
3 października, w warszawskim teatrze muzycznym „Roma” spotkała się grupa zupełnie wyjątkowych ludzi. Edyta Geppert, zespół "Kroke" i publiczność o wyrafinowanym smaku
muzycznym. Recital Edyty Geppert, który w zamyśle promował jej najnowszą płytę „Śpiewam życie”, był świetną okazją do przypomnienia starszych utworów piosenkarki.
Klimatyczny styl, klasyczny strój i wirtualna scenografia
Niespodzianką był film, który rozpoczął całe zdarzenie - zjawiskowa animacja komputerowa oraz utwór, w którym gwiazda wieczoru tłumaczy, skąd jej czarne klasyczne stroje, dlaczego nie ulega namowom na zmianę swego klimatycznego stylu i nie poddaje się nowoczesnym trendom estrady. "Pani Geppert to się nie sprzeda" słyszy, ale dla niej ważniejsze jest uznanie i miłość ludzi, którzy przychodzą na jej koncerty i chcą ją widzieć taką, jaką jest.
Koncertowi towarzyszyła wirtualna scenografia wykonana przez Bartka Kulasa. Doskonały i absolutnie niepowtarzalny głos artystki, świetna muzyka zespołu „Kroke”, komputerowo malowane, symboliczne tło sceny i wyjątkowy klimat panujący na widowni, sprawiły, że nikt z „Romy” nie wyszedł zawiedziony.
Edyta Geppert nawiązała współpracę z krakowskim zespołem „Kroke” (w języku jidisz Kraków” 3) już lata temu. Owocem ich współpracy są dwie płyty. Grupa lepiej znana jest publiczności zagranicznej niż krajowej, od kilku lat z ogromnym powodzeniem koncertuje w Zachodniej Europie (m.in. w Hiszpanii, Anglii, Francji, Niemczech, Danii, Norwegii i Szwecji). O klasie „Kroke” świadczy fakt, że nagrał płyty z legendarnym angielskim skrzypkiem Nigelem Kennedy’m oraz Peterem Gabrielem. W skład zespołu wchodzą: Tomasz Kukurba (altówki, skrzypce, flet), Jerzy Bawol (akordeon) i Tomasz Lato (kontrabas). Skład zespołu uzupełnili: wspaniały pianista jazzowy, Krzysztof Herdzin i Tomasz Grochol na perkusji (na płycie wystąpił również gitarzysta Dariusz Grela).
Tradycyjna muzyka żydowskich uroczystości
Recital i oczywiście płyta „Śpiewam życie” to doskonały przykład muzyki klezmerskiej. Przypomnijmy. Muzyka klezmerska to tradycyjna muzyka żydowskich uroczystości w Europie Wschodniej. Grano ją podczas wesel (i innych odświętnych wydarzeń) w żydowskich wspólnotach w Rosji, Polsce, na Białorusi, Ukrainie, Węgrzech, w Mołdawii, Rumunii, krajach bałtyckich i innych. Muzyka klezmerska (w jidysz „klezmer” znaczy „muzykant”) zawitała do Stanów Zjednoczonych wraz z wielką falą żydowskiej emigracji między 1880 a 1920 rokiem.
Mieliśmy zatem wyraźne odwołania do wszystkich podstawowych form muzyki klezmerskiej: doina - rapsodyczna, kantoralna improwizacja, chosidl - rodzaj wolnego chodzonego tańca, terkish - punktowana rytmiczna forma taneczna, która dotarła do nas z Turcji przez Rumunię, stara rumuńska hora - powolny taniec w rytmie 3/8 i bulgar, czy też freylekh - taneczna melodia o narastającym tempie do tańczenia w kole i unoszenia gości na krzesłach w górę.
Edyta Geppert wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności. Zaprezentowała nam cały katalog form wykonawczych; od melorecytacji w „Pieśni I z Antygony”, poprzez komedię w „Wyjaśnieniu”, lirykę w „Gdy jedna łza”, czy w „Losie”, a także dramat w „Kamień i mgła”.
Owacje na stojąco
Muzycy dorównali wirtuozerią pani Geppert. Partia solowa w „Śpiewam życie” przywodziła na myśl grę Oscara Petersona czy Mieczysława Kosza. Z kolei wirtuozerskich solówek, jakie były udziałem Tomasza Kukurby, nie powstydziłby się Nigel Kennedy, Michał Urbaniak, czy Didier Lockwood. Unissono altówki z głosem Kukurby zabrzmiało naprawdę po mistrzowsku. Dwie godziny recitalu Edyty Geppert minęło jak krótka chwila. Za krótka. Ukoronowaniem występu był bis, który publiczność nagrodziła owacją na stojąco. Artystka zaśpiewała po raz drugi tego wieczoru „Los” – być może najlepszy utwór z płyty. Zaprezentowała go nieco inaczej niż za pierwszym razem. Taka umiejętność świadczy o największych umiejętnościach Edyty Geppert.
Rozmowa z Edytą Geppert