Facebook Google+ Twitter

Emigracja niejedno ma imię

Monika, Justyna, Marcin i Ola. Wyjechali za granicę w poszukiwaniu lepszego życia. I choć jednym się powiodło, drugim nie, zgodnie przyznają, że emigracja dołożyła im sporo kilogramów do bagażu doświadczeń.

Justyna ma 24 lata. Do Anglii wyjechała w 2005 roku. - Zdecydowałam się na to za namową chłopaka. Start mieliśmy o tyle łatwy, że mieszkaliśmy u jego rodziny, za darmo. Z pracą było gorzej. Najpierw nie mogłam niczego znaleźć. Na dodatek przez gapiostwo wpisałam w CV zły numer telefonu, o czym się zorientowałam dużo później - opowiada dziewczyna. Justyna przyznaje, że początki były najtrudniejsze, jej entuzjazm szybko ostygł, a nieznajomość języka okazała się bardzo kłopotliwa.

Monika, która od sześciu lat mieszka na włoskiej wyspie, wyjechała nie dla zarobku, lecz by wykorzystać czas do kolejnych egzaminów. - Marzyłam, aby studiować biotechnologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale moja wiedza okazała się niewystarczająca, nie wspominając o liczbie chętnych na ten kierunek... Stwierdziłam, że nie chcę studiować czegoś innego i spróbuję rok później.

Gdy przybyła na Sycylię, od razu bardzo się jej tu spodobało. - Nie bałam się, bo będąc młodym nie myśli się o przykrych sytuacjach, jakie mogą spotkać obcokrajowca. Znajomy załatwił mi mieszkanie i dorywczą pracę w pubie. A że kompletnie nie znałam języka włoskiego, to nawet nie liczyłam na lepszą posadę i zarobki.

Maciek opowiada o swoim pierwszym przylocie do Dublina jak o przygodzie życia. Był wtedy tuż po maturze. Pojechał z kolegą w ciemno, bez znajomych na miejscu, bez zapewnionego lokum, bez pracy. Przez pierwsze noce spali u przypadkowych ludzi, poznanych na ulicy. Dzisiaj uświadamia sobie, jak wiele ryzykowali. Nie znali kraju, a pozorni pomocnicy mogli ich przecież okraść, pobić. Nikt by nawet nie wiedział, gdzie szukać dwóch chłopaków z Polski. Dopiero po kilku dniach udało im się wynająć mieszkanie i znaleźć pracę.

- Najpierw pracowałem dorywczo w hotelu, nic ciekawego. Właściwe zatrudnienie to było w firmie wypożyczającej samochody. Początkowo myłem auta, potem jeździłem nimi tam, gdzie je zamawiano. Poznałem topografię Dublina i to pomogło mi potem w zdaniu egzaminów na taksówkę. Maciek zapewnił sobie spokojny byt, żyje teraz jak przeciętny Irlandczyk, jeździ na egzotyczne wakacje, korzysta z rozrywek, ma wielu znajomych, głównie wśród Polonii.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.12.2009 10:09

Ciekawy tekst, napisany poprawną polszczyzną.

Tytuł nieco mylący... Emigracja nosi na ogol jedno imię: money. Reszta to przypadki marginalne. Różnice dostrzegamy dużo później.

Poza tym autorka, jako osoba młoda (co zakładam), opisała jedynie ostatni, najnowszy etap historii emigracji naszych rodaków.

Zrobiła to jednak w sposób, który mi się podoba. Czekam na więcej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podobało mi się.
Nie zauważyłem, by bardzo żałowali.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.