Facebook Google+ Twitter

Eliminacje MŚ: Anglia gra o życie, Polska o honor

Wieczorem Polska zmierzy się z Anglią na Wembley w ostatnim meczu eliminacji do mistrzostw świata. Dla Polaków będzie to walka o pozostawienie po sobie przyzwoitego wrażenia, dla Anglików natomiast batalia o bezpośredni awans na mundial.

Trening Polaków na Wembley / Fot. PAP/Radek PietruszkaPolacy do spotkania z Anglikami przystąpią na luzie, o ile oczywiście w przypadku gry na Wembley można mówić o jakimkolwiek luzie. Nieudane eliminacje, zaledwie dwa przyzwoite mecze, z których żadnego nie udało się wygrać, to sukcesy biało-czerwonych. Remis u siebie z dzisiejszym rywalem 1:1 i porażka z Ukrainą w Charkowie 0:1. Te dwa spotkania mówią wszystko o dyspozycji Polaków podczas batalii o występ w Brazylii. Brak zwycięstw był charakterystyczny dla kadry Waldemara Fornalika, bo jak realnie można myśleć o awansie, skoro potrafimy wygrać jedynie z dwukrotnie z San Marino i raz z Mołdawią, ale bądź co bądź, pozwalając Sanmaryńczykom na trafienie historycznego gola?

Piłka jest okrągła, a bramki są dwie, albo my wygramy, albo oni

Pomimo braku szans na awans, mecz z Anglią na ich terenie przyciąga uwagę. Nawet jeśli nie gramy o stawkę, to warto godnie zaprezentować się w świątyni futbolu. Jeśli nie uda się wygrać, za czym przemawia historia, to może chociaż uda się przegrać z klasą, by Polacy mieszkający w Anglii nie musieli się wstydzić i by wszyscy Polacy mogli choć przez ostatnie 90 minut eliminacji do mundialu, cieszyć się piękną grą kadry narodowej.

Skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle?

Anglicy grają z nożem na gardle. Jeśli nie wygrają, będą musieli uznać wyższość Ukrainy i bić się o światowy czempionat w barażach. Ukraina w taki scenariusz nie wierzy, bo nie wierzy w umiejętności polskich piłkarzy. Trudno im się dziwić, skoro na Stadionie Narodowym ograli kadrę Fornalika 3:1, a u siebie 1:0. Fakt, Polacy w rewanżu wysoko postawili poprzeczkę piłkarzom Mychajły Fomenki i pierwszy raz od dawna zagrali bardzo dobrze w defensywie, popełniając zaledwie jeden kardynalny błąd, który kosztował biało-czerwonych porażkę nie tylko w meczu, ale również w całych eliminacjach. Cztery dni na uszczelnienie obrony, to zarówno dużo i jak i mało. Jednak cudów nikt spodziewać się nie może. Gdybyśmy jeszcze zagrali w Polsce, to "cud nad Wisłą" byłby realny, na Wembley, gdzie jeszcze nigdy w historii nie wygraliśmy, o boskie działanie może być niezwykle trudno.

Jedni rodzą się do skrzypiec, inni do munduru. Ja urodziłem się dla piłki

Historia uczy jednak pokory. Anglicy spokojni o trzy punkty, tak jak nasi wschodni sąsiedzi w meczu z San Marino być nie mogą. Jan Tomaszewski w 1973 roku zdołał zatrzymać Anglię na Wembley i wyrzucić ich tym samym z niemieckiego mundialu. 17 października od tamtych wydarzeń upłynie równe 40 lat. Może po niespełna czterdziestu latach Polacy znów sprawią niespodziankę i zepchną Anglików do baraży? Może tym razem to Robert Lewandowski wymownym gestem "zgasi" Wembley, by tym samym wśród polskich kibiców wypłynąć na piedestał. Kibiców oraz przyszłych angielskich pracodawców, o których z każdym kolejnym dniem mówi się coraz więcej. Może tym razem, to Artur Boruc zostanie polskim królem Arturem, który młodemu polskiemu pokoleniu, niepamiętającemu z oczywistych względów sukcesów "orłów Górskiego", da nowe historyczne Wembley, o którym będziemy mogli opowiadać przyszłym pokoleniom.

Jak się szczęście zaczyna powtarzać, to już to nie jest szczęście

Polacy zagrają mecz o honor, a te trzeba przyznać wychodzą nam nie najgorzej. W 2002 roku rezerwowy skład reprezentacji Polski, który wyszedł na ostatni mecz mistrzostw świata w Korei i Japonii pokonał Amerykanów 3:1 (wcześniej Polacy ulegli reprezentacji Korei 0:2 i Portugalii 0:4). Cztery lata później znów na wielkiej imprezie na mundialu w Niemczech w meczu o honor biało-czerwoni pokonali Kostarykę 2:1 (wcześniej przegrali z Ekwadorem 0:2 i Niemcami 0:1). Na mundialu w Republice Południowej Afryki nas nie było, podobnie jak zabraknie nas w Brazylii. Na mistrzostwach Europy w 2008 i 2012 roku meczów o honor nie rozgrywaliśmy. Może ciężko porównywać mecz z Anglikami do mistrzowskiej imprezy, ale jakby nie było, w Brazylii nas zabraknie, więc do tego spotkania inaczej podejść nie można. Zwłaszcza, że gramy na Wembley.

Więcej wart jest trener, który ma szczęście, niż lepszy trener, który szczęścia nie ma

Anglicy grają mecz o życie, ale nie tylko oni. Niektórzy, jak i główny zainteresowany zdają się jeszcze wierzyć, że trener Fornalik może pozostać na stanowisku. Jego sprzymierzeńcy od spotkania towarzyskiego z Danią widzą progres w kadrze, a pierwsze 45 minut w meczu z Ukrainą, to wielkie osiągnięcie. Tyle, że pierwsze skrzypce zagrali w tym spotkaniu Mariusz Lewandowski i Grzegorz Wojtkowiak, piłkarze, z których usług Fornalik wcześniej praktycznie nie korzystał. Mówią, że tonący brzytwy się chwyta, stąd też na sam koniec swojej kończącej się już kadencji w fotelu selekcjonera trener zaserwował nam dość kontrowersyjne powołania. Choć z perspektywy po meczu z Ukrainą można przyznać, że trafne. Bądź co bądź, Wojtkowiak minął się z piłką i Boruc musiał wyjmować piłkę z siatki, ale obiektywnie patrząc, błędy w tej sytuacji Polacy popełnili dużo wcześniej. Gdybyśmy jednak jakimś cudem wygrali na Wembley, to kto wie, może Fornalik zachowałby posadę i może to właśnie on uciszyłby polskich kibiców?

Piłka to gra prosta. Nie potrzeba do niej filozofii

Polscy kibice są dalecy od jakiejkolwiek filozofii. Wierzą w sukces i liczą na dobre spotkanie. Ruszyli niczym w pospolitym ruszeniu na Anglię, do tego stopnia, że angielska federacja podarowała nam dodatkowe 10 tys. biletów, co za złe mają jej angielskie media. Czemu się dziwić? Polacy potrafią dopingować (abstrahując od złych wizerunków polskich kiboli) i zagrzewać swoich do walki. Potrafią być dwunastym zawodnikiem, który w odpowiednim momencie odśpiewa a capella "Mazurka Dąbrowskiego" i poderwie zespół do walki. Polski kibic wierzy do końca.

Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe

Wszystko pozostaje już tylko w nogach i głowach piłkarzy. Bo to oni będą aktorami, którzy wieczorem zaprezentują nam na arenie Wembley niecodzienny spektakl. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że dla Polaków nie okaże się on tragedią.

Grupa H: Anglia - Polska, godz 21 (TVP 1, Polsat Sport), Czarnogóra - Mołdawia, San Marino - Ukraina.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.