Facebook Google+ Twitter

"Eli, Eli" Wojciecha Tochmana. Bieda, upodlenie, choroba, śmierć

Po lekturze "Eli, Eli" kocham Wojciecha Tochmana i nienawidzę go jednocześnie. Podziwiam jego styl i konstrukcję opowieści i potępiam za cynizm oraz obłudę. Przeczytałem w życiu mnóstwo książek, ale żadna nie wywołała tak ambiwalentnych uczuć.

 / Fot. Wydawnictwo CzarneWojciech Tochman opowiada w "Eli, Eli" o współczesnej Manili, stolicy Filipin. W zasadzie nie o niej samej, ale jej wycinku. Onyx to dzielnica slumsów. Ludzie tu nie żyją, ale wegetują, gniją, umierają... Zdychają - chciałoby się powiedzieć. Nie mają domów, żywią się resztkami, pracują dorywczo lub wcale.

"Ale wystarczy przejść się Makati Avenue, jakieś trzysta metrów w stronę Zatoki Manilskiej, minąć po lewej żółtoburą bryłę hotelu Mandarin Oriental (z barem Kipling na parterze) i zatrzymać się na czerwonym świetle przy Paseo de Roxas - oto nieprzekraczalna dla biedy granica (...) Zielone światło, zielony ludzik się rusza, zaprasza, a nędza wie, że jej nie wolno. Żadnego strażnika, policjanta na skrzyżowaniu, nikt tej linii podziału nie pilnuje" - pisze Tochman. Znaczy linię podziału, która nie dotyczy tylko Filipin i Manili, ale cywilizacji białego człowieka i Trzeciego Świata, północy i południa, bogactwa i biedy, zdrowia i choroby, sytości i głodu, życia i śmierci. Rysuje linię demarkacyjną, podobną do tej na Półwyspie Koreańskim, rozdzierającą świat na pół. Będącą murem między sercem i rozumem, empatią i znieczulicą.

 / Fot. Grzegorz WełnickiKocham Tochmana, bo napiętnował obłudę, postawił diagnozę, zepsuł mi nastrój. Nienawidzę, bo zrobił to schematycznie. Zamknął historię biedy na kilku stronach. Opowiedział kilka wieków w kilkunastu zdaniach. Uwielbiam go, bo obraz ludzi, których spotkał wraz z fotografem Grzegorzem Wełnickim, jest naturalistycznie prawdziwy. Nie znoszę, bo jego ocena źródeł biedy, nieszczęścia to redukcjonizm, pójście na łatwiznę, truizm, stereotyp.

Oddaję hołd Tochmanowi, który palcem pokazuje, jak biały człowiek czerpie perwersyjną przyjemność z patrzenia na zdjęcia i "story" ludzkich dramatów, chorób, nieszczęść. Pluję na niego, bo sam kradnie tym ludziom historię, przyczynia się do powstania kolejnych zdjęć.

Podziwiam Tochmana za to, że nie przestraszył się chorób bijących w europejskie, wielkopańskie poczucie estetyki. Że ohydnych, spurchlałych ciał nie potraktował, jak atrakcji turystycznej, ciekawostki przyrodniczej. Nie znoszę go za to, że z zakpił z Wełnickim z choroby cierpiącej Ate Jo. Pozwolił, by owrzodzoną postać "wystylizować" na "Dziewczynę z perłą" Jana Vermeera. Pogardzam obojgiem - reporterem i fotografem, za to, że stworzyli antytezę piękna, wyprodukowali antykanon.

Czytaj także: "Eli, Eli" Wojciecha Tochmana. Biały człowieku, zlajkuj moją nędzę


Gniewam się (choć bardzie pasuje inne słowo: wk...wiam) na Tochamana za parafrazy z Ewangelii przeplatane przekleństwami. Za akty strzeliste sprofanowane bluzgami. Za idiotyczną tezę, że źródłem zła, biedy i podziałów jest na Filipinach, ale też w innych rejonach świata, katolicyzm czy szerzej, religia. Drażni mnie, że cierpienie pojmuje tylko, jako fizyczną udrękę, że wykpiwa próby znalezienia dla niego sensu.

Podpisuję się pod zawartym między wierszami twierdzeniem, że poprawiające samopoczucie dobroczyńców, prymitywne formy pomocy humanitarnej nie rozwiązują problemu biedy. Truizm, że biedocie należy dać wędkę, a nie rybę ma sens. Problem w tym, że wzięcie wędki wymaga wysiłku, zaangażowania ze strony obdarowanego. Tochman i Wełnicki próbowali dawać i rybę i wędkę. Sparzyli się.

"Eli, Eli" to książka-oskarżenie. Tochman tekstem, a Wełnicki zdjęciami ze snajperską skutecznością strzelają w umysł i uczucia. Podczas lektury ma się ochotę rozłożyć na części własny system wartości i zacząć składać go od nowa. "Eli, Eli" to perfekcyjny pod względem formy obraz dychotomii, polaryzacji. Masz jednak problem czytelniku. Jeżeli stać cię na tę książkę, jeżeli potrafisz czytać, stoisz po złej stronie: oprawców i białych ludzi. Tych wszystkich, którzy skazują manilską biedotę na wegetację i zdychanie. W tle pobrzmiewa jednak pytanie. Czy taki obraz i sposób stawiania sprawy jest prawdziwy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.