Facebook Google+ Twitter

Ekstraklasa: Lech powstrzymany w Gdyni, Wisła liderem

To była udana kolejka dla gospodarzy, którzy aż pięciokrotnie wygrywali, a porażek na własnych stadionach doznał tylko GKS i Górnik. Liderem pozostała Wisła, a na drugie miejsce wskoczyła Arka.

Ciekawie zapowiadało się spotkanie w Gdyni, gdzie miejscowa Arka spotykała się z rozpędzonym Lechem, niespodziewanie były Lechita, Zbigniew Zakrzewski powstrzymał podopiecznych Franciszka Smudy.

Na ustach wszystkich był Marcin Komorowski, który podobnie jak Filip Ivanowski zdobył trzy gole w jednym spotkaniu, lecz jego wyczyn jest tym bardziej okazały, ponieważ grał w tym meczu na lewej obronie.

Fatalnie spisały się drużyny, które w tym roku wywalczyły awans. Poza Arką wszystkie trzy przegrały swoje spotkania i to bardzo wyraźnie. Zaskakujące są szczególnie rozmiary porażki Lechii, która dała sobie strzelić w Bytomiu, aż cztery gole.

W derbach Krakowa padł remis. Choć Wisła przeważała całe spotkanie, to nie potrafiła udokumentować swojej przewagi golem dającym zwycięstwo.

Tomasz Mikulski i Paweł Gil, dwaj arbitrzy, sędziujący w derbach nie udźwignęli odpowiedzialności. Obaj popełniali kardynalne błędy, które zostały obnażone na powtórkach telewizyjnych.

Jak widać, że ta kolejka była niezwykle ciekawa, padło wiele bramek, a jeszcze więcej było żółtych kartek. Były piękne akcje, na uwagę zasługuję akcja Polonii Bytom, która przed uderzeniem wykonała, aż 22 podania (!), błędy arbitrów i parady bramkarzy. A teraz przyjrzyjmy się wynikom.

Kolejka w skrócie

GKS Bełchatów – ŁKS Łódź 0:2 (56’ Jarka, 70’ Kujawa)


W Bełchatowie, niespodziewanie, od początku warunki gry dyktowali goście. Podopieczni Marka Chojnackiego atakowali i stwarzali sobie sytuację, jednak w pierwszej połowie nie byli w stanie zdobyć bramki. Dopiero po przerwie błąd Krzysztofa Kozika wykorzystał Dawid Jarka i umieścił piłkę w siatce. Wydawało się, że po stracie bramki do ataków ruszą gospodarze, lecz nic takiego nie miało miejsca. Nadal atakował ŁKS i zdobył kolejną bramkę. Błąd obrony wykorzystał Rafał Kujawa i pokonał źle interweniującego Kozika. Szansę na podwyższenie wyniku miał jeszcze Paweł Drumlak, lecz jego strzał trafił w słupek. W końcówce spotkania sędzia powinien podyktować jeszcze rzut karny dla gości, lecz nie zauważył faulu Magdonia na Mowliku.
Filip Ivanovski zdobył trzy bramki w meczu w meczu Śląskiem Wrocław. / Fot. http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/32/Filip_Ivanowski.jpg
Polonia Warszawa – Śląsk Wrocław 3:0 (21’ 24’ 67’ Ivanowski)

Ponownie bohaterem Warszawy był Filip Ivanowski. Macedończyk przed tygodniem zapewnił „Czarnym Koszulom” zwycięstwo z Łódzkim Klubem Sportowym, a teraz popisał się hat-trickiem w meczu ze Śląskiem. Od początku gra Polonii wyglądała bardzo dobrze i po dwóch kwadransach było wiadomo, że goście nie wywiozą punktów z Konwiktorskiej. Obok strzelca bramek, świetnie spisał się Jarosław Lato. Były gracz Śląska przy każdej z bramek miał swój udział i zasłużył na pochwały. Goście z Wrocławia nie pokazali futbolu z przed tygodnia, kiedy w dobrym stylu pokonali Odrę, a jedyną klarowną sytuacją był strzał Krzysztofa Ostrowskiego w poprzeczkę. Zresztą gdyby gospodarze byli skuteczniejsi, to wynik mógłby być znacznie wyższy.

Odra Wodzisław – Ruch Chorzów 3:0 (15’ Korzym, 39’ Gierczak, 43’ Szary – karny)

Odra znokautowała Ruch już w pierwszej połowie. Trzy zdobyte bramki ustawiły spotkanie i goście nie mieli zbyt wielu sytuacji do zmienienia obrazu gry. Pierwsza bramka to świetne przyjęcie piłki na klatkę przez Korzyma i uderzenia z kilku metrów. Przy drugim golu asystę zapisał na swoim koncie Jan Woś, a przy mocnym uderzeniu z 16 metrów Piotra Gierczaka nie miał nic do powiedzenia bramkarz. Tuż przed przerwą gości dobił Szary, który wykorzystał słusznie podyktowaną „jedenastkę”. Ruch w tym spotkaniu również trafiał do siatki rywala i to, dwukrotnie, lecz za każdym razem sędzia dopatrzył się przewinienia. I nie miał racji w żadnym wypadku. Odebrał gościom ochotę do gry i po raz drugi w tym sezonie ich skrzywdził.

Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 2:0 (15’ 66’ Tumicz)


Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Jagielloni zostało okraszone niezłą grą. Na szczególne pochwały zasługuje strzelec dwóch goli, Łukasz Tumicz. Pierwszą bramkę zdobył po fatalnym zachowaniu Mirosława Widucha. Doświadczony obrońca Piasta „podał” napastnikowi gospodarzy, który sprytnym strzałem pokonał Grzegorza Kasprzika. Drugi gol, to popisowy kontratak zapoczątkowany przez Piotra Lecha. Akcja została przeprowadzona prawą stroną, w decydującym momencie świetnie dośrodkował Arifović i Tumicz z bliska wpakował piłkę do siatki głową. Piast nie miał zbyt wielu okazji do pokonania Piotra Lecha, który zresztą tego dnia był dobrze dysponowany. W końcówce na 3:0 mogła podwyższyć "Jaga", lecz zbyt indywidualnie zachował się Robert Szczot i zamiast dogrywać lepiej ustawionemu partnerowi postanowił sam wykończyć akcję, niestety nieskutecznie.

Polonia Bytom – Lechia Gdańsk 4:1 (9’ 41’ 69’ Komorowski, 90’ Jaromin – 61’ Piątek – karny)

Gospodarze zaczęli od mocnego uderzenia. Już w 9. minucie, bohater tego spotkania, Marcin Komorowski potężnym strzałem zza pola karnego pokonał Pawła Kapsę. Strzał był na tyle precyzyjny, że bramkarz Lechii nie miał nic do powiedzenia i pozostało mu jedynie wyciągnąć piłkę z siatki. Jeszcze przed przerwą grający na lewej obronie Komorowski podwyższył na 2:0. Dostał podanie od Jacka Broniewicza i uderzył w długi róg na tyle dokładnie, że piłka zatrzepotała w siatce. Gdy Lechia po kwadransie gry w drugiej połowie zdobyła kontaktową bramkę wydawało się, że czekają nas duże emocje. Jednak obrońca Polonii Bytom szybko je rozwiał zdobywając swoją trzecią bramkę. Tym razem po wrzutce Jacka Trzeciaka zdobył gola głową. Na zakończenie gości dobił Hubert Jaromin, strzelając gola w 90. minucie. Lechia zagrała bardzo słaby mecz i na dodatek zawodnikom z Gdańska zaczęły pod koniec puszczać nerwy. Na szczęście ukończyli ten mecz w jedenastu.

Arka Gdynia – Lech Poznań 2:1 (32’ 69’ Zakrzewski – 23’ Lewandowski)

Czesław Michniewicz, były trener gości, poprowadził Arkę do zwycięstwa. Gospodarze od początku atakowali, lecz to Lech objął prowadzenie po akcji Stlicia wykończonej przez Lewandowskiego. Gospodarze wyrównali po akcji Karwana, który najpierw odebrał piłkę Henriquezowi, a następnie świetnie wrzucił w pole karne, gdzie Zakrzewski wyprzedził Bosackiego i pokonał Kotorowskiego. W drugiej połowie, to Lech miał przewagę, lecz były zawodnik „Kolejorza” strzelił swoją drugą bramkę, która dała niespodziewane zwycięstwo gospodarzom. Trzeba przyznać, że ten gol był przypadkowy, lecz „liczy się to, co w sieci” i „Żółto-Niebiescy” zdobyli trzy punkty i przez kilka godzin byli liderem Ekstraklasy.

Górnik Zabrze – Legia Warszawa 0:3 (19’ Chinyama, 41’ Szałachowski, 70’ Roger)

Po raz kolejny Górnik nie potrafił pokonać bramkarza rywali i 18 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie załamywało ręce. Pierwsza bramka to fatalny błąd reprezentanta Polski, Michała Pazdana wykorzystany przez Chinyamę. Potem swoje szansę mieli gospodarze, lecz Jana Muchy nie potrafił pokonać Tomasz Zahorski, co zemściło się w 41. minucie, kiedy na 2:0 podwyższył strzałem zza pola karnego Szałachowski. W drugiej połowie Górnik był kompletnie bezradny, a Legia stwarzała kolejne okazję, lecz bramkę zdobyła po świetnej akcji Rogera, który po samotnym rajdzie uderzył lewą nogą w długi róg bramki. Legia wreszcie zagrała z polotem, a na boisko ponownie w barwach drużyny Jana Urbana wybiegł Inaki Astiz, który pewnie kierował grą obronną gości.
Rafał Murawski ponownie zagrał na stadionie w Gdynii, tym razem w barwach Lecha Poznań wrócił na boisko, gdzie grał kilka lat wcześniej. / Fot. Wojtek Kuchta wikimedia
Cracovia Kraków – Wisła Kraków 1:1 (25’ Pawlusiński – karny – 67’ Boguski)

Rywalizacja o najlepszą drużynę w Krakowie nie została rozstrzygnięta. Obie drużyny miały swoje szanse, a bliżej zwycięstwa była Wisła, lecz albo świetnie spisywał się Marcin Cabaj, bądź też gospodarzom pomagał sędzia. Na początku szczęścia szukał Tomas Jirsak, lecz jego uderzenia bronił z trudem Cabaj. W końcu jednak Cracovia przeprowadziła groźną akcję. Dudzic wpadł w pole karne, gdzie ewidentnie faulował go Cleber, a jedenastkę na gola zamienił Dariusz Pawlusiński. Przed przerwą do remisu mógł doprowadzić Paweł Brożek, lecz na posterunku był bramkarz. Druga połowa to nieustanne ataki „Białej Gwiazdy”, lecz zawodnicy mistrza Polski seryjnie marnowali dobre sytuacje. Wreszcie jednak doprowadzili do wyrównania, a gola zdobył wprowadzony na boisko po przerwie Rafał Boguski. Wisła wciąż miała przewagę i po jednej z akcji należał jej się rzut karny, lecz arbiter nie zdecydował się na przerwanie gry. Końcówka meczu to walka gości o zwycięstwo i obrona za wszelką ceną jednego punktu przez Cracovię, jak się w końcowym rozrachunku okazało – udana.

Bohater kolejki

Marcin Komorowski. Zawodnik Polonii Bytom został przesunięty z lewej pomocy na lewą obronę i wyszło mu to na dobre. Nie dość, że był najlepszym zawodnikiem na placu boju w Bytomiu, to na dodatek swój występ okrasił trzema bramkami.

Antybohater kolejki

Tomasz Mikulski. Sędzia spotkania Odra Wodzisław – Ruch Chorzów ewidentnie skrzywdził gości. Nie uznał dwóch prawidłowych bramek. Pierwszej już w 5. minucie, kiedy wynik był otwarty i „Niebiescy” jeszcze walczyli o zwycięstwo.

Bramka kolejki

Marcin Komorowski (Polonia Bytom – Lechia Gdańsk na 1:0). Obrońca Polonii Bytom wykorzystał zamieszanie wywołane przez „szarańczę” i strzałem z dystansu pokonał Pawła Kapsę. Wszyscy spodziewali się dośrodkowania z rzutu rożnego w pole karne, lecz Walery Sokolenko zagrał na 25. metr, gdzie do piłki dopadł Komorowski i potężnym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy posłał piłkę w samo okienko bramki Lechii.

Plusy

Filip Ivanowski. 23-letni Macedończyk po raz kolejny zapewnia trzy punkty swojej drużynie. Tym razem popisując się hat-trickiem w meczu ze Śląskiem Wrocław. Jego występ w tej kolejce przyćmił tylko Marcin Komorowski, lecz i tak napastnikowi Groclinowi, a przepraszam, Polonii Warszawa należą się i tak wielkie brawa.

Łukasz Tumicz. Napastnik Jagielloni wykorzystał swoją szanse. Obrońcy Piasta Gliwice nie radzili sobie z młodym napastnikiem Jagielloni, który zdołał dwukrotnie trafić do siatki. A na dodatek cały czas był aktywny i nie grał indywidualnie, jak chociażby w ostatniej minucie spotkania Robert Szczot.
"Zaki" zdobył dwie bramki swojemu byłemu klubowi, Lechowi Poznań. / Fot. Wojtek Kuchta wikimedia
Zbigniew Zakrzewski. Zawodnik Arki zdobył dwie bramki i tym samym sprowadził na ziemię swój były klub, Lech Poznań. „Zaki” już po raz drugi z rzędu popisuje się takim wyczynem i obecnie wraz z dwoma innymi zawodnikami znajduje się na czele klasyfikacji na króla strzelców.

Minusy


Michał Pazdan. Reprezentant Polski jest w bardzo słabej formie, co potwierdził mecz z Legią. Przy pierwszej bramce popisał się „asystą”, a przez resztę spotkania Legioniści ogrywali go w bardzo łatwy sposób. Jeśli to ma być recepta na dostanie się do kadry, to takich reprezentantów jest w naszej lidze na pęczki.

Krzysztof Kozik. Raz na wozie, a raz pod wozem. W pierwszej kolejce był bohaterem swojej drużyny, a teraz miał udział przy dwóch straconych bramkach. Gdyby się lepiej zachował, to GKS nie przegrałby ze swoim rywalem z Łodzi.

Paweł Gil. Rozjemca derbów Krakowa nie zaprezentował się najlepiej. Wiele jego decyzji było niezrozumiałych, a prawdziwy popis dał, gdy nie podyktował ewidentnego karnego dla Wisły.

Kontrowersje

Faul Magdonia na Mowliku? Ewidentna pomyłka sędziego w końcówce meczu nie miała wpływu na wyniku, lecz, co by było gdyby ŁKS przegrywał z Bełchatowem 1:0?

Gole Ruchu? Dwa gole zdobyte prawidłowe nie zostały uznane. Co to dużo mówić, sędzia pozbawił „Niebieskich: wiary w zwycięstwo i nie dał im szans na równą walkę z Odrą.

Karny dla Piasta? Czy linia należy do pola karnego? W końcówce spotkania sędzia Adam Lyczmański dopatrzył się faulu i go odgwizdał, lecz zamiast rzutu wolnego Piastowi należał się karny.

Karny dla Wisły? Przy stanie 1:1 w polu karnym Cracovii jeden z zawodników dotknął piłki ręką, lecz Paweł Gil nie miał na tyle odwagi, by przerwać spotkanie i podyktować Wiśle jedenastkę, która mogłaby zmienić wynik meczu.

Statystyki


W 8 meczach strzelono 23 gole. Średnia na spotkanie to 2,875. Na trybunach zasiadło 60 tysięcy kibiców, co daje 7,5 tysiąca na mecz. Najwięcej kibiców pojawiło się w Zabrzu, aż 17 tysięcy, co jest rekordem tego sezonu. Sędziowie pokazali, aż 40 żółtych kartek, co daję średnią 5 kartek na mecz. Czerwonych kartek tym razem nie oglądaliśmy.

Seriale

Wyjazd Lechii do Bytomia był już 16. meczem bez zwycięstwa Gdańszczan na wyjeździe. Jeśli Lechia nie poprawi, gdy na wyjazdach, to może być jej ciężko o byt w Ekstraklasie.

Jagiellonia przerwała passę 12 spotkań bez zwycięstwa, co dobrze rokuję na dalszą część sezonu.

Odra Wodzisław przerwała passę Ruchu Chorzów, który miał już 7 meczów bez porażki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.