Facebook Google+ Twitter

Elektroklapa? Tragedia w Operze Narodowej

Czy powaga i szacunek z jaką Decker odniósł się w swojej wizji klasycznej "Elektry" Straussa do tematu historii zbrodni i koła zemsty, miłości i nienawiści opakowane w pełnego patosu inscenizację mogą prowadzić do zabicia uroku opery?

Opera Narodowa / Teatr Wielki - widok z zewnątrz / Fot. Witold KossakowskiKoleżanki (Beata, Kasia, Weronika i Karolina) praktycznie wyczerpały mi temat, ale postaram się coś dodać od siebie. Zgadzam się z nimi, że Willy Decker stworzył coś bardzo monumentalnego, przytłaczającego dźwiękami instrumentów i sprytnie zamkniętego w jednym akcie (aż 2 godziny). Można zaryzykować, że reżyser zrobił wszystko, aby zniechęcić typowego Kowalskiego do opery. Ale to co dla mnie, laika, byłoby nieodzownym elementem każdego przedstawienia, dla wtajemniczonych może być traktowane jako zbędne fajerwerki. Nie od dziś wiadomo, że wszystkim się nie dogodzi. Na pewno trzeba docenić jakość scenografii – nic nie dudniło, chybotało się czy sprawiało wrażenie miękkiej formy. Prawdziwy beton! Chyba zgodnie z założeniem scenografa. Taka dekoracja narzucała sposób poruszania się w jej obrębie i zmuszała aktorów do tworzenia sztucznego ruchu w postaci mało zrozumiałego miotania się od schodów do ściany i z powrotem przy jednoczesnym machaniu rękoma.

Brawa trwały kilka minut! / Fot. Witold KossakowskiMusimy jednak pamiętać, iż w operze najważniejsza jest muzyka a tej nie tylko nie brakowało ale wręcz dominowała. I dobrze, niektórym nie pozwalała zasnąć, innych doprowadzała do wspaniałych uniesień (utwór uznawany jest za jedno z największych osiągnięć operowych Straussa), a mnie się po prostu podobała. Partie wokalne Elektry w wykonaniu Caroline Whisnant były znakomite! W tyle nie pozostawały Ewa Podleś w roli Klitemnestry oraz Therese Waldner jako Chryzotemis. Doceniliśmy to kilkominutowym aplauzem na zakończenie sztuki. Niemniej odpowiedź na pytanie, które postawiłem we wstępie jest mimo wszystko twierdząca. Ale czy tylko dla piękna sztuki chodzimy do teatru/opery? Chyba nie. Mamy sposobność założyć/kupić coś czym skosimy konkurencję (panie) lub odkurzyć dawno nie zakładany odświętny strój (panowie). Spotykamy się ze znajomymi, przyjaciółmi. Nawiązujemy nowe relacje. Spędzamy czas z naszymi bliskimi. I tak trzymać!

Richard Strauss "Elektra"
Tragedia w jednym akcie
Libretto Hugo von Hofmannsthal według Sofoklesa
Oryginalna wersja językowa (niemiecka)

Dyrygent: Tadeusz Kozłowski
Reżyseria: Willy Decker
Asystent reżysera: Wim Trompert
Scenografia i kostiumy: Wolfgang Gussmann
Reżyseria świateł: Hans Toelstede
Przygotowanie chóru: Bogdan Gola
Przygotowanie muzyczne i językowe solistów: Marcin Kozieł

Obsada:
Klitemnestra - Ewa Podleś
Elektra - Caroline Whisnant
Chryzotemis - Therese Waldner
Egist - Kurt Azesberger
Orestes - Mark Schnaeble
Piastun Orestesa - Remigiusz Łukomski
Powiernica - Magdalena Edzik
Niosąca tren - Justyna Samborska
Młody sługa - Karol Kozłowski
Stary sługa - Mieczysław Milun
Nadzorczyni - Monika Blandyna Mych

Chór i Orkiestra Opery Narodowej
Solo Heckelphon Walfgang Scholtstädt
Solo Basstrompete Tomomasa Ueyama

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

operoman
  • operoman
  • 20.06.2012 17:00

Człowieku, ty lepiej nie chodź więcej do opery bo jak czytam te twoje wypociny to mi się słabo robi. Willy Decker jest jednym z najlepszych reżyserów operowych naszych czasów, a jego Elektra to arcydzieło. Ale co taki pismak siedzący na facebooku może zrozumieć z takiego arcydzieła, jak widac po tym bełkocie, nic!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie byłam, nie widziałam, nie słyszałam ale za recenzję plus. Dobrze, że ktoś jeszcze wykazuje jakiekolwiek zainteresowanie operą. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.