Facebook Google+ Twitter

El Clasico czasu pokoju

Real i Barcelona podnieśli poprzeczkę tak wysoko, że im samym trudno było chwilami doskoczyć. Przedefiniowanie rywalizacji, w której role były podzielone wg granicy wyznaczonej jeszcze z ery Mourinho i Guardioli, stało się faktem.

 / Fot. PAP/EPA/Juan Carlos HidalgoW pierwszej połowie widzieliśmy cztery żółte kartki dla poprzednio pacyfistycznie usposobionych zawodników blau-grany, nie znajdującego sobie przestrzeni Leo Messiego, który pudłuje mając na horyzoncie połowę bramki pustej, banalną stratę piłki przez Andresa Iniestę, przez co rywal wbił kołek w katalońskie serce oraz wypychanego z drużyny Daniela Alvesa w roli najczęściej przetrzymującego piłkę. 5 z 16 strzałów zespół Jose Enrique oddał zza pola karnego - nadspodziewanie dużo. Przeciwko madryckim tuzom wysłano Gerarda Pique, który zwykle przegrywa rywalizację z Jeremy'm Mathieu. Dwóch obrońców mierzących ponad 190 cm Barcelona w XXI w. nie miała, a mimo to straciła bramkę po stałym fragmencie.

Co za ironia, że jej autorem charakteryzujący się zazwyczaj mało królewskimi manierami Pepe, który w dodatku nie zaliczył żadnego faulu. On, patrzący wściekłym spojrzeniem, wykorzystujący nieuwagę arbitrów do zadania niewidocznego ciosu, nawet nie drasnął nikogo z ofensywnego barcelońskiego tercetu. Nieuzasadnione były obawy o to, kto ma się zająć odbiorem piłki - w tej dziedzinie przeszkolili się błyskawicznie Toni Kroos i Luka Modrić. Choć posiadanie nieprzerwanie pozostaje domeną mistrzów Hiszpanii, spotkanie toczyło się na warunkach gospodarzy. Ich 463 podania przy 633 Barcelony wyglądały już obiecująco, za preferującego atak błyskawiczny Mourinho bywało ich dwa razy mniej. Grafika ich trajektorii pokazuje, że najaktywniejsza była prawa strona, z Danielem Carvajalem, chorwackim rozgrywającym i schodzącym w ten rejon Cristiano Ronaldo. Ten drugi oznajmił po meczu, że na dziś żadna drużyna na świecie nie może się z nimi równać. Bilans Realu w październiku to komplet pięciu zwycięstw, bramki: 18-2.

Energia, energia i jeszcze raz energia - powtarzał pytany o największe wyzwanie w reformacji prowadzonej przez siebie drużyny Luis Enrique, ale w weekend mógłby się raczej udać na unijny szczyt do Brukseli, na którym była ona głównym tematem. Nad tą porażką można by przejść do porządku dziennego, gdyby nie fakt, że Duma Katalonii wcześniej uległa PSG. Czytaj: ma problem z klasowymi ekipami. Póki sezon się dopiero rozpędza, w Lidze Mistrzów faza grupowa pozwala na potknięcia, a w krajowym wydaniu pojedyncze porażki nie kłują w oczy. Ale gdy przyjdzie co do czego, gdy lokalne bitwy będą się wyrażać w konkretnych celach, a w pucharach o awansie zdecydują dwa bezpośrednie mecze, strategia Enrique stanie przed próbą sił. Większą regularnością w starciach z resztą La Liga wykazują się jego podopieczni, w bezpośrednim starciu z Los Blancos mogą stracić już tylko trzy punkty.

Opisując starcie największych piłkarskich przedsiębiorstw wciąż mówi się o kunszcie wykonania, najwyższych wartościach technicznych, nie o wojnie semantycznej między trenerami, przerzucaniem oskarżeń o symulacje czy wyszukanych sposobach na wyprowadzenie boleśniejszego ciosu w psychologicznej utarczce. Najefektowniejszy pokaz futbolu nogami piłkarzy Realu i Barcelony rozbudził nadzieję, że nawet w epoce absolutnej dominacji sił rynkowych jest miejsce na wybitne dzieła sportowe. El Clasico czasu pokoju znaczy po prostu tyle, że na boisku wygrywa lepszy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.