
Ekolodzy twierdzą, że doszło już do skażenia podziemnych wód, a sytuacja pogarsza się z dnia na dzień.
- Według CTL wysypano tam już 2 mln ton odpadów. My uważamy, że dużo więcej. To nie rekultywacja, tylko potworna degradacja środowiska! Jeśli władze tego nie zastopują, w najbliższych latach trafią tam następne dziesiątki milionów ton odpadów. Kiedy to zostanie zalane wodą, zanieczyszczenia przedostaną się do podziemnego jeziora. Będzie katastrofa - mówi Włodzimierz Wieczorek, prezes Związku Stowarzyszeń Zielony Ring Przemszy.
Zarząd CTL i władze Sosnowca zapewniają, że zagrożenia nie ma. - Nie przekraczamy standardów ochrony środowiska. Potwierdzają to specjaliści z Uniwersytetu Śląskiego. Monitorujemy sytuację i sami jesteśmy stale kontrolowani - mówi Sławomir Rzepecki, specjalista od ekologii w CTL.
Witold Mucha, geodeta powiatowy w Sosnowcu, uspokaja, że przed zalaniem składowisko zostanie uszczelnione specjalnym materiałem. Głębokość zbiornika ma wynosić 10 metrów. Na razie wielki dół ma 30 m głębokości, więc CTL zamierza tę różnicę zniwelować odpadami - głównie z kopalni, jak twierdzą przedstawiciele firmy, nieszkodliwymi dla środowiska.
- To po prostu skały płonne, odpad po wydobyciu węgla - mówi Rzepecki.
- Nieprawda, to bardzo niebezpieczne odpady, zawierające wiele toksycznych związków. Ekspertyzy dające CTL argumenty zostały wykonane na ich zlecenie. Nie są obiektywne - twierdzi Stefan Piętka, wiceprezes Ringu Przemszy. Jemu i innym członkom związku marzy się stworzenie sieci jezior wzdłuż Białej Przemszy. W Sosnowcu można byłoby wtedy zorganizować za unijne pieniądze centrum nurkowe, ośrodek żeglarski, narciarstwa wodnego, a także usypać piękne plaże.
- Tymczasem mamy do czynienia z jednym wielkim nadużyciem. Urzędnicy wydali decyzje i zezwolenia dla CTL niezgodnie z prawem. Ludzie będą pływać w skażonych wodach - mówi Piętka.
Ring Przemszy złożył doniesienie do sosnowieckiej prokuratury, ale ta sprawę umorzyła. Ekolodzy odwołali się i czekają na odpowiedź.