Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41291 miejsce

Elfy w Czarnej

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2008-07-07 19:33

Młodzi ze wsi Czarna chcieli zagrać w terenową grę fantasy. Dorośli z Czarnej na fantastyce się nie znają, ale przy okazji – w czynie społecznym – postawili całkiem realny, drewniany gród.

W pewien czerwcowy weekend życie we wsi Czarna (woj. świętokrzyskie) toczyło się w dwóch wymiarach. W świecie magicznym grupa młodych ludzi wcielała się w elfy i olbrzymy. W świecie realnym mieszkańcy Czarnej bawili się na festynie wiejskim w zbudowanym własnymi siłami „średniowiecznym” grodzie. Elfy zdjęły kostiumy i poszły w poniedziałek na lekcje. A w Czarnej został gród – miejsce wypoczynkowe, piknikowo-rodzinne. I odnowione sąsiedzkie znajomości.

Młodzi stawiają na elfy



Grupa młodzieży z Końskich i okolic postanowiła zagrać w „Ziemiomorze”.
– To gra terenowa, podczas której uczestnicy wcielają się w role fantasy – mówi Magda Szkatuła, jedna z pomysłodawczyń. – Jej zasady i przebieg wymyśliliśmy sami, wzorując się na innych grach RPG [od ang. role-playing game, zwanej też grą wyobraźni; toczy się w wymyślonym przez grających świecie, według zaplanowanego scenariusza – przyp. red.]. Chodziło o to, żeby się można było pobawić, poprzebierać, nawiązać kontakty z innymi, którzy mają podobne zainteresowania. Pieniądze na realizację pomysłu przyznał im Program „Młodzież”. Napisali, że chcieliby we wsi postawić z drewna replikę średniowiecznego grodu i rozegrać tam partię „Ziemiomorza”. Planowali, że drewno kupią. Okazało się, że nie trzeba było. Pieniądze wykorzystali na zorganizowanie warsztatów z rzemiosła i garncarstwa, na materiały i rekwizyty do gry, noclegi uczestników i jedzenie na finałowy festyn.

Uczestnicy wcielali się w postacie ze zmyślonego świata. Był człowiek cień, elfy, wojownicy i olbrzym. Wszyscy zostali gustownie przebrani, w stroje nabyte w lumpeksach, odpowiednio postarzone na warsztatach z rękodzieła. Zadaniem uczestników było przywrócenie harmonii światu, poprzez odzyskanie skradzionych Ksiąg Czterech Żywiołów. Do zabawy zgłosiło się 30 śmiałków: z Końskich, Stąporkowa, Czarnej, Janowa – jak najbardziej realnych wsi w Świętokrzyskiem. Przywracanie równowagi światu zajęło im 2 dni, przemierzali tereny nadleśnictwa Stąporków, umykali patrolom konnym, rzucali uroki na nieprzyjaciół i przygotowywali kogel-mogel w zamian za naprowadzające na trop Ksiąg wskazówki.

Czarna stawia na festyn



Podczas wielkiego finału drużyny spotkały się na festynie, w „średniowiecznym” grodzie, we wsi Czarna. Na gród nie musieli szukać pieniędzy: zbudowali go wspólnym, społecznym wysiłkiem dorośli – mieszkańcy (około 100 osób), rada sołecka, dwóch burmistrzów i inni. Jak elfom udało się sprzedać im ten pomysł? Pierwszą ambasadorką była Agnieszka Wojnarowska, przewodnicząca rady sołeckiej. Opowiedziała na radzie, że na zapuszczonej wyspie młodzi chcą postawić wiaty i zorganizować festyn, i Czarna się do tego zapaliła.

– Ludziom strasznie się spodobało, że festyn odbędzie się u nich. Zaczęli różne rzeczy wymyślać: że będą pokazy młócki zboża, że będą młócić na czas. Zwieźli cepy i ćwiczyli popołudniami.

Wszyscy budują gród



Młodzież skupiła się na planowaniu gry i rejestrowaniu uczestników. Zajmowało się tym kilka osób. Rozwiesili plakaty i wysłali mejle do znajomych. Dorośli byli ambasadorami przedsięwzięcia w świecie realnym: samorządzie, nadleśnictwie, sądzie – wszędzie tam, gdzie trzeba było wzbudzić zaufanie albo załatwiać formalności. Największym wyzwaniem była budowa grodu. Wyspę w Czarnej, na której miał stanąć, porastały chaszcze. Ale okazało się, że gród – podobnie jak festyn – rozpala wyobraźnię. Nadleśnictwo przyznało drewno na budowę. Burmistrz Stąporkowa wysłał do pomocy 2 osoby, które budowały gród w ramach robót interwencyjnych. Wykarczowali krzaki i postawili wiaty. Krzysztof Wojcierowski, kurator sądowy zaproponował, żeby pomagali im nieletni chuligani, skierowani tam do prac społecznych. Jaki był efekt? Młodzi przychodzili na wyspę nawet, kiedy odpracowali już karę.

Festyn w Czarnej był wydarzeniem lata. Samorząd wprowadził nawet jednodniową prohibicję. Panie z koła gospodyń wiejskich nagotowały kaszy i pierogów. Były konkursy sprawnościowe, a patrole konne z „Ziemiomorza” ścigały uczestników gry po lesie, niczym upiory we Władcy Pierścieni.

– Sam pomysł z grą był pretekstem, który poruszył całą lokalną społeczność – mówi Maciej Szkatuła ze Stowarzyszenia Inicjatyw Lokalnych „Źródło”, które pomagało grupie młodych ludzi w realizacji przedsięwzięcia. – Większość mieszkańców do dzisiaj nie ma pojęcia, w co oni wtedy grali. Ale wszyscy chcieli zrobić festyn, więc im na to pozwoliliśmy. Udało się, bo każdy zobaczył w tym korzyść.

autorka Małgorzata Borowska
artykuł ukazał się w miesięczniku organizacji pozarządowych gazeta.ngo.pl (więcej na www.gazeta.ngo.pl)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.