Facebook Google+ Twitter

Ekstraklasa. Po porażce z Podbeskidziem Wisła ciągle w kryzysie

Bramka Ondraszka w pierwszej połowie to za mało, aby wygrać mecz. Przekonali się o tym podopieczni Tadeusza Pawłowskiego, którzy przegrali z "góralami" 2:1.

Wisła po porażce z Podbeskidziem znalazła się w strefie spadkowej Ekstraklasy (zdj. ilustracyjne) / Fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-newsOd momentu, kiedy Bogusław Cupiał przejął krakowski klub, nie znalazł się w strefie spadkowej Ekstraklasy. Zmieniło się to w sobotni wieczór, kiedy piłkarze Wisły stracili kolejne ligowe punkty. Tym razem w starciu z Bielszczanami, którzy przez większość meczu zostali zepchnięci praktycznie do obrony.

Oba zespoły rozpoczęły sobotnie spotkanie od ofensywnej gry. W 2. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Demjan, ale uderzona przez niego piłka trafiła wprost do rękawic Miśkiewicza. Kiks napastnika Podbeskidzia praktycznie skopiował po chwili Pietrzak, trafiając wysoko ponad poprzeczką Bielszczan. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego nie zachwycali również w stałych fragmentach gry.

Skuteczność drużyny „białej gwiazdy” starał się poprawić w 19. minucie Rafał Wolski. Zawodnik debiutujący w szeregach Wisły zwiódł dwóch obrońców Podbeskidzia i zdecydował się na strzał pod kątem kilka metrów od bramki Zubasa. Golkiper gości zdołał jednak wyrzucił piłkę do kolegi z drużyny. Po chwili gospodarzom zrewanżował się Możdżeń uderzeniem zza linii pola karnego, które nie sprawiło jednak problemu Miśkiewiczowi. Bramkarz Wisły wykazał się refleksem również w 26. minucie, kiedy niepilnowany Demjan główką celował w siatkę „białej gwiazdy”.

Kibice Wisły długo musieli czekać na kolejną składną akcję swoich ulubieńców, ale wszystko zrekompensowała bramka Ondraszka. W 38. minucie czeski zawodnik pewnie wbił futbolówkę do bramki gości po zagraniu od Wolskiego i długim rozegraniu piłki przez Miśkiewicza. Ondrasek zabłysnął również 60 sekund później, ale tym razem Zubas się zrehabilitował i uprzedził strzał napastnika Wisły. Jeszcze przed przerwą szansę na wyrównanie zmarnował Piacek, ale obrońca Podbeskidzia pogubił się na polu karnym gospodarzy.

Po zmianie połów, wciąż częściej przy piłce utrzymywali się gospodarze. W 50. minucie zbyt długo z oddaniem strzału zwlekał Małecki. Gdy w końcu się na to zdecydował, zbyt słabo posłał piłkę w stronę bramkę Podbeskidzia. Bez historii była również próba Bałaszowa, zablokowana przez Bielskich obrońców. Zawodnicy pod wodzą Roberta Podolińskiego w drugiej części meczu, zdecydowanie przeszli do defensywy. A gospodarze wciąż nie tracili wiatru w żaglach. W 59. minucie Ondrasek znów był blisko wpisania się na listę strzelców, ale tym razem nie wykorzystał podania od Bałaszowa.

O tym, że nie wykorzystane sytuacje się mszczą, piłkarze Wisły przekonali się 180 sekund później. Arbiter doszukał się ręki Pietrzaka na polu karnym Podbeskidzia i bez wahania wskazał na „wapno”. Możdżeń bez kompleksów lekkim strzałem z jedenastego metra pokonał Miśkiewicza i mecz wrócił do punktu wyjścia. Bielszczanie idąc za ciosem mieli jeszcze szanse z rzutu wolnego, ale Kowalski niedokładnie dośrodkował. Po wyrównaniu, goście wyraźnie nabrali pewności siebie.

W 70. minucie Stefanik starał się zabłysnąć strzałem z dystansu, ale Miśkiewicz w porę odczytał jego intencje. Słowak zrehabilitował się niespodziewaną bramką. W 80. minucie obrońcy „białej gwiazdy” nie upilnowali Tarnowskiego, który bez trudu zagrał do Stefanika, który po chwili ubiegł golkipera Wisły i umieścił piłkę w siatce.

Zaskoczeni gospodarze nie wykorzystali praktycznie żadnej z szans na ponowne wyrównanie. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego schodzili do szatni wśród gwizdów i wielkiego rozczarowani na trybunach. Wisła przed wtorkowym meczem z Koroną Kielce musi nie tylko przygotować się fizycznie, ale przede wszystkim odbudować morale w drużynie. Pytanie, czy zarząd klubu nadal będzie ufać trenerowi, który za cel minimum stawia sobie awans "białej gwiazdy" do najlepszej ósemki Ekstraklasy. - Potrzebujemy spokoju - tak stara się tonować emocje wokół jego osoby sam Pawłowski. W zupełnie innych humorach do Bielsko-Białej wracają "górale", którzy po zwycięstwie nad Wisłą w końcu opuścili strefę spadkową ligi.

Wisła Kraków - Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:2 (1:0)
Bramki: 1:0 Ondrasek 38', 1:1 Możdżeń 63', 1:2 Stefanik 80'
Wisła: Miśkiewicz - Jović, Uryga, Sadlok, Pietrzak - Popović (80. Brożek), Cywka - Małecki (69. Boguski), Wolski, Bałaszow (80. Drzazga) - Ondrasek
Podbeskidzie: Zubas - Sokołowski, Piacek, Baranowski, Wierietiło - Możdżeń, Sloboda (57. Stefanik) - Chmiel, Szczepaniak, Kowalski (76. Tarnowski) - Demjan (69. Kato)
Żółte kartki: Cywka, Sadlok - Sokołowski, Kowalski, Wierietiło
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski z Warszawy
Widzów: 10 057

Trenerzy po meczu:

Tadeusz Pawłowski, Wisła Kraków: - Myślę, że rzut karny odmienił losy meczu. Potem nie graliśmy już tak, jak wcześniej. Za dużo było długich piłek, za dużo strat. Gdybyśmy podwyższyli na 2:0, mecz ułożyłby się inaczej. Oczywiście sytuacja robi się dramatyczna, ale dalej potrzebujemy spokoju. Trzeba to wszystko od początku poukładać, nerwowe ruchy nie zrobią tu nic dobrego. Wrócą pauzujący zawodnicy, dojdzie Brlek, myślę, że potrzebujemy czasu na zgranie, ale wiem, że tego czasu nie ma.

Robert Podoliński, Podbeskidzie Bielsko-Biała: - Mecz o sześć punktów udało nam się wygrać. Bardzo się z tego cieszymy. Nie udało mi się tu wygrać wcześniej, tym bardziej jestem szczęśliwy, że w końcu się to udało.Siłą Wisły teraz są boki. Udało nam się te boki zneutralizować, za sprawą debiutującego Wierietiło i Sokołowskiego. Oleg Wierietiło wygrał bardzo dużo pojedynków jeden na jeden, chwała mu za to.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.