Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24673 miejsce

Edward Mazur. Agent czy filantrop?

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-11-19 10:21

Strach mówić dobrze o człowieku. Na Edwarda Mazura nikt w rodzinnej Lubzinie, w pobliskich: Paszczynie, Pustkowie, Brzeźnicy i Dębicy złego słowa nie powie. Dobrego mogliby powiedzieć dużo, tylko... jakoś strach.

fot. Gazeta KrakowskaPanie, on tu tylu ludziom pomógł, a zrobili z niego zbrodniarza – mówi pytany o Mazura mężczyzna pod sklepem w Lubzinie. – Ja tam na tych politycznych sprawach się nie znam, ja mówię jak było tu – u nas. A po co panu moje nazwisko?
Mazura tu jeszcze pamiętają, choć większość cierpi teraz na nagły zanik pamięci. Nigdy nie był tu gwiazdą, nie miał szans na honorowe obywatelstwo sołectwa, gminy, miasta, bywał tu nieczęsto, ale bywał. Nie obnosił się ze swoją „amerykańskością”, nie błyskał jankeską butą, kiedy przyjeżdżał do rodziny pod Dębicą – to był po prostu swój chłopak. Wielu pomógł – jak mówią dziś anonimowo i niezbyt chętnie. Tłumy ludzi dzięki niemu wyjechały stąd do USA – do roboty, kariery, pieniędzy, albo po prostu, żeby uciec od beznadziei. Tak go pamiętają. O ile w ogóle do tego się przyznają.

Jego siostra i siostrzenica też unikają rozmów o bracie i wuju. Krewniaka znają tylko od dobrej strony, w złą nie wierzą. Jedna i druga doświadczyły już zainteresowania ze strony mediów. Doświadczyły tak, że strach podnosić słuchawkę dzwoniącego telefonu.
– Ja nawet nie bardzo potrafię o tym mówić, nie potrafię z emocji się wysłowić, to wszystko sprawia mi ogromną przykrość – zwierza się pani Anna, siostra Edwarda Mazura. Mimo 75 lat, niedawnej śmierci męża, chorób w rodzinie, zostało w niej dość siły, żeby rzucać gromy na oszczerców jej brata. – Przecież to był kochany człowiek, nikomu krzywdy nie zrobił. Ani tu, ani tam. I chyba nie zdarzyło się, żeby komuś odmówił pomocy. I nie tylko z rodzinnej Lubziny, ale z najbliższej okolicy.

Wyjechał jako szesnastolatek

„Edziu” – jak mówi o nim siostra – trafił do USA nie do końca z własnej woli. Jako chłopiec jeszcze, w latach 60. pojechał tam z matką do jej brata, zakorzenionego już w rzeczywistości amerykańskiej. Start był tym łatwiejszy, że Edward miał w USA dwóch wujów, a Amerykanie nie doświadczali jeszcze imigracyjnej inwazji znad Wisły. Imigrant zza „żelaznej kurtyny” w okresie „zimnej wojny” mógł liczyć na specjalne względy. W starej ojczyźnie zdążył zacząć edukację gimnazjalną, dokończył ją już za Wielką Wodą. Studia też tam ukończył, po czym rzucił się w wir interesów i działalności polonijnej. Edward Moskal, szef Kongresu Polonii Amerykańskiej i Honorowy Obywatel Miasta Dębicy, jest o nim jak najlepszego zdania. Tyle że wtedy działalność polonijna mogła ograniczyć się do kultywowania narodowych tradycji na obcej ziemi. Wiele zmieniło się w chwili gdy Polska wraz z transformacją ustrojową otworzyła się na świat. Ale intensywne kontakty Mazura ze starą ojczyzną zaczęły się wcześniej.

Interesy i znajomości

– Byłem wtedy wiceministrem rolnictwa i dyrektorem Igloopolu, kiedy zgłosił się do mnie w Warszawie biznesmen z Chicago – wspomina Edward Brzostowski, który przyznaje, że nieraz był przez prokuraturę „trzepany” na okoliczność kontaktów z Mazurem. – To był chyba 1982 albo 1983 rok. Przedstawił się: nazywam się Mazur, powiedział, że cieszy się, że może mnie odwiedzić, bo praktycznie pochodzimy z tej samej miejscowości: ja z Dębicy, on z Lubziny. Powiedział, że jest przedstawicielem firmy Cargil i chyba Centralsoya. Albo jednej z nich, albo obu razem. I że jest zainteresowany inwestycjami w Polsce. Dałem informację do swojego departamentu – i o ile pamiętam, to dwa albo trzy zakłady którejś z tych firm produkujących paszę powstały w Polsce. Miał też powstać jeden zakład w Przyborowiu pod Dębicą. Wszystko było na dobrej drodze, a to byłaby dla nas korzystna transakcja. Nie przeprowadzono inwestycji, bo w międzyczasie rozwalono Igloopol.
Później spotykali się jeszcze wielokrotnie. Wspólnie ustalili, że kiedy Mazur będzie odwiedzał Polskę i rodzinne strony, z pewnością odwiedzi Brzostowskiego. Pojawiał się nieczęsto, ale po drodze do rodziny zawsze zaglądał na Sandomierską do Dexpolu Brzostowskiego.
– To był bardzo sympatyczny człowiek, o ogromnym darze przekonywania – wspomina Brzostowski. – A dar przekonywania polegał na tym, że stały za nim ogromne, międzynarodowe korporacje, ale także siły polonijne. Moskal mówił, że Mazur to jeden z czołowych ludzi Polonii amerykańskiej.
I nie tylko siły polonijne, ale inne siły też. Takie wnioski wysnuł Brzostowski, kiedy w czasie swojej krótkiej kariery parlamentarnej zajrzał do restauracji „Włoskiej” w warszawskim Teatrze Wielkim. Tym razem to było zupełnie przypadkowe spotkanie.

Epizod

– Mazur siedział w otoczeniu oficerów UOP i byłem ogromnie zdziwiony, z jakim szacunkiem ci panowie odnosili się do Mazura – wspomina Brzostowski. – To była zupełnie towarzyska rozmowa – jestem pewien, że gdyby rozgrywały się tam jakieś ważne sprawy, z pewnością bym to odczuł. To mnie umocniło w przekonaniu, że skoro ludzie, którzy tajnie lub półtajnie kontrolują rzeczywistość w kraju, z takim szacunkiem odnoszą się do człowieka, to taki człowiek musi mieć nieposzlakowaną opinię. Spotkałem go jeszcze w towarzystwie pana Komorowskiego, z którym zakładał Bakomę, ale wtedy wymienialiśmy tylko ogólne uwagi o sytuacji w kraju. Kiedy teraz obserwuję to, co dzieje się wokół Mazura, odnoszę wrażenie, że to jakaś nieprawdziwa historia.

Był pewien epizod w kontaktach obu panów, który Brzostowskiemu nasunął myśl, że Mazur to nie tylko działacz polonijny i biznesmen. Podczas jednego z pierwszych spotkań Mazur wyciągał z portfela wizytówkę firmy Gargil i wówczas Brzostowski zauważył, że portfel Mazura kryje sześć lub siedem różnych legitymacji.
– Albo był przedstawicielem wielu firm, albo... jeszcze kimś więcej – sugeruje Brzostowski.
Potwierdza opinię, że Mazur wielu ludziom pomógł, a i on sam zna takich ludzi.
– Prosiłem go o pomoc dla mojej sąsiadki, od której odszedł mąż – opowiada. – Załatwił jej wizę, sprowadził do Stanów, tam dziewczyna ukończyła studia, została lekarzem czy kwalifikowaną pielęgniarką...
Za matką pojechały dwie córki tej pani, wszystkie teraz tam mieszkają i dobrze im się powodzi. Słyszałem takie opinie, że ktokolwiek zwrócił się do niego o pomoc, a Mazur uznał, że człowiek wart jest pomocy, że uczciwy, pracowity, to nikomu jej nie odmówił. Nie był rozrzutny, nie rozdawał darów, ale jeśli trzeba było pomóc, to pomagał. A teraz atmosfera taka, że ludzie boją się przyznać do znajomości z nim, strach podawać człowiekowi rękę, bo nie wiadomo, czym to grozi w przyszłości – zamyśla się Brzostowski.

Stan zagrożenia

Tę atmosferę czują i siostra, i siostrzenica Edwarda Mazura.
– Dzwonią ludzie z Lubziny, z Dębicy, z Brzeźnicy i pytają: Czego oni chcą od naszego Edzia? – opowiada pani Anna. – Pojechałam do Lubziny, ludzie pytają: Czego oni chcą od naszego przyjaciela? Ja już boję się odbierać telefony, bo różni dzwonią. A przecież tylu ludzi stąd pojechało za nim do Ameryki...
Opowiada o Januszu, który stracił rodziów, kiedy miał 14 lat. Sierotę Mazur zabrał do USA, tam chłopak skończył szkołę, dostał pracę, Mazur pomagał mu finansowo, pomógł także wybudować dom.
Ona sama ma podwójne obywatelstwo: polskie i amerykańskie. I nawet rentę amerykańską dzięki bratu. O atmosferze wokół brata nawet nie chce mówić.
– Edziu to nawet boi się do mnie o tym mówić, nie chce mnie martwić, więcej mówi do mojej córki – zwierza się siostra. – Nie chce także do nas dzwonić za często, żeby nam nie robić kłopotów. Częściej dzwoni do nas Jola, jego żona. Ale i ona woli nam mówić tylko to, co lepsze. Ja i tak całymi nocami nie śpię ze zmartwienia.
To również zmartwienie siostrzenicy Mazura, Jolanty. Odbiera telefony i za każdym razem boi się tego, co usłyszy. Bo nie tylko ziomkowie z okolicy dzwonią, żeby dodać otuchy i zapewnić, że nie wierzą w winę wuja. Dzwonią też przedstawiciele mediów, które już wydały na Mazura wyrok. Każda taka rozmowa to dla niej ciężkie doświadczenie.

Tyle oskarżeń…

– Niedawno zmarł tata, mój mąż po zatorze mózgu jest od dwudziestu lat w złym zdrowiu, więc staram się chronić i mamę, i męża – mówi pani Jola. – Czasem dzwoni jakiś człowiek, nie przedstawi się, tylko pyta o przykre rzeczy w przykry sposób. Taka atmosfera osaczenia. A to wszystko przez jednego człowieka, skazanego na dożywocie, który może mówić co chce, bo i tak sobie nie zaszkodzi, a pomóc może – nawiązuje do zeznań skazanego płatnego zabójcy, obciążającego Mazura w śledztwie dotyczącym zabójstwa gen. Marka Papały.
– I tyle oskarżeń ze strony prasy... A wujek zawsze troszczył się o męża, często nas odwiedzał. To bardzo dobry, wrażliwy człowiek, bardzo rodzinny. Zawsze myślał, że kiedy dojdzie do swoich lat, to wróci do Polski, mówił, że to znów będzie jego ojczyzna. Opowiadał, że tu czuje spokój, uwielbiał ten spokój. Takie wielkie plany wiązał z powrotem...
Siostrzenica zapewnia, że jego rodzina w Polsce miała z wujem kontakt bardzo intensywny. Jeśli nawet nie przyjeżdżał, to często dzwonił. Przynajmniej do chwili gdy został zatrzymany przez FBI, bo – jak mówi pani Jola – wtedy nie pozwolili mu dzwonić.
– Kiedy przyjeżdżał, to rozmawialiśmy o naszych rodzinnych sprawach, o znajomych z okolicy, nie pytaliśmy o jego interesy, jego życie zawodowe – opowiada. – Ale pamiętam, że gdy zginął generał Papała, to wujek był bardzo przejęty. Przecież przyjaźnili się, wujek zawsze mówił o generale dobre rzeczy. Po tym zabójstwie wujek podobno szukał na własną rękę jakiegoś punktu zaczepienia, chciał się dowiedzieć kto to mógł zrobić i dlaczego.
Tym bardziej nie rozumie, dlaczego wskazano właśnie na Mazura. Nie wierzy w jego winę. Ani ona, ani cała jej rodzina, ani mnóstwo ludzi spod Dębicy i z Dębicy też. Bo go znali. Złego słowa o nim nie powiedzą, ale dobre mówią niechętnie. Bo atmosfera wokół człowieka taka, że strach przyznawać się do znajomości i strach o nim mówić dobrze. Dlatego wolą milczeć. Bo jeśli nie mogą mówić dobrze, to nic nie mają do powiedzenia.

Edward Mazur

Jeden z najbogatszych polskich przedsiębiorców w USA. W marcu 2005 prokuratura uznała, że podżegał do zabójstwa byłego komendanta policji generała Marka Papały.
Mazur był podejrzany o udział w zabójstwie generała zaraz po zabójstwie. Został aresztowany 28 czerwca 1998 roku i zaraz zwolniony, podobno pod naciskiem UOP. Nazwisko Edwarda Mazura pojawia się także w innych gospodarczo-politycznych aferach, m.in. w sprawie FOZZ oraz prywatyzacji Orlenu. W tej ostatniej sprawie kontaktował się z Aleksandrem Żaglem i Andrzejem Kuną. Kuna i Żagiel mieli w Austrii zorganizować spotkanie Jana Kulczyka z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem. Obecnie Edward Mazur przebywa w areszcie w USA, czekając na rozpatrzenie wniosku przez tamtejszy sąd o jego ekstradycję do Polski.
(opr. ds)
Andrzej Plęs

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kariera Mazura dowodzi, że w Polsce (i nie tylko) kariere finansowa może zrobić człowiek inteligentny, zamieszany w afery, w wywiad lub kontrwywiad, co z etyką, chraeścijaństwem i jakimikolwiek szczytnymi hasłami niewiele ma wspólnego. A to jest porażka dobrych ludzi. Każdy poczciwy człowiek ma kolejny dowód, że będąc dobrym nauczycielem, lekarzem, kolejarzem może co najwyżej dorobić się garba i 1500 zł emerytury. Śmietanę zbiorą inteliegentne szumowiny (inteligentni szumowini).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.