Facebook Google+ Twitter

Egipt: jedna rzeka, dwa morza, trzy pustynie. I duch historii, którą warto poznać

- Egipt jest jak kanapka z sałatą – mówi Abdul, nasz przewodnik. – Sałatą jest Nil, wschodnia i zachodnia pustynia to jasny chleb. „Taki jak wypiekany w tym kraju” – myślę.

Abdul - przewodnik / Fot. Ela WiejaczkaÓsma rano. Jedziemy z Hurghady do Luksoru, w którym mamy zwiedzać sławne świątynie i grobowce faraonów. Trzy autokary suną na południe. Jestem w Egipcie od zaledwie kilku dni, ale wrażeniami mogłabym obdzielić dwa tygodnie. Co pierwsze przykuło moją uwagę? Pustynia. Potem życzliwość miejscowych. Najbardziej zaskoczyło? Polska mowa. Twarze mają arabskie, rodowody arabskie i arabskie rodziny. A mówią po polsku, chociaż nigdy w mojej ojczyźnie nie byli. Pracują jako przewodnicy – jak Abdul. Albo w hotelu czy sklepie. Mówią: - Tanio, tanio, za darmo. Chcesz się targować? Wszystko zrozumieją. Ale cenę obniżą, choć i tak niewygórowana.

Po drodze Abdul niemalże płynną polszczyzną opowiada nam o kraju. Zna świetny sposób na zapamiętanie kilku podstawowych informacji: - Egipt ma jedną rzekę, dwa morza, trzy pustynie, cztery granice i pięć oaz. O przyporządkowanie nazw trzeba zatroszczyć się samemu.

Posąg Ramzesa II / Fot. Ela WiejaczkaPrzed południem jesteśmy na miejscu. Najpierw Karnak, pod każdym względem NAJ. „Najbardziej Dobrane z Miejsc” – jak głosi egipska nazwa. Z największą na Ziemi świątynią o sali kolumnowej, znajdujący się w Luksorze – zwanym największym muzeum świata na świeżym powietrzu. Cały kompleks znajduje się na liście UNESCO.

Aleją sfinksów przechodzimy pod posąg Ramzesa II, u którego stóp stoi żona Nefertari. Abdul wizualizuje stare dzieje. – Chodź, będziesz faraonem – mówi do jednego z mężczyzn. Potem dobiera mu z grupy małżonkę i dziecko, w międzyczasie opowiadając historię ich życia. Ktoś rodzi się, ktoś umiera, aktorzy wychodzą na „scenę” albo z niej znikają. Piaskowe kolumny rzucają cień, bez którego pomarlibyśmy jak papirusy wyciągnięte z wody.Karnak, sala kolumnowa / Fot. Ela Wiejaczka

Ruszamy w stronę skarabeusza. Bo skarabeusz przynosi szczęście. Ale tylko jeśli jego wielki pomnik obejdziemy siedem razy. W głowie trzymamy życzenia, bo i skąd miałby je znać kamienny żuk? W Polsce grudzień, tutaj pełnia lata, jedna z tych rzadkich chwil, kiedy osłaniam głowę kapeluszem. Wokół posągu tłum, większy niż u stóp Ramzesa. Turyści chodzą dookoła – ich głowy pochylone, usta milczące – liczą skrzętnie tryby spełniającego się marzenia. I ja ruszam.

W sklepie z papirusami / Fot. Ela WiejaczkaZ Karnaku jedziemy do sklepu z papirusowymi obrazami. Abdul podnosi zielony wiecheć i zdejmuje z niego skórkę, pokazując nam jasne wnętrze rośliny. – Z tej części produkuje się papirus – mówi. Wąskie pasma łodygi kładzie ciasno jeden obok drugiego, po czym dokłada drugą warstwę włókien w poprzek pierwszych i wałkuje – tę czynność trzeba wykonywać przez tydzień, żeby zyskać wartościowy podkład pod malunek. Na ścianach sklepu wiszą dziesiątki malowideł – większych i małych, w złocie, w barwach stonowanych albo fosforyzujących – takich, które świecą w nocy.

Czeka nas jeszcze sklep z alabastrem i świątynia Hatszepsut. Znów słyszę język polski z ust Egipcjan. – Alabaster biały, brązowy i czarny. Niedrogi, nie ciężki – lekki! – zachwalają swoje wyroby rzemieślnicy. Odgrywają scenkę, w której jedni wstają, gdy inni siadają. Pierwsi rzucają początkowe słowa zabawnej rymowanki, a drudzy ją finalizują. Nie trzeba być lingwistą, żeby poznać ofertę i cennik.Alabaster - nie ciężki! / Fot. Ela Wiejaczka

Przed świątynią Hatszepsut Abdul przystaje na moment i opowiada nam dzieje władczyni. Że panowała 22 lata. Że wyszła za brata Totmesa II. Że jej mąż zginął i wówczas ona rządziła wraz z synem. Sztuka reżyserska Abdula robi wrażenie. Jego pomysłowość. I wiedza.

Zmierzcha, kiedy wsiadamy na pokład niewielkiego statku i ruszamy poprzez wody Nilu. Jasne światła miasta kładą się na powierzchni rzeki. Kto odważny, idzie na taras, na sam szczyt łodzi. Czuć powiew nocnego już wiatru, kołysanie fal – chwilami niepokojące. W ciemności wyskakujemy na nabrzeże i wracamy do autokaru. Ponownie słuchamy słów Abdula. Mężczyzna ma na kolanach reklamówkę pełną maleńkich, alabastrowych skarabeuszy, tych na szczęście. Rzuca pytania, a za każdą dobrą odpowiedź ofiarowuje białego chrząszcza. Abdul – myślę. – Znam ten zawód, dlatego umiem docenić twój profesjonalizm.

Ciemno już i późno, powoli zbliżamy się do Hurghady. Cały dzień towarzyszyła nam policja turystyczna, ale miałam poczucie, że jest zbędna. Dyskutowałam z Adamem możliwość powrotu w pojedynkę. Takiego, kiedy będę miała czas na kontemplowanie ogromu historii Egiptu. Na zadumę w obliczu magicznych malowideł w grobowcach Ramzesa IV, IX czy Merenptaha.

Przed świątynią Hatszepsut. / Fot. Ela WiejaczkaI jeszcze jeden wniosek tego dnia: - Zmieniłam zdanie – mówię Adamowi. – Nawet jeżeli wyjazdy na egipską plażę kojarzą się z komercją, warto tu przyjechać. Trzeba nawet. Dla ducha historii, którym przesycony jest piach tej pustyni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Wszystkim ktorych interesuja zabytki Egiptu moge polecic rejs statkiem po Nilu z wieloma przystankami i zwiedzaniem kolejnych objektow. Na zakonczenie Abu Simbel, co za przezycie !
Warunki hotelowo-gastronomiczne na statku bardzo dobre, wycieczki na lad swietnie zorganizowane. Nasz egipski przewodnik ukonczyl dwa fakultety, studia jezykowe i egiptologie .
Po rejsie zostalismy jeszcze przez tydzien w Kairze aby zobaczyc piramidy, sfinksa,
wspaniale muzeum narodowe i wiele innych rzeczy. Wtedy bylo tam jeszcze spokojnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miło było przeczytać kolejną, ciekawą relację :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.