Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7515 miejsce

Ekspert Krzysztof Łoziński jest człowiekiem Michnika?

W III RP autorytetami są zazwyczaj są ci, którzy mają odpowiedni dystans do polskiej tradycji, kościoła i nienawidzą PiS-u - tak właśnie wyglądają polskie elity. Krzysztof Łoziński nie jest, niestety, tutaj żadnym wyjątkiem.

"Trzeba reagować na te brednie"- zgodnie zaapelowali salonowi dziennikarze z Jackiem Żakowskim oraz Tomaszem Wołkiem na czele. Słuszna uwaga! Do tej pory żaden naukowiec merytorycznie nie podważył tezy o dwóch wybuchach ekspertów współpracujących z zespołem Antoniego Macierewicza. Kiedy Krzysztof Łoziński podjął próbę obalenia tej absurdalnej tezy, można było się spodziewać, że salon zrobi z niego nowego bohatera narodowego: "Zachęcam wszystkich, aby wszyscy zapoznali się z analizą Łozińskiego" - mówił. Zaś Monika Olejnika napisała w "Gazecie Wyborczej, że Macierewicz został rozłożony na łopatki.

Ten sam ekspert, w audycji tej samej dziennikarki, przez większą część programu przekonywał słuchaczy Radia Zet, że Kaczyński to kłamca, nihilista i mały zakompleksiony człowiek, który za wszelka cenę chce zmienić historię, ponieważ był nikim w "Solidarności". Z kolei Macierewicz to opętany miłością do Che Guevary rewolucjonista, który wyrzekł się u Rydzyka swojego żydostwa.

Merytorycznie było tylko kilka minut, jeżeli tak to można nazwać. Łoziński przekonywał, że wnioski zespołu Macierewicza, nie są oparte na żadnych dowodach, bo do nich nie mają dostępu. Albo to jest zła wola, albo ignorancja.

System TAWS ma za zadanie ostrzegać pilotów, kiedy samolot przekracza niebezpieczną odległość do ziemi. Antoni Macierewicz wraz ze swoimi współpracownikami odczytali w USA (u jego producenta) komputer z zapisami tego systemu i dokonali analizy. Wynika z niej, że Tu-154 nie zniżył się do wysokości 20 metrów nad pasem startowym, a to oznacza, że nie mógł zahaczyć o żadną brzozę.

Czego to jednak wymagać od pani Olejnik i innych pracowników mediów, głównego nurtu. Skoro jeszcze w poprzednim tygodniu Andrzej Mrozowski wmawiał Witoldowi Waszczykowskiemu, że premier jako pierwszy umówił się z Putinem na obchody Katyńskie, a prezydent Kaczyński, najzwyczajniej w świecie, bezczelnie się tam wepchał.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Panie A. Chorążewicz- uważa pan pana Łozińskiego za bardziej wiarygodnego eksperta niż prof. Biniędę? Czy to, że Łoziński jest absolwentem Wydziału Mechaniczno- Matematycznego stawia go w gronie ekspertów od analiz przyczyn wypadków lotniczych? Pana wypowiedź na temat charakteru wizyty prezydenta jest żenująca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Andrzej Chorążewicz. To nie był prywatny lot prezydenta, tylko lot oficjalnej delegacji RP na uroczystości katyńskie, ktorych zasadnicza część z udziałem czołowych przedstawicieli Parlamentu, sztabu Wojska Polskiego i Rodzin Katyńskich. Prezydent jeszce w marcu zostal oficjalnie poproszony przez MSZ o przewodniczenie tej delegacji.

Poza tym same zaniedbania odpowiedzialnych za przygotowanie tego lotu służb rządowych: MSZ i BOR nie tlumaczą dlaczego wydarzyła się tragedia. Jedynym wytlumaczeniem komisji Millera bylo zejście na małą wysokość (nie wyjaśniono dlaczego to nastąpilo mimo decyzji odejścia na drugi krąg podjętej na przepisowych 100 m, co spowodowało utratę sterowności i rozpad samolotu na drobny mak już w powietrzu) oraz uderzenie w brzozę (nie wykonano ani badań brzozy, ani żadnych fizycznych, czy aerodynamicznych obliczeń, zignorowano fakt, że Rosjanie nie tylko powycinali drzewa wokół miejsca katastrofy,ale ktoś niefrasobliwie (?) powtykał w kilkanaście dni po fakcie w brzozę kawałki metalu, co ewidentnie pokazują zdjęcia i co widzieli organizatorzy wyjazdów do Smoleńska.

A w ASCE najwyraźniej nie wiedzą tego, o czym Pan pisze, bo na niedawnej międzynarodowej konferencji tego sowarzyszenia prf. Binienda przewodniczył grupie tematycznej zajmującej się problematyką odporności materiałów używanych w lotnictwie i kosmonautyce na uderzenia i oddziaływania balistyczne.

Cały czas czekamy też na naukowe i merytoryczne podważenie symulacji parametrycznej Biniendy- opartej - nie jak Pan insynuuje- na danych z powietrza, ale w dostępnych instrukcjach technicznych samolotu, szczególowej analizie parametrów lotu podanych w raportach MAK i Millera plus analizie rejestratorów zbadanych w USA (TAWS i FMS)- które potwierdzają wnioski Biniendy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zna Pan angielski? Jeśli tak to niech sobie Pan poczyta. Ten naukowiec jest ekspertem od badania wytrzymałości materiałów kompozytowych stosowanych do produkcji łopatek wirników w silnikach odrzutowych. A w samolocie Tu-154 nie ma w ogóle takich materiałów.
Pan Binienda nie jest ekspertem od zderzeń to raz, a dwa że wykonał swoją ekspertyzę nie mając żadnych w ogóle danych na temat konstrukcji i budowy samolotu. Czyli wziął je sobie z sufitu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tylko dlaczego ekspert od dziennikarstwa, politologii i kung-fu wypowiada się na temat wyników badań naukowca, ktory od 30 lat analizuje wytrzymałość konstrukcji i ich odkształcenia
To fakt, że w zyciorysie Krzysztofa Łozińskiego widzimy ukończenie Wydziału Mechaniczno-Matematycznego, a potem w latach 70-tych był przez trzy lata nauczycielem fizyki w liceum zawodowym, jednak w zestawieniu z kwalifikacjami i dorobiem prof. Biniendy wygląda to równie komicznie, jak niepoparte danymi matematycznymi i fizycznymi stwierdzenia o rzekomej twardości brzozy....

P. Andrzej Chorążewicz: pisze Pan oczywiste bzdury. 10 kwietnia 2010 miały miejsce oficjalna głowna część obchodów rocznicy Katynia z udziałem Rodzin Katyńskich, Sztabu Generalnego WP, przedstawicieli obu izb Parlamentu, zasłużonych działaczy społecznych i bohaterów Solidarności. Oficjalne pismo z prośbą o przewodniczenie tym obchodom przez Prezydenta zostało wystosowane przez MSZ jeszcze w marcu 2010

Obchody rocznicy Katynia miały miejsce nie pierwszy raz i jakoś w poprzednich latach specjalne zaproszenia z Kremla nie były potrzebne. Pisanie o "prywatnej wycieczce" Prezydenta jest wiec znakiem ignorancji co do faktów lub też braku kultury.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Autorze.
Tytuł jest "nieprecyzyjny"...:)
Krzysztof Łoziński jest dziennikarzem i politologiem, jest alpinistą i mistrzem Kung-fu, jest opozycjonistą z lat 1968-1989 z piękną kartą solidarnościową.
Krzysztof Łoziński nie jest "ekspertem i człowiekiem Michnika".
Radosław Kowalski nazwał Łozińskiego "ekspertem" zapewne dlatego, że ów poświęcił artykuł Wiesławowi Biniendzie nazywając go "ekspertem od bredni".
Radosław Kowalski nazwał Łozińskiego "człowiekiem Michnika" tylko dlatego, że w rozmowie z Moniką Olejnik krytycznie odniósł się do określenia środowiska Gazety Wyborczej jako potomków działaczy KPP.
Sam Łoziński będąc synem żołnierza AK i harcerki z Powstania Warszawskiego wykazał, że rodzice "salonu GW" mieli po 13 lat w momencie gdy KPP przestało istnieć, więc zarzut o związki z KPP są bzdurą.
Dodał jeszcze, że w 2008 r. Kaczyńscy nie zaprosili Michnika na uroczystości rocznicowe Marca `68 mimo, że chwalili się obecnością na wiecu zorganizowanym w jego obronie...:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.