Facebook Google+ Twitter

Ekstra Kiszczak w IPN

Insynuacja, pomówienie i konfabulacja - mają rzesze praktyków i religijnie wręcz gorliwych wyznawców. Nieobce także ambonom, przyjęły się jako narzędzia karier. Skutkują zniszczeniami niewyobrażalnymi.

Tytuł obecny w kioskach: Stan wojenny, odtajnione archiwa IPN – extra wydanie kolekcjonerskie; index 280119, nr 01/2011. Wstępniak prezesa IPN, dr. Łukasza Kamińskiego. Na s. 22: ‘biografia’ Płk. Ryszard Kukliński – Odważny patriota, czy zdrajca ojczyzny” Autor: Patryk Pleskot, dr historii, pracownik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie.

Było dobrym obyczajem przy podejmowaniu otwartego tematu historycznego wskazywanie zweryfikowanych podstaw opinii. Edukator publiczny, doktor historii Pleskot, pod okiem i szyldem instytucji państwowej RP – nie ma takich nawyków, wskazując ogólnie na odtajnione akta jako wystarczająco sprawdzone źródło. W swoim tekście opiera się na jednym anonimie bez adresata (na formularzu firmowym MON WSW) i... "faktach" prasowych. Dzięki… IPN i innym źródłom dysponuję sporym archiwum nt. pułkownika Kuklińskiego. Tylko w IPN poznałem ponad 5 tys. stron dokumentów. Oprócz teczki personalnej obejmują lata 1981-1995. Aktotwórcy to głównie ferajna Kiszczaka: WSW, prokuratura i sądy wojskowe, ale też: spółdzielnia „Skarpa”, banki, a nawet posterunek MO. Trochę zdjęć pozwoli pokazać wreszcie te luksusowe wille i samochody. Włączone do akt przez WSW i SB publikacje prasowe to głównie fałszywki i manipulacje, co odkryto dopiero w śledztwie, w 1997 r. Znamiennym dowodem patriotyzmu bohaterów PRL jest błagalne pismo tow. płk. Władysława Monarchy, przewodniczącego warszawskiego sądu wojskowego z początku maja 1984 r. do prokuratury, z prośbą o jakiekolwiek dowody zdrady pułkownika. Brak danych by je otrzymał, bo żadnych nie znaleziono, co wynika z ww. akt. Wyrok śmierci podpisał 23 maja. Rozkaz lojalnie wykonał. Na te podstawy zbrodni sądowej powołała się skutecznie rewizja nadzwyczajna w 1995 r. Sędziów z PRL III RP nie weryfikowała.

Tymczasem edukator publiczny IPN, dr Pleskot z grubsza recytuje legendę i fałszywki wyprodukowane przez asów Kiszczaka. Wątku o GRU brak, bo Kiszczak został tam ośmieszony nie tylko przez płk. Kuklińskiego, ale i m.in. przez swojego pupila z kontrwywiadu wojskowego, mjr. Jerzego Sumińskiego (wyjechał do USA w III 1981 r. z misją specjalną i natychmiast poprosił o azyl). W VIII 1981 r. z identyczną prośbą stawił się w RFN gen. Leon Dubicki, a we IX 1981 r. znalazł się w Kanadzie płk Włodzimierz Ostaszewicz, b. szef Biura Pełnomocnika Sztabu Generalnego ds. Specjalnych, uczestnik negocjacji rozbrojeniowych NATO-Układ Warszawski w Wiedniu – SALT-2. Podległemu radzieckim rozkazom LWP podziękowało podobnie wcześniej 57 oficerów. Skazani na śmierć – według rozkazów. Po upadku PRL tylko czterech podjęło niezwykle trudne, lecz skuteczne starania o rehabilitację: Kukliński, Obacz, Dubicki i Ostaszewicz. Wobec takich sukcesów zawodowych Kiszczak produkował jak najpaskudniejsze „biografie” nie tylko pierwszym polskim oficerom w NATO. To jest teraz w IPN. Koszmarem stały się niektóre tendencyjne „opracowania” i publikacje.

Co jest motywem i przyzwoleniem do szczególnej napastliwości wobec człowieka, który ryzykując życiem wskazał jak pokonać bez wojny Imperium Zła, gotowe do napaści na Zachód za cenę jądrowego, biologicznego unicestwienia Polski? Karłowatość etyczna wielu mężów stanu i trybunów III RP, niezdolnych do uznania ludzi niezależnych, bezkompromisowych?! Przyziemna zazdrość o skuteczność?! A może zaszczepiona na wielu płaszczyznach i w archiwach kontynuacja lojalności nawet wobec upiora historii?! Nie brak zwracających uwagę na fakt, że wielu totumfackich ZSRR w III RP kontynuowało kariery. Nie było ich kim zastąpić, więc wywierali dowolną presję na kogo tylko chcieli. Insynuacją, plotką trzymali w szachu. W tym czasie pewni mężowie stanu ustalili hamletyzm patriota czy zdrajca. Doszedł np. do stanowiska zastępcy szefa sztabu generalnego jeden z gorliwszych lokajów Moskwy. W XII 1980 r. bezpośrednio z ramienia marszałków ZSRR Ustinowa i Kulikowa zabezpieczał inwazję ZSRR na Polskę. Na emeryturę odszedł w chwale, w 2001 r., jako generał wojsk III RP i… NATO. Cóż było robić? Powtórkę z wodzów, trybunałów i komisarzy ludowych? – jakby dziś paru chciało.

Przystępując do relatywizowania sumienia, przedkładając nad nie lojalność hegemonom, wyposażony w styl gimnazjalisty historyk, już na wstępie kreśli zgrabną klamrę spinającą założoną tezę: – Tuż po wojnie piętnastoletni chłopak rozpoczął drogę od pucybuta do… szpiega. – Wie, bujda im bardziej nieprawdopodobna, tym skuteczniejsza. Wyklucza wiarygodność ofiary: – W 1945 r. Kukliński pilnował jednej z wrocławskich fabryk mydła (…) Rok później prawdopodobnie został na krótko aresztowany, ale sprawa nie jest jasna. – Jasna jest aluzja – pewnie złodziej mydła. To, że w 1946 r. każdy mógł być aresztowany (wielu na zawsze), kto o tym pamięta?! – W drugiej połowie lat sześćdziesiątych opracowywał m.in. plany inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. – W następnym zdaniu bezwiednie lub cynicznie temu zaprzecza. Otóż, od VI 1967 do VII 1968 r. płk Kukliński był w Wietnamie. Inwazja UW na CSRS nastąpiła 20 VIII 1968 r. Może w uczelniach historii, propagandy i dialektyki ktoś potrafi opracować i wdrożyć plany inwazji militarnej w kilka dni, ale – ze źródeł spoza IPN – zapewniam, że ZSRR planował solidnie i cierpliwie. Rzucony z Wietnamu do Legnicy pułkownik pod błahym pretekstem urwał się spod rozkazów marszałka ZSRR I. Jakubowskiego. Kiszczak trzymał wtedy kontrwywiad i nie wpadł, że pretekst – choroba żony Joanny – to lipa.

Czujny czekista historii wątpi w „szczerość argumentacji” pułkownika. Puentuje z hunwejbinowskim przeświadczeniem: – Zapewne nigdy w pełni nie poznamy osobistych motywów decyzji Kuklińskiego i nie przenikniemy jego myślenia. Bez obaw, w przypadku doktora to pewne. Na temat motywów jest spory pakiet dokumentów, których udaje, że nie zna, albo ich przywołanie mogłoby naderwać archiwistyczną smycz Kiszczaka.
Nawiązanie współpracy z USA nastąpiło listownie 11 VIII 1972, nie we wrześniu. Ktoś mało rozgarnięty mógłby pisać, że chodzi o coś więcej niż spotkanie. Historyk stwierdza jednak: – … złożył ofertę informowania o posunięciach komunistycznych wojsk.
- 4 grudnia [1980 r.] nadesłał bardzo pilną notatkę, w której alarmował, że w ciągu czterech dni dojdzie do inwazji ZSRR na Polskę. Amerykanie rozpętali wtedy międzynarodową akcję dyplomatyczną, uznając agresję niemal za pewnik. Tymczasem nic się nie wydarzyło, a Biały Dom musiał tłumaczyć się z wywołania fałszywego alarmu. Okazało się, że Kukliński błędnie obliczył liczbę sowieckich dywizji, co przyczyniło się do przejaskrawienia oceny sytuacji. – Metoda: wymieszać szczyptę prawdy z przewagą kłamstwa – nikt nie powie, że to same kłamstwa. Prawda tylko w pierwszym zdaniu i na początku drugiego. O telefonie prezydenta J. Cartera do genseka L. Breżniewa i postawionym mu ultimatum, o nocnej rozmowie (w Rzymie po 24:00) z Janem Pawłem II, o akcji USA z rządami i związkami zawodowymi na całym wolnym świecie, o amerykańskich zdjęciach satelitarnych dokumentujących ilość dywizji wokół granic PRL (27, nie licząc tych wokół Legnicy, na Pomorzu i pod Warszawą), o ogromnych szpitalach polowych, o informacjach z innych źródeł (z bloku sowieckiego), o zamarkowaniu decyzji sprzedaży Chinom broni, której bali się Sowieci i o wielu innych faktach – cisza. A to dlatego właśnie – nic się nie wydarzyło! Moskwa poczuła, że nie powtórzy inwazji Czechosłowacji z 1968 i Afganistanu z 1979. Biały Dom musiał tłumaczyć się…
– To jest „prawda” Jaruzelskiego, Kiszczaka, Urbana. Widać dr. Pleskota też. Skąd wziął, że Kukliński błędnie obliczył liczbę sowieckich dywizji na inwazję? Z pozycji w Sztabie Generalnym pułkownik doskonale to wiedział, a 2 XII 1980 r. po przybyciu z rozkazami, z Moskwy gen. Hupałowskiego i płk. Puchały ten ostatni, jak i gen. Jasiński, wszystko potwierdził z satysfakcją, że to „uspokoi społeczeństwo”. Bezpośredni przełożony, gen. W. Szklarski, kazał Kuklińskiemu sprzątać biurko i sejf, „bo nasze biurka zajmą panowie w dużych kapeluszach”. Dla zachęty dodał: „swoje już wyczyściłem”.
O co chodzi historykowi?! Przecież co innego mam w wielu aktach z IPN i z innych źródeł! Potwierdzone nawet przez kilkunastu marszałków i generałów ZSRR (m.in. Kulikow, Gribkow, Anoszkin) utyskujących w duchu – Kukliński niestety był Polak, zdradził ZSRR!

Mentor ciągnie dalej: – (…) w kolejnych miesiącach (…) dokładne informacje o przygotowywanym (…) stanie wojennym odkładano w Waszyngtonie na bok. (…) Jeśli w grudniu 1980 r. Amerykanie przecenili alarmujące doniesienia swego agenta, to rok później, w obliczu rzeczywistego przesilenia, najwyraźniej nie docenili jego ostrzeżeń. Wprowadzenie stanu wojennego zaskoczyło waszyngtońskich polityków. – To dlatego prezydent R. Reagan i inne rządy natychmiast zablokowali kontakty handlowe PRL z Zachodem, kredyty, eksport węgla, a nawet z F. Sinatrą i Bono w kilka dni zorganizowali koncert światowych gwiazd na rzecz poparcia dla narodu polskiego inaugurując jego globalną falę i lawiny paczek.
W 1998 r. Kukliński po raz pierwszy od 17 lat odwiedził ojczyznę, później otrzymał m.in. honorowe obywatelstwo Krakowa. – Rada Miasta Krakowa, uchwałą Nr LXXX/767/97 nadała pułkownikowi Ryszardowi Kuklińskiemu – bez głosów sprzeciwu – Honorowe Obywatelstwo Krakowa dn. 7 maja 1997 r. za wybitne zasługi w walce o niepodległą Polskę. Zakończenie rehabilitacji jako ostateczny warunek przyjęcia Polski do NATO postawił 10 VII 1997 w Warszawie Bill Clinton, prezydent USA. Proces ten rozpoczął w 1994 Józef Szaniawski z Leszkiem Millerem.

Pomijam zamiany imion (podprogowe lokowanie produktu „Bolek”?) i dawno obnażone kłamstwa Kiszczaka (np. z nr 227 (2603) „DGP”, XI’97), i jego wtyczek w znanym tygodniku w USA nt. okoliczności śmierci synów pułkownika.
To wszystko znane z wielu dokumentów i publikacji, na których wykreowanie Kiszczak nie miał wpływu. Szkoła naciąganych „źródeł” i pospolitych oszczerstw staje się szkołą powszechną.
"Ludzie honoru" / Fot. NN
Inżynierów dusz jak i perfidnych demagogów, nie przekonają profesjonalnie zweryfikowane dowody, setki uczestników i świadków historii, w tym dziesiątki bezpośrednio wpływających kiedyś na jej bieg. Konfrontowanie danych z innymi archiwami nie jest nawet zwyczajem. Ustały nagle – demaskując źródło – bezpośrednie przecieki z IPN na bieżące zamówienia polityczne. Trwa sezon polowań na dobre imiona bohaterów, czy na ludzi choćby tylko przyzwoitych, co już spotkało poetę Zbigniewa Herberta, językoznawcę Jana Miodka, czy historyka Andrzeja Przewoźnika. Tego ostatniego gdy pretendował do prezesury w IPN, w 2005 r.
Z drugiej strony dzięki prokuratorom z IPN sąd III RP uznał juntę wojskową stanu wojennego za związek przestępczy, zapadły wyroki. Tymczasem Kiszczakowo – Pleskotowa operacja patriota, czy zdrajca rodem z orwellowskiego ministerstwa prawdy i kolejnych podręczników historii WKP(b), podważa elementarne wartości, karmi dewiacje, jawnie wtóruje kreaturom naszych czasów, generuje seanse nienawiści. Niezbędny jako archiwum IPN, takiej „edukacji” publicznej lepiej niech zaniecha, bo przez taką często pada zarzut, czy to nie jest inicjatywa pomówień nikczemnych.

Insynuacja, pomówienie i konfabulacja – mają rzesze praktyków i religijnie wręcz gorliwych wyznawców. Nieobce także ambonom przyjęły się jako narzędzia karier. Skutkują zniszczeniami bardziej niewyobrażalnymi niż te, które kiedyś uprzedził pułkownik Kukliński. Kod tradycyjnych wartości etycznych pod presją takiej edukacji i publicznej praktyki – ulega zagładzie. Kto dziś to może powstrzymać? Czy też oplują go zdrajcą?

(grudzień 2012)
jedno z źródeł: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/leszek_miller_pulkownik_kuklinski_wybral_rozwiazanie_232456-1--1-d.html
Henryk A. Pach

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.