Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

36640 miejsce

El Mas Santo. Tarantino na papierze

Historia El Mas Santo to historia meksykańskiego zapaśnika napisana obrazkami. Autor, Maciej Dobosiewicz, mówi do nas prosto i w pełnym kolorze. Komiksowo. Jak Tarantino na papierze.

El Mas Santo, czyli Świętoszek, był przez lata niezwyciężonym zapaśnikiem, którego wielbił cały Meksyk lat 50. XX wieku. Walczył od dziecka. Z okrutnym losem, który nie szczędził mu ciosów. Dzięki temu, zanim wdrapał się na sam szczyt popularności, wyrzeźbił w sobie duszę ascety, a jego kodeks moralny był tak samo twardy jak jego pięści.

Jest więc posągowy nieco bohater i jego misternie splątane losy, a w tle Meksyk - rozedrgany i pełen żaru. Fani walk zapaśników, „gorące głowy”, niczym powietrza złaknieni są wielkich bohaterów i wielkich emocji. A fanem Lucha libre, czyli walk zapaśników, jest w Meksyku każdy – bogacz, biedak, starzec i dziecko. Luchadores łączą jak nikt inny.

Na blisko 140 stronach powieści aż gęsto jest od mocnych akordów. Fabuła sklejona jest z epizodów wyłącznie wielkiego kalibru. Zemsta, zdrada, tajemnicze zabójstwo, traumy i choroby psychiczne. Nie ma niedopowiedzeń czy szarości, jest tylko czerń i biel. Tak jak krystalicznie czysty i dobry El Mas Santo i zły do szpiku kości El Picante.

A to wszystko z premedytacją. Bowiem zamierzeniem autora było napisanie historii El Mas Santo za pomocą klisz kulturowych, stereotypów, które zostaną bezbłędnie rozpoznane przez każdego czytelnika. Dobosiewicz mówi do nas prosto i w pełnym kolorze. Komiksowo. Jak Tarantino na papierze.

I rzeczywiście, historię „Świętoszka” czyta się tak, jakby się oglądało film. Stop klatki wyświetlane w głowie są zgrabne, kompletne i czytelne dla każdego. Młody El Mas Santo pracuje sumiennie w kostnicy, podczas gdy jego brat układa zwłoki w makabryczne układy. Stop-klatka. „Świętoszek” w obliczu dramatu zakłada swoją maskę luchadora by nie ściągnąć jej już nigdy więcej. Stop-klatka. El Mas Santo podnosi w górę dłonie po pierwszej, zwycięskiej walce.

 / Fot. ostecx creativeWizerunek Meksyku zbudowano na stereotypach. Wszyscy, którzy wiedzą o nim coś, ale niewiele (łącznie z autorem tej recenzji), tak go chyba sobie mniej więcej wyobrażają. Twarde, nie stroniące od przekleństw kobiety, leniwi wąsaci mężczyźni i ostre żarcie.

Ale mimo wszystkich stereotypów, czytelnego podziału na dobrych i złych, jest w tej książce świeżość i oddech. Jest swoboda i fantazja, bez złogów przydługawych opisów. Mimo tego, że wyobraźnia czytelnika trzymana jest w karbach kulturowych klisz, czyta się z przyjemnością, uśmiechając się pod nosem do naszkicowanych grubą i zdecydowaną kreską bohaterów.

Osobną opowieścią jest graficzna oprawa książki. Ta doprawdy zachwyca. Powieść powstała bowiem niejako „obok” projektu poznańskiej artystki Kingi Offert. Projektu, który rozrósł się w fotograficzny hołd dla niezwyciężonego luchadora. Bo mimo że El Mas Santo nigdy nie istniał, ma swój profil na facebooku i licznych fanów, rozsianych po całym świecie.  / Fot. ostecx creative
Przysłane przez nich zdjęcia glinianej figurki zapaśnika zdobią ostatnie kilkanaście stron książki. Skala odzewu i ilość przysłanych zdjęć zaskoczyła nawet twórców projektu.

Czego to dowodzi? Być może tego, że w każdym czytelniku, nawet tym lubującym się w opasłych, ambitnych tomiskach, jest i dziecko, które chętnie inscenizuje walki kolorowych, glinianych luchadores. Równie chętnie czyta ono o nieskazitelnym, pełnym cnót bohaterze, który do chwały dochodzi ciężką pracą i do końca pozostaje wierny swoim zasadom. Oraz o tym, że życie bywa przewrotne, ale często brutalnie sprawiedliwe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 19.12.2013 13:19

faktycznie super wydana ta książka :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.