Facebook Google+ Twitter

Element empatii

Znowu nie spełniamy europejskich standardów kultury politycznej. Polska jest hamulcowym, który forsuje swoje interesy kosztem całej Wspólnoty.

Nie po raz pierwszy przychodzi konfrontować się z bolesną prawdą o naszym destruktywnym wpływie na ideę europejską. Tym razem gorzkie wnioski sformułował zagadnięty przez "Rzeczpospolitą", Kai Olaf Lang, z berlińskiej Fundacji Nauka i Polityka. Niemiecki publicysta zwrócił uwagę, że polskie weto wobec porozumienia z Rosją nie tylko rodzi kłopoty, ale także wzmacnia wizerunek Polski jako kraju buntowniczego. Nie trzeba być przedszkolanką, żeby wiedzieć, że taki image nie ułatwia realizacji podstawowych celów wychowawczych.

A przecież w unijnym podejściu do polskich problemów nie brak elementu empatii. Całe szczęście, element ów nie tłumi jednak do reszty trzeźwej oceny postawy „trojańskiego osła Europy”. K.O. Lang konstatuje: „Niemieccy politycy powtarzają, że Polska nie ufa unijnym mechanizmom i działaniom wobec Rosji. Nie wystarczyły obietnice Komisji, że zajmie się sprawą rosyjskiego embarga. Polska chciała mieć możliwość zablokowania negocjacji z Rosją.”

To bardzo ważne słowa. Nie od dziś bywalcy europejskich salonów załamują ręce na widok Polaków z upodobaniem marnujących każdą nadarzającą się okazję, by się zamknąć. Coraz częściej dochodzą do głosu pesymiści, otwarcie wątpiący, że swarliwe nadwiślańskie plemię kiedykolwiek dorośnie i nauczy się zachowywać w sposób nie przynoszący wstydu starszym.

W dodatku gołym okiem widać, że Polska nie potrafi wyciągnąć konstruktywnych wniosków z własnych doświadczeń. Parę miesięcy temu, w atmosferze – a jakże – konfliktów i kłótni, świętowano w Polsce ćwierćwiecze wybuchu „Solidarności”. Co nam dziś zostało z tamtej zamierzchłej epoki narodowego uniesienia? Obawiam się, że jedynie pustka i zakłamana samoocena. Słyszymy od czasu do czasu o rzekomych zasługach pierwszej „Solidarności” dla obalenia komunizmu w Europie. A przecież realną przyczyną upadku Wielkiego Brata było rozebranie muru dzielącego Berlin przez rozentuzjazmowanych Ossies. Cały świat widział to w telewizji. Tylko Polacy zapamiętali to inaczej. Po swojemu. I szkoda nawet pytać, czy na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat kogokolwiek z Polaków stać było na słowo podziękowań za sprezentowaną wolność.

Jest jednak coś znacznie gorszego od owej niewdzięczności: polska hipokryzja. Dzisiaj, kiedy cywilizowane kraje w łaskawości swojej zgodziły się uznać w Polakach Europejczyków, Polacy zamiast obsypywać pocałunkami, kąsają rękę, która ich karmi. Zapomnieli już, że jako kraj należący do obozu zwycięzców II wojny światowej przez dziesiątki lat korzystali z dobrodziejstw przodującego ustroju. Nie pamiętają, że w czasach, kiedy zachodnie Niemcy jęczały pod jarzmem Planu Marshalla, otoczeni byli troskliwą opieką Wielkiego Brata, dzięki czemu ich kraj gospodarczo i społecznie się rozwijał.

Trudno się tedy dziwić, że polska krótka pamięć i towarzysząca jej arogancja, coraz częściej wzbudzają wśród opiniotwórczych elit starego kontynentu, spore zakłopotanie i konsternację.

Wbrew ostatnim wypadkom, nadal wierzę, że jeszcze nie wszystko stracone. Wciąż istnieje szansa, że Polacy nabędą cnotę cierpliwości i z biegiem czasu pojmą, że chcąc być szanowanym, trzeba nauczyć się poprzestawać na zapewnieniach i obietnicach. Deklaracje europejskich mężów stanu to nie fraszka.

Swój optymizm w tej mierze opieram na fakcie, iż fundamentem zjednoczonej Europy jest nie co innego, jak idea solidarności. To z niej rodzi się siła, która sprawia, że możemy z dumą śpiewać „Odę do radości”.

I byłoby ze wszech miar wskazane, żeby zamiast psuć ogólną atmosferę, epatować nieodpowiedzialnością i egoizmem, jątrzyć i narażać na szwank poważne interesy, Polacy potraktowali wreszcie serio kanon praw człowieka. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Dla dobra wspólnego, zrezygnować ze swego. Zamiast używać siły i potępić, wczuć się, porozmawiać i zrozumieć. Okazać empatię... Co to znaczy w praktyce, pokazali latem 1995 r. holenderscy żołnierze w Srebrenicy, kiedy zamiast zapewnić bezpieczeństwo bośniackim cywilom, wykazali pełne zrozumienie wobec żądań Serbów. Był to bodaj najbardziej spektakularny przykład "skuteczności" zachodnich Europejczyków w konfrontacji z brutalnym barbarzyństwem. 

Ku zgryzocie światłych i wrażliwych ludzi dobrej woli, katolicka Polska cywilizacyjnie zdaje się wciąż oddalać od holenderskiego wzorca. Czy to dobra wróżba dla zjednoczonej Europy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Za zasługi Muru Berlińskiego, zacofanie chrześcijańskiej Polski - i wredny język.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michał, dziękuję za temat. Nie biorę;) Bo nie mam rozeznania i nie czytam drukowanych gazet częsciej niż raz na tydzień, czasem rzadziej. Oczywiście miliony mrówek to mrowisko, czyli perfekcyjnie fukcjonujące spoleczeństwo, w którym każdy ma ściśle określoną rolę do odegrania i musi, za przeproszeniem, zapieprzać żeby przetrwać. No i w takim kontekście już dopuszczalne jest walenie z tej armaty...:) Natomiast śledzę pewne niepokojące wieści zza Odry o coraz to nowych sukcesach chłopców z NPD... To może się zrewanżuję propozycją tematu: skąd taki sukces NPD? Ja coś kiedyś czytalem, o ile dobrze pamiętam, wykorzystują jakieś kruczki prawne, ale chętnie bym przeczytał Twój tekst na ten temat. Będąc w tej dobrej sytuacji, że nie muszę kadzić ("panie Prezesie":) powiem jeszcze raz, że ton, o którym pisałem, może być czasem nużący, nie spełniać swojej roli, itp. Ale to są oczywiście moje subiektywne odczucia. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi ossadzie! Dziękuję za ten komentarz. Tym bardziej, że krytyczny. Na początek jednak proponuję, żebyśmy się od dzisiaj zastosowali do obowiązującej na w24 netykiety. Mów mi...po imieniu. Co do meritum. Ton, jaki jest, każdy widzi. Przybieram go z pobudek czysto egoistycznych. Wyznaję otóż pogląd, że w naszych debatach/dyskusjach/polemikach, a czasem wręcz (o zgrozo!) nawet - felietonach, za dużo jest solennej, marmurowej nieledwie powagi i namaszczenia. Osobiście lubię ironistów, toteż staram się od czasu do czasu stroić instrument na ów ton. (Na marginesie, polecam jak najczęstsze obcowanie z "Myślami nieuczesanymi" Stanisława Jerzego Leca). Wracając jednak - jak to się mówi - "do adremu", mam coraz mniej wątpliwości, czy przypadkiem nie wytaczam armat przeciw mrówkom. Co do byłego kagiebisty, oczywiście, masz rację. Mam nadzieję, że Twoje nadzieje się ziszczą. Tymczasem chciałbym się podzielić tematem do odstąpienia. Twojemu krajanowi (Klausowi Bachmannowi) zaproponowałem napisanie komentarza do informacji podanej przez dzisiejszą Rzepę. O tym, że niemieccy socjaldemokracji masowo nawracają się na ideę Eriki Steinbach. Może i Ty (oraz inni autorzy), i Klaus zechcecie skomentować ten fakt. Bez wytaczania armat przeciw mrówkom... ;) Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiem, czy ten ton, który jest obecny we wszystkich Pana tekstach, zawsze dobrze pasuje do tematyki. Tu ironizuje Pan między innymi na temat stosunku do naszego weta, przytaczając jedną wypowiedź z prasy niemieckiej. Bez obrazy, ale odnoszę wrażenie, że trudno się Panu wyrwać z kręgu tematyki: stosunki polsko-niemieckie. To nie jest w końcu żaden zarzut, ale w przypadku tego tekstu jest trochę tak, jakby Pan wytaczał armatę przeciw mrówce. Tym bardziej, że Putin ma coraz większe problemy ze swoją pieczołowicie budowaną wizją prezydentury i demokratycznego państwa... w którym zabija się dziennikarzy i dopuszcza się mafię do rządzenia krajem. Zdaje się, że jednak znajdziemy zrozumienie dla naszego weta, natomiast Putin dla swoich praktyk - niekoniecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.