Facebook Google+ Twitter

Emigracja. Slow kilka. Moich i bardzo prywatnych

Sposób na życie i pieniądze sąsiada? Oczywiście, najchętniej tego na emigracji.

 / Fot. .Śledzę publikowane informacje w tym temacie i komentarze ( no, nie przebrnę przez dwa tysiące) sama w komentowaniu biorąc tez udział.

Stany od zachwytu po depresje przewijają się pod kolumnami. Tylko co z tego?

Podejmując decyzje o emigrowaniu ponosimy jej konsekwencję. Po prostu. A że świat nie jest jak z folderu, którym oczy mamili i mamią nam "piarowcy". No cóż, samo życie. Mnie się wydaje piękniejszy od wersji all inclusive. Przez swoją odmienność właśnie.

Oczywiście za każda emigracją kryje się historia. Mniej czy bardziej dramatyczna. Tylko co z tego? Sama mam za sobą potoki wylanych łez
i gotowość do zjedzenia robaków (nie powtórzę pytania z powyżej, bo mi w końcu tekst cofną).

Mamy pretensje do obcojęzycznych środowisk, że nie integrują się z nami. A na ile my integrujemy się z nimi?

Język

Oczywiście to bariera, ale przy odrobinie dobrej woli (czasem z zaparciem, wiem) można tę przeszkodę pokonać. Wymaga pracy? A co jest za darmola?

Różnice kulturowe

To fantastyczna okazja na poznawanie sąsiada. Inne myślenie, inne poczucie humoru, inne wartości, po prostu inni ludzie. Przez to gorsi? Chyba, że ktoś oczekuje w każdym zakątku ziemi tego samego. Jak np. w gastronomicznym zakątku pierogów, schabowego i kapuchy.

Nie jest tak dobrze, jak u mamy?

Bo tak dobrze jest tylko u mamy, w jednym domu, pod jednym adresem. Jeśli ktoś chce tego mamusinego ciepełka to powinien po prostu tam zostać. Wredna jestem? Myślę, ze my Polacy ciągle nie przestaliśmy cierpieć za miliony. Bierzemy na siebie katusze w imię...?

Najwyższa pora skończyć z owym cierpiętnictwem. Komu to pomaga? Skoro świat stoi otworem to dlaczego my się nań nie otworzymy? Przyszło nam emigrować. Tyle racji i powodów ile emigrantów. A może nawet i o jeden więcej. I co? I nic! Zacznijmy się cieszyć z tego, co mamy. Chyba, ze do owej radości potrzeba nam błysku zazdrości w oku sąsiada.

Bo sąsiad wie lepiej...

Oczywiście, że mamy lepszy pomysł na życie i pieniądze kogoś innego niż własne. Może nie we wszystkich przypadkach, ale jeśli ktoś wymyka się z naszych ram to jest dziwakiem, odmieńcem itd. Nie potrafimy uznać odmienności. Niestety. trzeba się zatem tego nauczyć. Generalizuję, wiem.

Czas przypisania do ziemi za nami. Pańszczyzna odeszła do historii. Teraz możemy przypisywać się sami. Trochę w Dublinie, trochę na wsi w Alpach, gdzieś na włoskim wybrzeżu czy w pobliżu norweskiego fiordu. W Hiszpanii. Na Florydzie. W Australii. Na Jawie i Bali. W Panamie. Meksyku. Kanadzie. Peru. Brazylii. Denerwuje nas uśmiech na ustach naszych sąsiadów-nie Polaków. Denerwuje ok na pytanie o samopoczucie, zdrowie, finanse. A co, wolelibyśmy narzekających jak my? Obmawiamy naszych sąsiadów w domowym zaciszu. Oni robią dokładnie to samo..., bo nic tak nie ciesz, jak krzywda sąsiada (?)

Na wszystkie pytania o emigrowanie i powrót powiedziałabym: TAK! Jedz, próbuj, bierz dzieci. Nie uda się? Rozczarujesz się? Pojedziesz gdzieś indziej, kto zabroni? To fantastyczna lekcja życia, świata. A dom? Tam, gdzie serce.

Rozpoczął się konkurs Dziennikarz obywatelski 2011 Roku.
Zgłoś swój materiał! Zostań najlepszym dziennikarzem 2011 roku. Wygraj jedną z ośmiu zagranicznych wycieczek.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.