko – wyjaśnia Zuzia. – To było najfajniejsze, chociaż jedna kiełbaska mi spadła, ale miałam drugą.
-Takie kiełbaski na świeżym powietrzu są najpyszniejsze – rozmarza się Weronika.
Zielona szkoła i warsztaty terenowe
W murach szkoły nie siedzą także gimnazjaliści i licealiści ZSS STO.
- Gimnazjaliści są poza szkołą permanentnie – mówi dyrektor szkoły Ewa Drozdowska. – W ramach Zielonej Szkoły opuścili szkolne sale i uczą się w praktyce.
Licealiści zaś mają już za sobą warsztaty z gleboznawstwa, podczas których w lesie Pietrasze uczyli się m.in. rozróżniać gleby i formy polodowcowe, o których wcześniej uczyli się w szkole.
- Formy polodowcowe to trudny do przyswojenia temat i często pojawiający się na maturze - mówi nauczycielka geografii Weronika Kuryłowicz. - Po zajęciach terenowych uczniowie potrafią je rozróżniać i nie mylą pojęć.
W poniedziałek zaś licealiści będą mierzyć prędkość przepływu wody w rzece Horodniance, w ramach warsztatów z hydrologii.
- Warsztaty terenowe łączą wiedzę z zakresu geografii z wiedzą z fizyki i matematyki – dodaje Weronika Kuryłowicz. - Mają charakter interdyscyplinarny i uczą wykorzystania wiedzy podręcznikowej w praktyce.

Dyrektorka szkoły, Ewa Drozdowska podkreśla skuteczność edukacji w plenerze, mimo, że ta jej forma czasami wydaje się być zabawą i tylko wycieczką.
- Takie akcje, jako wydarzenie cykliczne są bardzo przyjemnym przypomnieniem nam nauczycielom, o tym, co powinno być codziennością w życiu szkolnym – mówi Ewa Drozdowska. - Że najlepiej uczymy się przez praktykę, niezależnie, czy jesteśmy bardzo młodzi, czy już dorośli. A jeśli ta praktyka wyjdzie w sprzyjających warunkach pogodowych poza mury szkoły, efekt "nauczenia się" będzie właściwie gwarantowany.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.