Facebook Google+ Twitter

"Elektra" w iście niemieckim stylu

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-11-16 14:51

W imię poprawności politycznej nie wypada krytykować muzyki Bacha, Beethovena, czy Mahlera. Cóż jednak może na to poradzić miłośnik brzmienia tarantelli, czy włoskich arii operowych. Europejczycy promują swoje rodzime wzorce arcydzieł.

 / Fot. Ewa Krasucka, mat. Teatru WielkiegoNie raz, nie dwa już brzmiała w murach Teatru Wielkiego najpiękniejsza w świecie muzyka niemiecka. Ominęło mnie szczęście oglądania transmitowanego do Niemiec spektaklu części trylogii Wagnera „Pierścień Nibelunga” i „Złoto Renu”. Stołeczne audytorium uczestniczyło wówczas w biciu swoistego rekordu wytrzymałości ludzkiego organizmu, bo przecież nie każdy gustuje w nieustannym tutti orkiestrowym na poziomie fortissimo. Głośna orkiestra ma jednak swoje zalety, szczególnie dla widzów, którym jest duszno w wypełnionej po brzegi sali koncertowej. Kiedy ja wraz z sąsiadem odwiedziłem Teatr Wielki, nie było kompletu, ale duszno... owszem. Na szczęście orkiestra od pierwszych taktów zapisanych w partyturze „Elektry” rozkręcała się aby szybko dojść do apogeum swoich możliwości.

Dyspozytor sprawnie sterujący teatralnymi urządzeniami elektrycznymi mógł wreszcie uruchomić klimatyzację i wkrótce ożywcza fala świeżego powietrza odświeżyła ciężką atmosferę wokół nas. Mogłem już nie zwracać uwagi na zasłaniające scenę głowy miłośników najpiękniejszej w świecie muzyki niemieckiej. Cóż z tego, że z balkonu nie wszystko widać, skoro scenografia właściwie nie zmienia się przez cały spektakl...

W światowych realizacjach tej opery także nie ma wielkich odstępstw od tej formuły. Podzielę się z czytelnikami kilkoma emitowanymi w sieci spotami zarejestrowanymi podczas spektaklu. Oto pierwszy z nichZürich Opera House Eva Johansson jako Elektra.

Po takim wstępie czytelnik tej recenzji ma prawo spodziewać się, że pójdę w ślady moich świetnych poprzedników, którym spektakl „Elektry” nie przypadł, niestety, do gustu. Spróbuję wszakże abstrahować od niewątpliwego koszmaru obcowania z koryfeuszami sceny biegającymi po niej z nożem i toporem w rękach. Zapomnę nawet o scenie tańca nad ciałami zamordowanych władców. Pominę też quasi komputerowe tłumaczenie tekstu libretta. Zawsze to taniej powierzyć translację maszynie, niż dać zarobić chudemu literatowi ze znajomością najpiękniejszego w świecie języka niemieckiego. Poeta Kleist bez ogródek pisał o rzeczywistym uroku swojej ojczystej mowy, przyznając że właściwie nadaje się ona jedynie do wydawania wojskowych komend. To nie najlepsze świadectwo człowieka pióra. Przyjrzyjmy się, jak ona brzmi w szacownych murach Royal Albert Hall: Aria Marilyn Zschau
"Allein.Weh, ganz allein"


Mimo wszystko warto wykorzystać wszystkie środki artystycznego wyrazu zawarte w wyśpiewywanych strofach, ale żaden komputer nie jest w stanie tego rozpoznać. Jakież rozczarowanie spotyka przekonanego o swojej racji człowieka, gdy przeczyta w programie imię i nazwisko osoby, która za taki rezultat odpowiada...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Oj, tak rozumiem Autora doskonale. Nie ma to jak włoskie belcanto.
Sprawa kiepskiego tłumaczenia libretta jest jednak dla mnie oburzająca.

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Juź wiem co mnie ominęło:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.