Pozycja materiału w rankingach:
Czy globalne ocieplenie to rzeczywisty problem, czy tylko sposób, aby zarobić duże pieniądze? Otóż wbrew temu, co próbuje się nam wmówić klimat naszej planety od 2002 roku ochładza się, a nie ociepla! Jak zatem naprawdę wyglądają zmiany klimatyczne na Ziemi?
- Ekologiczni fanatycy wykorzystują hasła ochrony środowiska, by nas kontrolować, by rządzić światem, wpływać na nasze życie w sposób, który jest absolutnie nie do przyjęcia dla wolnych ludzi. Trzeba zniszczyć histerię wokół tej ideologii – stwierdził w jednym z wywiadów udzielonych "Rzeczpospolitej" Vaclav Klaus, prezydent Czech.Zobacz także:
Artykuły
(17)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.69)
Wiek: 62 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 12.03.2009 23:56
Wielce Szanowni dyskutanci o ile znam życie to nikt nikogo nie przekona do zmiany poglądów na przeciwne za pomocą takiej dysputy. Pozostaje nam tylko jedno nie narzucać swoich poglądów innym siłą.
Od razu mówię że w takim przypadku bardzo szybko skończą mi się zahamowania etyczne i i jak ktoś w siłowym narzucaniu swojego poglądu przesadzi w tym zmuszając mnie do płacenia za ratowanie przed czymś czego nie ma, bardzo szybko przekona się że sam przyczyni się do tego "ratowania" zaprzestając na stałe emisji CO2 ze swoich dróg oddechowych. Dla tych co nie zrozumieli zaprzestanie oddychać a w przypadku naszego gatunku oznacza to tylko tyle że przestanie żyć. Dla tych którzy dostrzegli w moich słowach groźbę karalną uprzedzam że to nie groźba ale ostrzeżenie warunkowe jak najbardziej prawnie dopuszczlne. Wystarczy się ode mnie i od ludzi mających podobne zdanie odczepić a już ma się szansę graniczącą z pewnością że z tego powodu z mojej strony nie grozi osobom o odmiennym zdaniu nic złego.
Autor usunął profil 12.03.2009 23:41
Szanowna Marto_W widać czytanie ze zrozumieniem nie jest Twoją najmocniejszą stroną gdyż przeczytawszy regulamin niniejszego serwisu wiedziałabyś iż nikt nie musiał tego "puszczać" :)
a tak przy okazji nie wyglądasz (na zdjęciu bo datę urodzin dyskretnie ukrywasz) na osobę która może pamiętać cenzurę a już na pewno na taką która mogła mieć z cenzury jakieś korzyści więc skąd takie ciągoty ?
Autor usunął profil 12.03.2009 23:33
Bardzo duży PLUS za niesienie kaganka oświaty wśród ogłupianego za olbrzymie pieniądze tłumu.
Bandytyzm ogłupiających jest tylko dlatego możliwy że wraz z ogłupianiem płynie rzeka pieniędzy na "badania" "naukowe" mające udowodnić konieczność zagrabienia jeszcze większej kasy na "ratowanie" ziemi przed globalnym "ociepleniem" .
Co ciekawe i jeszcze niektórzy być może pamiętają jak 20 lat temu straszono nas nawrotem zlodowacenia ziemi.
Neratin Ceka 08.09.2008 00:40
A mnie nie pozostaje nic innego, jak załamać ręce. Nie ma pan pojęcia o nauce, o procesie konstrukcji i falsyfikacji teorii naukowych. Teorię ewolucji też pan odrzuca, bo "to tylko teoria"?
Zacznij pan od podstaw:
http://en.wikipedia.org/wiki/Hypothesis
http://en.wikipedia.org/wiki/Theory
http://en.wikipedia.org/wiki/Scientific_method
Nie będę panu gratulować, bo nie ma czego. I w sumie nie wiem co jest gorsze: pańska ignorancja, czy też to, że nie przeszkadza panu ona w wypowiadaniu się na tematy o których nie ma pan zielonego pojęcia.
Marcin Ganclerz 07.09.2008 18:34
"W nauce nigdy nie ma "stuprocentowej pewności". Są tylko hipotezy i teorie, które podlegają bezustannej weryfikacji."
Dziwi mnie, ze tak pan sie napracowal, zeby ustosunkowac sie do mojego artylulu i swoim ostatnim zdaniem tak naprawde podwazyl pan sens wlasnych dociekan. Jesli uwaza pan, ze wszystko co zostalo przez pana napisane to tylko hipotezy i wcale nie ma pewnosci, czy to prawda. Dziwi mnie zatem, czemu tak zaciekle broni pan swoich racji? Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulowac.
Neratin Ceka 07.09.2008 14:49
"Jesli zas chodzi o prof. Jaworowskiego to nie na miejscu jest argument, ze nie ma on prawa pisac o zmianach klimatu, bo jest radiologiem. Jak duze znaczenie ma dla zmian kliamtycznych promieniowanie sloneczne tudziez wplyw promieniowania kosmicznego powinien pan wiedziec."
1. Po pierwsze, nie twierdzę że Jaworowski "nie ma prawa" pisać o zmianach klimatu. Mamy wolność słowa, choć Jaworowski tej wolności nadużywa. Dziwi mnie natomiast ta ślepa wiara, z jaką przyjmuje się jego (niespecjalisty) twierdzenia, przy jednoczesnym odrzucaniu twierdzeń 99% specjalistów. To tak jakby w sprawach nowotworu konsultował się z hydraulikiem (bo jego ciotka miała kiedyś raka), a nie z onkologami.
2. Nawet gdyby promieniowanie kosmiczne miało decydujący wpływ na klimat Ziemi (a nie ma), to nie oznacza że lekarz-radiolog, który nigdy nie zajmował się astro- i heliofizyką, ma o nim jakiekolwiek pojęcie.
3. Teoria Friis-Christensena wyjaśniająca obserwowane ocieplenie zmianami aktywności słonecznej była dobra kilkanaście lat temu - potem okazało się, że jej autorzy popełnili proste błędy arytmetyczne, a szukana korelacja z upływem lat zupełnie się zgubiła.
Damon P.E., Laut P. "Pattern of Strange Errors Plagues Solar Activity and Terrestrial Climate Data", Eos,Vol. 85, No. 39, 28 September 2004
http://stephenschneider.stanford.edu/Publications/PDF_Papers/DamonLaut2004.pdf
W dodatku, w miare jak przybywało danych obserwacyjnych (mamy satelity monitorujące wahania promieniowania słonecznego z dużą dokładnością) jasne się stało, że obserwowanego ocieplenia nie da się wyjaśnić w ten sposób:
P. Foukal, C. Fröhlich, H. Spruit, T. M. L. Wigley, "Variations in solar luminosity and their effect on the Earth's climate"
http://www.nature.com/nature/journal/v443/n7108/abs/nature05072.html
Kiedy teorii Christensena nie dało się już obronić (choć np. w "The Great Global Warming Swinde" wciąż się ona pojawia), wraz ze Svensmarkiem dorzucił kolejny element -- promieniowanie kosmiczne. Tutaj jednak także korelacja zgubiła się po 1994 roku (choć Svensmark usiłował ją odzyskać "kalibrując" odpowiednio dane z satelitów). Krótkie omówienie ma pan tutaj:
http://www.skepticalscience.com/cosmic-rays-and-global-warming.htm
Dłuższe u Lauta ("Solar activity and terrestrial climate: an analysis of some purported correlations")
http://stephenschneider.stanford.edu/Publications/PDF_Papers/Laut2003.pdf
4. Link, który mi tutaj pan zapodaje, to tekst napisany na podstawie artykułu Jaworowskiego -- proszę staranniej dobierać sobie źródła naukowe.
Czyli, w skrócie: hipoteza wyjaśniająca XX-wieczne ocieplenie klimatu zmianami aktywności słonecznej jest w najlepszym wypadku interesującą spekulacją, której mechanizm fizyczny jak dotąd nie znajduje potwierdzenia eksperymentalnego.
"Ponadto zwolennicy globalnego ocieplenia krytykuja prof. Jaworowksiego a nie biora pod uwage, ze glowny orendownik walki ze zmianami klimatu, czyli Al Gore jest z wyksztlacenia dziennikarzem i zajmuje sie polityka, naukowego wyksztalcenia w tym kierunku nie posiada."
Prawdą jest, że zarówno Z. Jaworowski (czy F. Dyson i inni "sceptycy"), jak i Al Gore komunikują się bezpośrednio z opinią publiczną. Różnica polega na tym, że prof. Jaworowski robi za "naukowca", którego badania rzekomo podważają ustalenia klimatologów, natomiast nikt nie twierdzi że Al Gore jest kimś innym niż popularyzatorem i politykiem.
No i oczywiście pomija pan niewygodny fakt, że "głównymi orędownikami walki ze zmianami klimatu" są sami naukowcy, np. autorzy raportów IPCC czy publikacji będących ich podstawą.
"Nie przeszkadza to jednak przyznac mu Pokojwoej Nagrody Nobla za walke z globalnym ociepleniem."
Bo to POKOJOWA nagroda Nobla, a nie nagroda Nobla z fizyki czy chemii. Nie przyznaje się jej za osiągnięcia naukowe, tylko polityczne.
"Prawda jest taka, ze Gore probuje zbic na wznioslych haslach polityczny kapital."
O to można oskarżyć każdego, kto piętnuje głupotę i antynaukową postawę Republikanów, którzy już we wczesnych latach osiemdziesiątych ustawili się w opozycji do ustaleń ich własnych (tj. amerykańskich, federalnych) ośrodków naukowych.
"Koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze jest mała i wynosi około 0,038%."
Słońce na nieboskłonie zajmuje mniej niż 0.01% powierzchni - a pomimo tego trudno lekceważyć jego wpływ, prawda?
Większość naszej atmosfery NIE stanowią gazy cieplarniane, więc jak chce pan porównywać znaczenie poszczególnych składników, proszę robić to rzetelnie.
"Średnio rocznie człowiek produkuje znacznie mniej CO2 niż wulkany."
Ktoś pana wprowadził w błąd. Roczna emisja wulkaniczna to około 1% produkcji przemysłowej: jakieś 200 mln ton CO2 w porównaniu do obecnych 30 mld ton emitowanych przez naszą cywiliację. Nawet duże erupcje (których zdarza się kilka na stulecie) stanowią ułamek rocznej produkcji CO2, co więcej paradoksulnie powodują SPADEK stężenia CO2, a nie jego wzrost (tzw. "efekt Pinatubo").
http://www.sciencemag.org/cgi/content/abstract/296/5573/1687
http://cdiac.ornl.gov/
"To znaczy, że wpływ człowieka na klimat poprzez produkcję dwutlenku węgla nie jest istotny."
Wręcz przeciwnie.
"Nie wiem, gdzie spotkal sie Pan z 9% wplywem dwutl;enku wegla na zmiany temperatury, ale to jakas niedorzecznosc."
Np. tutaj:
Collins, W.D., et al., "Radiative forcing by well-mixed greenhouse gases: Estimates from climate models in the IPCC AR4.", J. Geophys. Res., 111.
To, że pan tego nie pojmuje, nie oznacza że to jest niedorzeczność. Na szczęście dla pana, są to informacje łatwo dostępne, może się pan więc dokształcić.
"Dobrze, protokol z Kioto mowi o innych gazach, ale jaki jest ich wplyw? Zupelnie nieistotny."
W sumie stanowią połowę tego, co antropogeniczny CO2.
"Glownym problemem dla wszystkich badaczy jest dwutlenek wegla i to na nim skupia sie cala uwaga, wiec prosze nie odwracac kota ogonem."
Jeszcze raz: głównym problemem jest ditlenek węgla, ale nie oznacza to, że na nim skupia się CAŁA uwaga. Jeśli twierdzi pan inaczej, to po prostu pan kłamie.
"Natomiast para wodna stanowi około 95% wszystkich gazów cieplarnianych i jest najważniejszym składnikiem kontrolującym temperaturę Ziemi poprzez tworzenie się chmur i odbiciem dochodzącego promieniowania słonecznego przez chmury."
Tyle że stężenie pary wodnej jest przy danej temperaturze stałe, a jej cząsteczki są usuwane z atmosfery w cyklu tygodniowym. Natomiast my pompujemy do atmosfery 30 mld ton CO2 rocznie, który pozostanie tam przez dziesiątki lat, a nawet dłużej jeśli wziąć pod uwagę odgazowujące się oceany i deforestację. Dlatego DYNAMIKA zmian stężenia ditlenku węgla ma o wiele większe znaczenie od pary wodnej.
"Jesli zas chodzi o argument, ze Jaworowksi nie pisze o konsekwencjach duzego stezenia dwutlenku wegla miliony lat temu to przede wszytskim ma on na mysli, ze bylo ono tak duze bez ingerencji czlowieka, co przeczy gloszonej swietej prawdzie o tym, ze winny jest czlowiek."
Zgodnie z tą samą logiką, fakt że ludzie chorowali na raka płuc przed wynalezieniem papierosów przeczy głoszonej świętej prawdzie o tym, że palenie papierosów powoduje raka.
Czy naprawdę tak trudno zrozumieć że jedno zjawisko - zmiana klimatu czy zmiana stężenia ditlenku węgla może mieć wiele przyczyn? Że w przeszłości geologicznej Ziemi zdarzały się okresy, gdy nasza planeta była bardziej aktywna wulkanicznie?
"Zreszta o tym, ze przeciwnicy globalnego ocieplenia sa na Zachodzie uciszani za niepopularne hasla pojawil sie rok temu artykul w Rzeczpospolitej (niestety nie mam juz tej gazety w domu, a w wydaniu internetowym nie ma tego artykulu)."
"Uciszani"? Ciekawe dlaczego w takim razie tak ogromną popularnością cieszył się "The Great Global Warming Swindle"? Dlaczego przeciwnicy globalnego ocieplenia mieli wsparcie ze strony administracji George'a Busha?
"Poza tym, czemu nie mowi sie o wycinaniu lasow, ktore pochlaniaja dwutlenek wegla, czemu nikt nie mowi o niszczeniu systemow irygacyjnych?"
"Nie mówi się"? Cały rozdział siódmy części pierwszej ostatniego raportu IPCC (ponad 500 stron) poświęcony jest sprzężeniom pomiędzy ekosystemami Ziemi a klimatem, w szczególności deforestacji.
"Poza tym moze warto zwrocic uwage na zalety globalnego oceplenia? Zwieksza sie uprwy w rejonach do tej pory zbyt zimnych, a gzdie sa dobre gleby. Mozna bedzie wydobywac surowce w miejscach dotad niedostepnych. Mniej zaplacimy za ogrzewanie."
Zawsze bawi mnie ta schizofrenia poznawcza. Globalnego ocieplenia nie ma, a jeśli jest, to nie odpowiada za niego człowiek, a jeśli odpowiada, to i tak będzie ono miało dobroczynne skutki, więc należy dorzucić jeszcze do pieca.
Proszę zrozumieć jedno: nie jesteśmy w stanie, jako cywilizacja, przystosować się do zmiany klimatu w ciągu jednego stulecia, bez ponoszenia ogromnych kosztów. Niech pan popatrzy chociażby co tegoroczny sezon cyklonów tropikalnych zrobił z Luizjaną - a będzie jeszcze gorzej (na co wskazują np. badania opublikowane w najnowszym "Nature", http://www.nature.com/nature/journal/v455/n7209/full/nature07234.html ), i za kilkadziesiąt lat region ten będzie praktycznie niemożliwy do zamieszkania.
Cieszy się pan ze zmniejszonych rachunków za ogrzewanie? Gdy zobaczy pan rachunki za klimatyzację (która termodynamicznie o wiele kosztowniejsza), przestanie się panu to opłacać.
"Warto tez zwrocic uwage na fakt,ze ilość dwutlenku węgla wzrasta lub zmniejsza się z zależności od temperatury a nie odwrotnie - ponieważ oceany absorbują dwutlenek węgla kiedy są zimniejsze i wydzielają dwutlenek węgla kiedy są cieplejsze. Ponieważ oceany pokrywają olbrzymie obszary Ziemi zmiany temperatury w oceanie są bardzo wolne (okres dziesięcioleci lub stuleci). Pomiary rdzeni lodowych na stacji Vostok i w innych miejscach pokazują, że poziomu dwutlenku węgla wzrasta 800 lat po zmianie temperatury."
Zgadza się. Dlatego właśnie ograniczenie emisji CO2 jest konieczne TERAZ, bo kiedy spowodowane przez nas ocieplenie zainicjuje odgazowanie oceanów, możemy pożegnać się z Ziemią jaką znamy (np. posiadającą permamentne czapy polarne).
"A na koniec przytocze zdania z artykulu Michala Kleibera: Globalne zmiany klimatyczne są faktem – potwierdzają je wszystkie dostępne wyniki badań. Dominującą przyczyną zmian są albo naturalne zjawiska występujące w przestrzeni kosmicznej (tak sądzi pewna grupa badaczy), albo niszczycielska działalność człowieka – to opinia innych (większości?) znawców przedmiotu."
Prof. Kleiber albo nie zna, albo celowo przeinacza wyniki badań dotyczących globalnego ocieplenia, stawiając na pierwszym miejscu "pewną grupę badaczy", której poglądy stoją w sprzeczności z poglądami ogromnej większości specjalistów.
http://en.wikipedia.org/wiki/Scientific_opinion_on_climate_change
Zresztą wcale mnie to nie dziwi - Kleiber dalej powołuje się na Lomborga, który do prawdy ma podejście równie swobodne, co Jaworowski.
http://www.lomborg-errors.dk/
"Zatem jedyne co mozna stwierdzic ze stuprocentowa pewnoscia to fakt, ze klimat sie zmienia. A wiekszosc badan i cala otoczka ekologii to w rzeczywistosci bardzo dobry biznes, biznes dla naukowcow, politykow, organizacji ekologicznych, roznego rodzaju firm itd."
W nauce nigdy nie ma "stuprocentowej pewności". Są tylko hipotezy i teorie, które podlegają bezustannej weryfikacji.
Marcin Ganclerz 06.09.2008 20:43
Zatem odpowiadam panu zgodnie z obietnica.
Najpierw pragne zaznaczyc, iz nic nie wiem o moim artykule, ktory moglbym pan komentowac na wykopie z dwoch powodow: do niedawna nie wiedzialem czym jest wykop, a po drugie nic tam nigdy nie zamieszczalem.
Jesli zas chodzi o prof. Jaworowskiego to nie na miejscu jest argument, ze nie ma on prawa pisac o zmianach klimatu, bo jest radiologiem. Jak duze znaczenie ma dla zmian kliamtycznych promieniowanie sloneczne tudziez wplyw promieniowania kosmicznego powinien pan wiedziec.
http://www.if.pwr.wroc.pl/~wsalejda/klimatx.pdf
Ponadto zwolennicy globalnego ocieplenia krytykuja prof. Jaworowksiego a nie biora pod uwage, ze glowny orendownik walki ze zmianami klimatu, czyli Al Gore jest z wyksztlacenia dziennikarzem i zajmuje sie polityka, naukowego wyksztalcenia w tym kierunku nie posiada. Nie przeszkadza to jednak przyznac mu Pokojwoej Nagrody Nobla za walke z globalnym ociepleniem. Prawda jest taka, ze Gore probuje zbic na wznioslych haslach polityczny kapital.
Koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze jest mała i wynosi około 0,038%. Średnio rocznie człowiek produkuje znacznie mniej CO2 niż wulkany. To znaczy, że wpływ człowieka na klimat poprzez produkcję dwutlenku węgla nie jest istotny. Poza tym wulkanu wybuchają również dzisiaj, np. w Etiopii.
http://afryka.org/index.php?showNewsPlus=1525
Nie wiem, gdzie spotkal sie Pan z 9% wplywem dwutl;enku wegla na zmiany temperatury, ale to jakas niedorzecznosc.
Dobrze, protokol z Kioto mowi o innych gazach, ale jaki jest ich wplyw? Zupelnie nieistotny. Glownym problemem dla wszystkich badaczy jest dwutlenek wegla i to na nim skupia sie cala uwaga, wiec prosze nie odwracac kota ogonem. Natomiast para wodna stanowi około 95% wszystkich gazów cieplarnianych i jest najważniejszym składnikiem kontrolującym temperaturę Ziemi poprzez tworzenie się chmur i odbiciem dochodzącego promieniowania słonecznego przez chmury.
Jesli zas chodzi o argument, ze Jaworowksi nie pisze o konsekwencjach duzego stezenia dwutlenku wegla miliony lat temu to przede wszytskim ma on na mysli, ze bylo ono tak duze bez ingerencji czlowieka, co przeczy gloszonej swietej prawdzie o tym, ze winny jest czlowiek. Zreszta o tym, ze przeciwnicy globalnego ocieplenia sa na Zachodzie uciszani za niepopularne hasla pojawil sie rok temu artykul w Rzeczpospolitej (niestety nie mam juz tej gazety w domu, a w wydaniu internetowym nie ma tego artykulu).
Poza tym, czemu nie mowi sie o wycinaniu lasow, ktore pochlaniaja dwutlenek wegla, czemu nikt nie mowi o niszczeniu systemow irygacyjnych? Poza tym moze warto zwrocic uwage na zalety globalnego oceplenia? Zwieksza sie uprwy w rejonach do tej pory zbyt zimnych, a gzdie sa dobre gleby. Mozna bedzie wydobywac surowce w miejscach dotad niedostepnych. Mniej zaplacimy za ogrzewanie.
Warto tez zwrocic uwage na fakt,ze ilość dwutlenku węgla wzrasta lub zmniejsza się z zależności od temperatury a nie odwrotnie - ponieważ oceany absorbują dwutlenek węgla kiedy są zimniejsze i wydzielają dwutlenek węgla kiedy są cieplejsze. Ponieważ oceany pokrywają olbrzymie obszary Ziemi zmiany temperatury w oceanie są bardzo wolne (okres dziesięcioleci lub stuleci). Pomiary rdzeni lodowych na stacji Vostok i w innych miejscach pokazują, że poziomu dwutlenku węgla wzrasta 800 lat po zmianie temperatury.
A na koniec przytocze zdania z artykulu Michala Kleibera: Globalne zmiany klimatyczne są faktem – potwierdzają je wszystkie dostępne wyniki badań. Dominującą przyczyną zmian są albo naturalne zjawiska występujące w przestrzeni kosmicznej (tak sądzi pewna grupa badaczy), albo niszczycielska działalność człowieka – to opinia innych (większości?) znawców przedmiotu.
Zatem jedyne co mozna stwierdzic ze stuprocentowa pewnoscia to fakt, ze klimat sie zmienia. A wiekszosc badan i cala otoczka ekologii to w rzeczywistosci bardzo dobry biznes, biznes dla naukowcow, politykow, organizacji ekologicznych, roznego rodzaju firm itd.
Neratin Ceka 04.09.2008 18:36
"Odniose sie do panskich zarzutow, prosze byc cierpliwym."
Czekam zatem.
"W tej debacie uczestniczą dwie grupy ludzi. Zdecydowaną mniejszość stanowią naukowcy, którzy poszukują racjonalnych dowodów na stawiane przez siebie tezy. Oprócz nich istnieją wyznawcy religii ochrony środowiska (environmentalism) – ekolodzy, moraliści, przepowiadacze przyszłości itd., którzy w zasadzie nie mają pojęcia, o czym mówią, ale za to głęboko wierzą, że mają rację. Uznają za niepodważalne dogmaty głoszone przez większość uczestników tej debaty: że ocieplenie klimatyczne jest złe, że główną winę za zmiany klimatu ponosi człowiek i że jeśli nie podejmiemy natychmiast kroków zaradczych, nastąpi zagłada cywilizacji. Oczywiście podział, o którym mówię, nie jest jednoznaczny. Są na przykład naukowcy, którzy wyznają religię ochrony środowiska, co czasem uniemożliwia im obiektywną ocenę wyników własnych badań. Nie twierdzę, że kwestia ocieplenia klimatu nie ma wymiaru moralnego czy cywilizacyjnego. Oczywiście, że ma. Tylko religii, zwłaszcza w jej wydaniu tak bardzo zaangażowanym, nie należy mieszać z nauką. To są oddzielne sfery."
Zabawne. Identycznie argumentują kreacjoniści - wmawiają opinii publicznej, że w debacie uczestniczą dwie grupy ludzi: zdecydowaną mniejszość stanowią "naukowcy" tacy jak Behe, którzy poszukują "racjonalnych" dowodów na istnienie Inteligentnego Stwórcy, a oprócz nich istnieją "wyznawcy" religii ewolucjonizmu, którzy w zasadzie nie mają pojęcia, o czym mówią, ale za to głęboko wierzą, że mają rację, uznają za niepodważalne dogmaty głoszone przez większość uczestników tej debaty (że człowiek pochodzi od małpy, itd).
W obu przypadkach taka dychotomia jest fałszywa, i widać to chociażby po tym, z kim rozmawia Dyson. Nie dyskutuje przecież z naukowcami, specjalistami od badań klimatu, nie pisze polemik do "Nature", "Science" czy PNAS, w których udowadniałby, że całe środowisko klimatologów się myli. Rozmawia z dziennikarzem i komunikuje się bezpośrednio z opinią publiczną. Dlaczego? Bo opinia publiczna nie jest w stanie (jak widać chociażby po pańskim przypadku) ocenić, czy to co mówi jest prawdą; a nawet jeśli odkryje, że jest okłamywana, szybko o tym zapomni (w przeciwieństwie do środowiska naukowego).
Dysonowi i jemu podobnym udało się wmówić opinii publicznej, że to "wyznawcy religii ochrony środowiska" wymyślili globalne ocieplenie, gdy tymczasem "prawdziwi naukowcy" odnoszą się do tej teorii sceptycznie. Tymczasem zjawisko to zostało zdefiniowane i określone jako groźne już w latach siedemdziesiątych, dzięki pracom takich ludzi jak przyjaciel Dysona, Syukuro Manabe.
No ale według Dysona każdy naukowiec który uznaje teorię antropogenicznego globalnego ocieplenia za słuszną z definicji nie jest w stanie obiektywnie ocenić wyników własnych badań. W przeciwieństwie do samego Dysona, który takich badań nie przeprowadzał... ciekawe więc, skąd jego głęboka wiara, że to on ma rację?
"Przede wszystkim uważam, że twierdzenie, jakoby ocieplenie klimatu było obecnie największym zagrożeniem dla ludzkości, jest po prostu nonsensem. Setki milionów ludzi na całym świecie nie mają wody pitnej, nie mogą korzystać z edukacji, podstawowej opieki zdrowotnej. Twierdzenie w tej sytuacji, że najważniejszym zadaniem człowieka jest powstrzymanie ocieplania Ziemi i przeznaczanie miliardów dolarów właśnie na ten cel, jest pozbawione sensu."
I mówi to ten sam człowiek, który pół wieku temu był zwolennikiem agresywnej eksploracji Układu Słonecznego i wydawania miliardów dolarów na ten cel, chociaż z wodą pitną, edukacją i podstawową opieką zdrowotną nie było wtedy dużo lepiej? Śmierdzi to hipokryzją. Tym bardziej, że takie zagrożenia jak brak wody pitnej w najgęściej zaludnionych rejonach Ziemi będzie się pogłębiał w miarę wzrostu temperatur.
"No i moge odniesc nieodparte wrazenie, ze pan idealnie wpisuje sie w wyznawcow religii gloszacej potrzebe ochrony srodowiska."
Mam nieodparte wrażenie, że nie stać pana na nic więcej niż argumenty ad hominem.
Marcin Ganclerz 04.09.2008 13:31
Odniose sie do panskich zarzutow, prosze byc cierpliwym. A w tym wywiadzie przede wszystkim chodzilo mi o zdanie:
"W tej debacie uczestniczą dwie grupy ludzi. Zdecydowaną mniejszość stanowią naukowcy, którzy poszukują racjonalnych dowodów na stawiane przez siebie tezy. Oprócz nich istnieją wyznawcy religii ochrony środowiska (environmentalism) – ekolodzy, moraliści, przepowiadacze przyszłości itd., którzy w zasadzie nie mają pojęcia, o czym mówią, ale za to głęboko wierzą, że mają rację. Uznają za niepodważalne dogmaty głoszone przez większość uczestników tej debaty: że ocieplenie klimatyczne jest złe, że główną winę za zmiany klimatu ponosi człowiek i że jeśli nie podejmiemy natychmiast kroków zaradczych, nastąpi zagłada cywilizacji. Oczywiście podział, o którym mówię, nie jest jednoznaczny. Są na przykład naukowcy, którzy wyznają religię ochrony środowiska, co czasem uniemożliwia im obiektywną ocenę wyników własnych badań. Nie twierdzę, że kwestia ocieplenia klimatu nie ma wymiaru moralnego czy cywilizacyjnego. Oczywiście, że ma. Tylko religii, zwłaszcza w jej wydaniu tak bardzo zaangażowanym, nie należy mieszać z nauką. To są oddzielne sfery."
jak rowniez o to stwierdzenie:
" Przede wszystkim uważam, że twierdzenie, jakoby ocieplenie klimatu było obecnie największym zagrożeniem dla ludzkości, jest po prostu nonsensem. Setki milionów ludzi na całym świecie nie mają wody pitnej, nie mogą korzystać z edukacji, podstawowej opieki zdrowotnej. Twierdzenie w tej sytuacji, że najważniejszym zadaniem człowieka jest powstrzymanie ocieplania Ziemi i przeznaczanie miliardów dolarów właśnie na ten cel, jest pozbawione sensu."
No i moge odniesc nieodparte wrazenie, ze pan idealnie wpisuje sie w wyznawcow religii gloszacej potrzebe ochrony srodowiska.
Neratin Ceka 04.09.2008 13:08
Widzę, że zamiast odnieść się do moich zarzutów, woli pan cytować kolejne nonsensy. Ale niech już będzie.
0. Zbigniew Jaworowski, na którego powoływał się pan na początku, nie wierzy, by to ditlenek węgla odpowiedzialny był za wzrost temperatur. Freeman Dyson wierzy w to, za to kwestionuje szkodliwość globalnego ocieplenia i sposób walki z nim. Więc niech mi pan powie - kogo chce pan słuchać? Obaj nie mogą mieć racji.
1. Freeman Dyson, choć zasłużony jako fizyk, nigdy nie zajmował się badaniami klimatu. I jak widać z jego wypowiedzi nie ma o nich pojęcia.
2. Teza, że "generalnie ocieplenie klimatu jest dobre dla człowieka i większości gatunków" jest bzdurna. Owszem, są obszary które na tym w krótkiej perspektywie skorzystają (jak Sahara, gdzie zwiększy się ilość opadów), ale tam gdzie mieszka najwięcej ludzi (np. Indie, Bangladesz, wschodnie wybrzeże USA, itd) będzie prawie wyłącznie gorzej.
3. Porównywanie sytuacji sprzed 6 tys. lat do obecnej w kontekście zysków i strat jest absurdalne - gęstość zaludnienia była wtedy o całe rzędy wielkości niższa, poza tym to co wtedy wydawało się tylko "naturalną" niedogodnością (np. śmierć głodowa najmłodszych dzieci wywołana kiepskimi zbiorami) dzisiaj byłoby ogromną katastrofą.
4. "Większość gatunków" nie przeżyje gwałtownej zmiany klimatu, na czym ucierpi bioróżnorodność. Patrz np. Thomas et al, Extinction risk from climate change, Nature 427 (2004)
http://www.rivm.nl/bibliotheek/digitaaldepot/20040108nature.pdf
5. Zasięg arktycznego lodu morskiego jest obecnie najniższy od 125 tys. lat, a teza że nie ma to wpływu na populację niedźwiedzi polarnych jest kłamstwem.
http://www.usgs.gov/newsroom/special/polar_bears/
6. Dyson twierdzi, że "z naukowego punktu widzenia" komputerowe modele klimatu są nic nie warte. Jest to opinia o tyle kuriozalna, że Dyson nigdy się nimi nie zajmował, za to twierdzi że "w tej dziedzinie" wierzy swojemu staremu przyjacielowi Syukuro Manabe.
No cóż, Dyson kłamie, albo nieuważnie słucha swojego przyjaciela, który napisał np. następujące słowa:
"Based upon the comparison between the observed and simulated variability of global mean SAT, we suggest that the sustained warming trend of this century was not generated internally through the interaction among the atmosphere, oceans, and land surface. Instead, it appears to have been forced by natural and anthropogenic thermal forcing such as that resulting from the increase of solar irradiance (Lean, 1991) and greenhouse gases in the atmosphere. A similar inference could also be drawn from analysis of the time series of global mean SAT obtained from the coupled model developed at the Hadley Centre of the U.K. Meteorological Office (Mitchell et al., 1995).
In addition to analyzing the time series of global mean SAT, other approaches have been employed for the detection of global warming. By comparing the pattern of the observed SAT models, Hegerl et al. (1996) concluded that statistically significant, externally induced warming has been observed. Saner et al. (1996) noted that the observed pattern of temperature change in the free atmosphere from 1963 to 1997 is similar to those obtained by climate models which incorporate various combinations of changes in carbon dioxide, anthropogenic sulfate aerosols and stratospheric ozone concentrations. The conclusions of these studies are clearly in support of the recent statement of the IPCC (IPCC, 1996): "The balance of evidence suggests a discernible human influence on global climate."
http://www.af-info.or.jp/eng/honor/essays/manabe.html
Patrz także
http://www.af-info.or.jp/eng/honor/bppcl_e/1992syukuro_e.txt
http://www.gfdl.noaa.gov/reference/bibliography/2007/sm0701.pdf
7. Dyson pisze że jest przeciwny wymaganiu od krajów rozwijających się drastycznego ograniczenia emisji CO2. Świetnie, IPCC też jest temu przeciwne, i np. FCCC (jak to widać chociażby w protokole z Kioto) główny ciężar walki z globalnym ociepleniem przenosi na kraje rozwinięte, a nie rozwijające się.
8. Dyson bredzi twierdząc, że nikt nie bierze pod uwagę występowania ditlenku węgla w roślinach, oceanie i glebie - walka z deforestacją czy zmiany w gospodarce rolnej są właśnie skierowane na związanie (czy też utrzymaniu) jak największej ilości CO2 w cyklu węglowym. Bredzi też pisząc, że "nie mamy żadnego wpływu na atmosferę" - emitujemy co roku 30 gigaton ditelnku węgla, powoduje wzrost jego stężenia o 2ppm. Jeśli to nie jest wpływ na atmosferę, to nie wiem co nim jest.
9. Recepta Dysona to magiczna wiara w to, że przyszłe (bio)technologie same rozwiążą za nas problem, którym nie chcemy zająć się dzisiaj. Ktoś, kto w latach 50tych wierzył w powszechne podróże międzyplanetarne przed końcem następnej dekady powinien wiedzieć, że rozwój technologii jest nieprzewidywalny i rzadko kiedy następuje w tempie, jakiego byśmy sobie życzyli.
Łatwiej wyrzucać śmieci w krzaki i do lasu? [Zdjęcia]
(odsłon: +1036)