Facebook Google+ Twitter

Ekstraklasa. Strzelanina w Łodzi. Fantastyczny mecz Robaka

Widzew Łódź pokonał przed własną publicznością Śląsk Wrocław aż 5:2. Trzy bramki strzelił powracający do gry po kontuzji Marcin Robak, a dwa gole zdobył najskuteczniejszy w tym sezonie piłkarz Widzewa, Darvydas Sernas.

 / Fot. LogoCierpliwość łódzkich kibiców została nagrodzona. Marcin Robak od początku meczu przejawiał dużą chęć do gry i chyba żaden z sympatyków łódzkiej drużyny nie miał wątpliwości, że ich ulubieniec strzeli w sobotę przynajmniej jedną bramkę. Pierwszy w bieżących rozgrywkach gol wychowanka Miedzi Legnica stał się faktem w 28. minucie. Robak wykorzystał wtedy rzut karny podyktowany za faul na szarżującym w polu karnym Śląska Darvydasie Sernasie.

Stracona bramka nie podłamała podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza, którzy już pięć minut później wyrównali po pięknym strzale z woleja Piotra Ćwielonga. Do końca pierwszej połowy żadnej z drużyn nie udało się zdobyć gola i po pierwszych 45 minutach na tablicy wyników widniał remis. Warto podkreślić, że mecz od pierwszej minuty toczony był w bardzo szybkim tempie i gołym okiem było widać, że zarówno Andrzej Kretek jak i Tarasiewicz ustawili prowadzone przez siebie zespoły bardzo ofensywnie. Widzew zresztą po raz pierwszy w tym sezonie wystąpił z trójką nominalnych napastników, bowiem Sernasa i Robaka wspierał po prawej stronie boiska Przemysław Oziębała.

Po przerwie w drużynie Widzewa pojawił się kolejny ofensywnie grający piłkarz, czyli Piotr Grzelczak, co jeszcze bardziej ożywiło poczynania łodzian pod polem karnym Śląska. Na efekty nie trzeba było długo czekać ponieważ już po pięciu minutach drugiej połowy, ponownie na prowadzenie wyprowadził Widzew Marcin Robak, który dobił strzał Oziębały.

Śląsk jednak po raz kolejny pokazał, że nie zamierza składać broni i ruszył do zdecydowanych ataków jednak po raz kolejny dała o sobie znać największa bolączka piłkarzy Tarasiewcza w tym sezonie, czyli brak zimnej krwi pod bramką przeciwnika. Dzięki ambitnej grze w drugiej linii, Śląsk nie miał żadnych problemów z przedostawaniem się pod pole karne Widzewa jednak na drodze do wyrównującego gola stawał świetnie dysponowany w sobotę Maciej Mielcarz. Na słowa uznania zasługuje postawa Łukasza Madeja, Sebastiana Mili oraz Waldemara Soboty, którzy w tym okresie meczu siali prawdziwe spustoszenie w szeregach obronnych Widzewa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.