Facebook Google+ Twitter

Eliminacje Champions League, Polacy znów na tarczy - analiza

W nadchodzącej edycji Ligi Mistrzów tradycyjnie jak co roku zabraknie mistrzów Polski. Tymczasem, równie tradycyjnie, w szerokie grono uczestników wdarły się zespoły, o jakich wielu z kibiców piłkarskich nigdy nie słyszało.

 / Fot. uefa.comHistoria niespodziewanych rozstrzygnięć jest długa. Sezon 1999/2000 słoweński NK Maribor eliminuje Olympique Lyon. Rok później kolejna sensacja, szwedzki Helsinborg IF wygrywa w eliminacjach ze słynnym Interem Mediolan. Rok 2005 przyniósł zaskakujący awans, zaledwie dwukrotnego mistrza Słowacji. Artmedia Petrzalka Bratysława na swojej drodze do awansu, wyeliminowała takie zespoły jak Glasgow Rangers i Partizan Belgrad. Sezon 2006/07 Chievo Verona odpada, w konfrontacji z mistrzem Bułgarii Lewskim Sofia. Są to tylko niektóre z najciekawszych występów drużyn nie uznawanych za faworytów eliminacji Champions League w ostatnich latach.

Cypryjski Anorthosis Famagusta i białoruski BATE Borysów to tegoroczni szczęśliwcy. Dlaczego brama piłkarskiego raju stoi dla mistrzów Polski wciąż zamknięta? Czy poziom naszych zespołów sięgnął dna? Jak najbardziej można tak wywnioskować analizując budżety tegorocznych beniaminków. Białorusini z BATE Borysów, pod względem infrastruktury wypadają fatalnie na tle tegorocznego mistrza Polski. Stadion miejski na którym rozgrywa swoje spotkania klub ze wschodu, może pomieścić zaledwie ponad pięć tysięcy widzów. To tyle co lider naszej I ligi Podbeskidzie Bielsko-Biała! Jeśli chodzi o budżet klubowy traktowany jako wyznacznik siły sportowej zespołu, sytuacja wygląda jeszcze bardziej szokująco. Liczba 1,5 mln euro to kwota mniejsza jaką operuje nasza Odra Wodzisław! Gdy Zagłębie Lubin kilka lat temu odpadło w eliminacjach Champions League ze Steauą, trener Czesław Michniewicz niepowodzenie tłumaczył różnicą budżetów obu klubów. Boisko jednak weryfikuje, że same pieniądze nie grają.

Kolejny z tegorocznych nowicjuszy również nie należy do bogaczy. Cypryjski Anorthosis, dysponuje podobnym budżetem jak Wisła Kraków. Co więcej na swojej drodze do LM spotkał zespół dwa razy bogatszy i dużo bardziej utytułowany. Olympiakos Pireus posiadający fanatycznie wspierających kibiców, których ogłuszający doping wywołałby trzęsienie łydek niejednego polskiego internacjonała, okazał się słabą przeciętną drużyną. Tymczasem kilka sezonów temu w Atenach, triumfator polskiej ekstraklasy został zmiażdżony przez wyjątkowo słabego wówczas mistrza Hellady.

Kolejny mit o poziomie ligi jako przeszkody, należy odłożyć do lamusa. Choć nie w przypadku mistrza Polski (jaki by on nie był) któremu w awansie notorycznie przeszkadzają: za mały budżet, niewygodny rywal, wąska kadra, temperatura na stadionie, za małe doświadczenie w pucharach i wiele innych.

Liga Cypryjska niegdyś przez wielu wyśmiewana, a piłkarze w niej grający traktowani jak banici zesłani na futbolową Syberię, udowodnili swoją wartość. Łukasz Sosin, który zdaniem selekcjonera nawet nie zasłużył na powołanie do reprezentacji, już niedługo będzie jeździł od Weserstadion do San Siro. Pytanie dlaczego w naszej kadrze obsadzonej piłkarzami pokroju Pazdana czy Zachorskiego brakuje miejsca dla gwiazdy zespołu Ligi Mistrzów? W Atenach kilka sezonów temu triumfator polskiej ekstraklasy przekonał się sromotnie o sile i tak wyjątkowo słabego wówczas mistrza Hellady.

Należy postawić pytanie, w czym tkwi przyczyna niemocy naszych zespołów w eliminacjach LM? Często pojawiają się głosy o pechowym losowaniu. O ile można się z tym zgodzić uznając Manchester United, FC Barcelonę czy Real Madryt za rywali, z którymi bardzo trudno o sukces. To takie zespoły jak Anderlecht Bruksela, Panathinaikos Ateny, Szachtar Donieck czy Steaua Bukareszt nie są chyba piłkarsko słabsze niż Rapid Wiedeń, Lewski Sofia czy Olympiakos Pireus. Poziom jak najbardziej porównywalny, jak widać nie stanowiący przeszkody dla klubów z 57. i 63. kraju wg rankingu FIFA. Czy powodem jest blokada psychiczna? Być może brak odpowiedniego podejścia i mentalności zwycięzcy? Dlaczego w wywiadzie przed meczem na Camp Nou Rafał Boguski otwarcie przyznał, że gdy pojawi się na stadionie, na pewno nogi zaczną mu drżeć? Czy to jest odpowiednia postawa sportowca mającego rozegrać najważniejszy mecz w karierze? Pamiętny mecz z Panathinaikosem w Atenach, Wiślacy przegrali już w głowach w szatni. Awans wówczas wydawał się blisko jak nigdy, i chyba ta podświadomość zniszczyła psychicznie Polaków.

Tegoroczna edycja Champions League znów udowadnia, że jej progi nie są przeznaczone tylko dla milionerów, a zawodnicy cypryjscy, białoruscy czy nawet duńscy to nie nadludzie. Polscy trenerzy raz na zawsze powinni porzucić swoją śpiewkę o rywalach „poza zasięgiem”. Walka, zaangażowanie, ambicja i trochę szczęścia, jak widać są najprostszym skutecznym środkiem rywalizacji z faworytami. Piękno sportu to także jego nieprzewidywalność, za co wszyscy go kochają na całym świecie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.