Facebook Google+ Twitter

Egzamin po polsku, czyli test na prawo jazdy

Test na prawo jazdy jest najgorszym i najtrudniejszym polskim egzaminem. Nawet matura jest łatwiejsza i mniej stresująca - taki wniosek można wyciągnąć po przysłuchaniu się opinii zdających egzamin w którymkolwiek z Trójmieskich PORDów...

fot. Express Ilustrowany/Kamil Joźwiak Zmiany w egzaminowaniu przyszłych kierowców wprowadzone w 2007 roku miały raz na zawsze załatwić problem korupcji i i spowodować, aby egzamin sprawdzał bardziej umiejętności praktyczne niż teoretyczne. Tak się rzeczywiście stało - większość manewrów jest przeprowadzana w ruchu miejskim, a w pojazdach montowane są kamery. Tylko dlaczego wszystkie te zmiany i udogodnienia wprowadzane są kosztem naszych PIENIĘDZY i naszego CZASU?

Zakładając, że ukończyliśmy kurs na prawo jazdy kategorii "B", za który musieliśmy słono zapłacić (obecnie, ceny kształtują się w przedziale 1000 - 1500 złotych) i w końcu możemy udać się do wybranego Ośrodka Ruchu Drogowego w Polsce i złożyć podanie o przystąpiene do egzaminu. Czas załatwiania tej procedury to około 20 minut, nie wliczając w to dojazdu (autobusem, bo samochodu jeszcze nie mamy).

Koszt pierwszego egzaminu to, o zgrozo, 134 złotych. Jednak jeszcze przed wejściem na teren ośrodka widać już, że nasze pieniądze nie idą na marne. Ogromny teren, parking na kilkadziesiąt samochodów, recepcja, w pełni skomputeryzowane sale, piękne podłogi i oczywiście - nowe samochody, za które też ktoś musiał zapłacić.

Za ten luksus, każdy płaci tyle samo - niezależnie od tego czy "polegnie" na teorii i nawet nie zobaczy samochodu, którym miał jechać czy też popełni błędy w 39 minucie swojego egzaminu, gdzieś w mieście...

Wróćmy jednak do zapisów... Po zapłaceniu, nazwijmy to "wpisowego" dowiadujemy się o terminie egzaminu. Teoretycznie, termin ten nie może być dłuzszy niż 30 dni od chwili złożenia podania. Praktycznie, jest to często 50 dni. Łatwo sobie wyobrazić, że po takim czasie, z lekcji jazdy mogło nam sporo uciec... wykupujemy więc kolejne godziny, tóż przed egzaminem.

Koszt jednej godziny to okolo 30 - 50 złotych (w zależności od miasta i szkoły). Średnio, aby podejść do pierwszego egzaminu potrzebujemy około 1400 - 1500 złotych. Nieliczni szczęśliwcy zdają ten egzamin za pierwszym razem... inni jeszcze przed rozpoczęciem wykupują kolejny termin. Tak aby było szybciej...

To jednak nie koniec opłat. Za odbiór prawa jazdy też trzeba płacić. A jakże! Zastanawia mnie, jak dużo kosztuje druk na kawałku plastiku wraz z wysyłką. Cóż, jakkolwiek byśmy nie liczyli, koszt to około 75 złotych.

Warto jeszcze wspomnieć o przebiegu samego egzaminu. Po wyczekaniu swojego miesiąca w kolejce otrzymujemy prawo do stania w jeszcze jednej kolejce, tym razem do samochodu... Szczęściarze czekają tylko kilkanaście minut. Pechowcy ponad godzinę, niekiedy tylko po to, aby oblać po trzech minutkach.

Bo wystarczy zapomnieć o światłach, pasach, albo o hamulcu ręcznym i nie wyjedziemy z terenu ośrodka egzaminacyjnego. W tym momencie nadchodzi czas na kolejne kolejki, kolejne wydatki i kolejną stratę czasu... Znowu. A wszystko po to, żeby usłyszeć "wynik negatywny".

Ile razy można? To już zależy tylko od nas... Niczym Don Kichot z wiatrakami, walczymy bezskutecznie z egzaminacyjną rzeczywistością. Wszyscy przeciwko nam, wszyscy chcą na nas zarobić... Byle więcej.

Egzamin na prawo jazdy jest w Polsce prawdziwym fenomenem. Niemal co roku zmieniają się przepisy (tak będzie i w tym roku). Każdy kolejny rząd obiecuje załatwienie tego problemu. Czy jednak nikt nie wpadł na to, żeby zerknąć za granicę i tam poszukać skutecznego rozwiązania? Czy tutaj już nikt nie potrafi pomyśleć? Pytam więc, DLACZEGO ?!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • A Z
  • 29.10.2006 15:13

26.10 zdałam egzamin na prawo jazdy i muszę przyznać że egzaminator na którego trafiłam obalił wszelkie mity jakie słyszałam o tych osobach !!! Dwa wcześniejsze egzaminy oczywiście oblałam, strach paraliżował mnie już na sam widok skrzywionych min egzaminatorów. Ja mam wrażenie że niektórzy wprost napawają się ludzkim strachem . Egzaminator na którego trafiłam był przede wszystkim uśmiechnięty i życzliwy , powiedział żebym się nie denerwowała bo przecież nie robię nic innego poza tym co będę robiła na codzień po tym egzaminie.Zdałam, bo nie trzęsłam się ze strachu tak jak wcześniej gdy siedział koło mnie jakiś wredny dziad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Heh, również mam niedługo egzamin, podejście drugie. Właśnie to skłoniło mnie do napisania tego artykuliku. Oby tym razem było lepiej ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.10.2006 16:50

Problem tkwi także w tym, że osoby odpowiedzialne za taki stan rzeczy są zapewne dumne z wysokiej "oblewalności" egzaminu. Wychodzą bowiem z założenia, że im trudniejszy egzamin tym mniej niebezpiecznych kierowców na drogach. Ale czy kandydat na kierowcę, który obleje egzamin za zbyt WOLNĄ jazdę (bo i to przecież często się zdarza) jest niebezpieczny?

Tak przy okazji: "tóż przed egzaminem" :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.