Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19609 miejsce

Emocje podpowiadają nam co zmienić w życiu

W Tarnowie Klub Coachingu i Rozwoju kontynuuje działalność. Ostatnie spotkanie poświęcone było emocjom przeżywanym na co dzień.

Dlaczego ci ludzie mają kartki z numerami w buzi wiedzą tylko uczestnicy tarnowskiego Klubu Coachingu i Rozwoju. W czasie ostatniego spotkania różne emocje odbijały się na twarzach uczestników. / Fot. Artur KubanikPrześmiewczo mówi się, że na medycynie znają się wszyscy. Takich dziedzin jest oczywiście więcej – piłka nożna, polityka, pogoda itd. "Znać się", czyli mieć swoje zdanie, swój pogląd, swoją receptę. A jak jest z emocjami? Oooo - na tym, to już na pewno wszyscy się znają, bo przecież każdy je przeżywa. Ale czy na pewno znamy na emocjach? Czy potrafimy właściwie je przeżywać, nazwać a nawet zmieniać, "pracować nad nimi" jak to się fachowo nazywa. Temu tematowi było poświęcone drugie spotkanie tarnowskiego Klubu Coachingu i Rozwoju Lilianny Kupaj.

Zacznijmy od komplementów. Czy je lubimy? Jaaasne! Każdy, wszędzie i jak najwięcej! Ale czy umiemy je przyjmować? W czasie spotkania zrobiliśmy ćwiczenie na prawienie sobie komplementów. Jedni pąsowieli, inni wzbraniali się, wręcz zaprzeczali pochwałom. Tylko nieliczni POTRAFILI je przyjąć dobrze. To znaczy ucieszyć się nim - bez fałszywej skromności
i podziękować za miłą ocenę wyglądu, ubioru, zachowania. Komplement wywołuje emocje. Dobre emocje. Tymczasem tyle z tym kłopotu! Często zażenowania, zmieszania. A czasami nawet podejrzeń o złe intencje! "Co ta cholera ode mnie chce, skoro jest dla mnie taka miła"? Nie zadawali Państwo sobie nigdy takiego pytania? Skoro słabo sobie radzimy z dobrą emocją wywołaną komplementem, to co dopiero mówić o "kontaktowaniu się" ze złymi emocjami? Jeżeli spotkało nas coś przykrego, to jak na to reagujemy? Oczywiście bardzo różnie – w zależności od charakteru. Od gwałtownego uzewnętrznienia swojej reakcji do ucieczki w głąb siebie. Przeważnie każdy ma swój sposób mierzenia się ze złymi emocjami. Tylko niestety przeważnie jest to tylko odmiana ucieczki. Staramy się o czymś "zapomnieć", "odłożyć na półkę", "nie-myśleć". Zlekceważyć (ach – nic takiego się nie stało) lub usprawiedliwić (mam dziś zły dzień).

Robimy, więc prawie wszystko, oprócz tego, co powinniśmy. Bo emocje trzeba po prostu przeżyć / Fot. Artur Kubanik. Pierwszą umiejętnością jest ich nazwanie. Najczęściej nie zastanawiamy się głębiej, co się z nami dzieje. Jest nam dobrze albo źle, jesteśmy smutni albo radośni. To tak jakbyśmy powiedzieli, że auta dzielimy na małe i duże. Wystarczy do dobrego zdiagnozowania, z jakim samochodem mamy do czynienia? A gdzie opis marki, modelu, rocznika, pojemności silnika? Poza tym to samo nie jest tym samym dla każdego. Dla Europejczyka małe auto to ekonomiczny pojazd, którym łatwo się poruszać w mieście. Dla Amerykanina – zabawka dla dzieci. Dla Peruwiańczyka kupa złomu, w której silnik zatrze się przy pokonywaniu pierwszego podjazdu. Jak już uda nam się dokonać tej - okazuje się - trudnej sztuki nazwania emocji, musimy ją przeżyć. To znaczy dać się nią zawładnąć. Wiedzieć, co robi z naszym ciałem (zaczerwienienie, pot, grymas twarzy). Zaakceptować je - czyli nie popełniać wspomnianego już wcześniej błędu lekceważenia, racjonalizacji, usprawiedliwienia czy ucieczki. A potem - skoro to zła emocja - pozbyć się jej! Wypuścić jak powietrze z balonu, jak parę z nadmiernie obciążonego kotła. A jeżeli tego nie zrobimy? No cóż, wtedy nieprzeżyte właściwie emocje dokuczają nam latami. Kumulują się, nawarstwiają a to prowadzi albo do niekontrolowanego wybuchu (dlaczego ja tak bardzo z błahego powodu nakrzyczałem na dziecko?), albo do wypalenia emocjonalnego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.