Facebook Google+ Twitter

Endgame, czyli jak słabnie wiara

Nie jestem człowiekiem słabej wiary, jednak od czasu do czasu moja wiara znacznie słabnie. Tak stało się dzisiaj.

Po robocie, coś mnie podkusiło. Zamiast jak przystało na mężczyznę wziąć piwko, paczkę czipsów i legnąć przed TV, zachciało mi się kulturki. Ulysses idzie mi opornie – 2 strony na tydzień - może do końca życia skończę - uruchomiłem więc notebooka.

Co za dzień, ciśnienie jakieś czy co? Znowu zamiast obejrzeć kilka „tych stron” zajrzałem – nie wiadomo dlaczego - do blogosfery. Najpierw wchodzę na antidotum - blog prowadzony przez trzy osoby: Krzysztofa Urbanowicza, Marcina Ścibiora i mojego dobrego kumpla - Leszka Olszańskiego. Dużo się nie naczytałem, bo są ledwie trzy wpisy, a w blogrolu kilka linków – w tym do mojego bloga dziennikarz.pl (dziękuje).

Później wpadłem do bloga Ewy Milewicz – bo chociaż nieraz jej wpisy podnoszą mi ciśnienie - to autorka fajnie pisze i warto poczytać – choćby dla przyjemności czytania.

Mądry Polak po szkodzie. Teraz żałuje, że u Milewicz natknąłem się na link do Endgame – bloga Bartosza Węglarczyka – kiedyś korespondenta Gazety Wyborczej w USA. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło do jego pamiętnika, bo pamiętam go jako osobę, która (będąc w USA) była bardziej amerykańska niż sami Amerykanie i w związku z tym jego artykuły to był wspaniały pas transmisyjny wszystkich bzdur, które rządowa biurokracja amerykańska produkowała. Ponieważ jednak Węglarczyk, to dziś gwiazda mediów – taki Paweł Śpiewak – co to na każdy temat: od pomoru świń w Chinach, intymnych sekretów Andrzeja Leppera po kryzys rządowy w Tajlandii – ma coś do powiedzenia, pomyślałem sobie: zobaczę. I to był błąd.

Teksty jak to teksty, ale zdjęcia...mówię Wam cymes. No i tak sobie myślę: ale gość niezłe fotki strzela. No ale czytam: „Oba zdjęcia pochodzą z tego wpisu .”, a link do...Chicago Tribune. Przyglądam się innym zdjęciom, a tam: „via Reuters”, „via agencja AP”. Są też inne bez „via”.

Zrzut ekranu <font id=
Przeglądając te foty czuje jak twarz mi tężeje. Zupełnie jak Romanowi Giertychowi na myśl o Gazecie Wyborczej. Myślę sobie: oj Węglarczyk toś Ty taki psubrat?

No i normalnie się załamałem. Wiarę straciłem i już. No bo jak to tak, że my w Wiadomości24.pl niuanse prawa autorskiego z profesorami UJ cyzelujemy, poświęcamy ogrom czasu, aby każdemu tłumaczyć zawiłości ustawy, upominamy o przestrzeganie prawa, a dziennikarz - nie Faktu, ale opiniotwórczej gazety - po prostu najnormalniej w świecie kradnie?

Zaraz, zaraz a może nie kradnie? Patrzę jeszcze raz na blog Chicago Tribune, ale tam w Copyright and terms of service stoi jak byk: „You may not, for example, republish any portion of the Content on any Internet, Intranet or extranet site or incorporate the Content in any database, compilation, archive or cache. You may not distribute any Content to others, whether or not for payment or other consideration, and you may not modify, copy, frame, cache, reproduce, sell, publish, transmit, display or otherwise use any portion of the Content.” .

No proszę - nie wolno jak nic.

Może Węglarczyk nie wiedział – myślę – próbując jakoś uratować jego honor. Wiem jednak, że to niemożliwie. Każdy, kto chociaż trochę zna Amerykanów i ich podejście do prawa – a Węglarczyk z pewnością zna to społeczeństwo lepiej niż ja – wie, że nawet największy zbir z Bronksu ma świadomość, że skopiowanie fotografii to kradzież i już.

Ciekawy jestem jak zareagowałby Bartosz Węglarczyk, gdybym wziął jego artykuł z Gazety Wyborczej, wstawił sobie do bloga i na koniec dopisał „via Bartosz Węglarczyk”? Pewnie też stężała by mu twarz jak Giertychowi.

Moja wiara osłabła, bo jak tu wierzyć w to, że zwykli ludzie, którzy ostatecznie mogą nie znać prawa autorskiego, będą w internecie przestrzegali jego przepisów, jeśli znany dziennikarz łamie je jak jakaś podlotka na swoim blogasku?

No i z tą stężałą twarzą powiedziałem do siebie: Endgame... z tym blogiem Węglarczyka i wyłączyłem komputer. I tyle tej kulturki było.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Mój komentarz nie bedzie dotyczył bezposrednio tekstu, ale czegoś co wyniknęło niejako "przy okazji". Otóż z ogromną przyjemnością przeczytałam polemikę pomiędzy panami : sms i bartekk12. To lekcja, która wielu by sie przydała! Swoich pogladów można bronić, zachowując przy tym klasę!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Bartoszu, to nie jest kwestia nielubienia. Jako osobę, że się tak wyrażę fizyczną, nie znam - chociaż przez kilka lat pracowaliśmy razem w GW - ale oglądając na zdjęciach czy w telewizji wydaje mi się Pan sympatyczny. Co innego niektóre Pana artykuły. Tu rzeczywiście mam pewien żal a nawet absmak - czego zresztą nie ukrywam. Śpieszę pokrótce wytłumaczyć o co i dlaczego uważam, że Pana niektóre teksty to "transmisja biurokratycznych bzdur amerykańskiej administracji". Chodzi mi głównie o Pana artykuły uzasadniające, a nawet gloryfikujące ograniczenia wolności wprowadzone przez rząd amerykański po atakach na WTC. Te wszystkie podsłuchy, inwigilacje, kontrole etc. W latach 90. - nawiasem mówiąc pracując wówczas w GW - dopingowałem i wspomagałem jak mogłem, aby internet był w jak najmniejszym stopniu dotknięty regulacjami z tzw. realu. Mam na myśli choćby nawet różne formy działalności EFF (Electronic Frontier Foundation) czy Esther Dyson. Niestety po ataku na WTC wszystko to co udało nam się wywalczyć, legło w gruzach - i to za sprawą ograniczenia wolności obywatelskich nałożonych przez rząd USA. Druga kwestia to atak na Irak i wojna w Afganistanie. Byłem, jestem i będę przeciwnikiem tego typu akcji jak również naszego, polskiego w nich udziału. Więc proszę mi wierzyć, że pomimo tych "ale" nigdy ani w tekstach pisanych w tzw. tradycyjnej prasie, ani na blogu - akurat o Panu nie pisałem.
Wracając do meritum czyli kwestii zdjęć. Wiem o tych dyskusjach, bo regularnie czytam amerykańskie zarówno blogi o mediach, jak artykuły w prasie fachowej. Myślę, że podejście mediów tradycyjnych ewoluuje, czego przykładem są choćby eksperymenty z dziennikarstwem obywatelskim czy....udostępnianie treści na zasadach licencji Creative Commons. Póki co, i tak zapewne długo jeszcze będzie umieszczanie materiałów objętych copyrightem jest naganne. Osobiście przychylam się do wersji, że wydawcy powinni umożliwić dystrybucję treści na blogach niekomercyjnych. Jednak i tu są problemy o czym przekonała mnie rozmowa z profesorami Bartą i Markiewiczem, którzy stwierdzili, że...mój blog można by zaliczyć do komercyjnych - chociaż w życiu nie zarobiłem na nim ani grosza.
Na koniec jeszcze dwa zdania. Mój tekst to felieton, który jak Pan wie, rządzi się specjalnymi prawami. Jakoś czytelnika trzeba zainteresować i przytrzymać :-) , no i stąd te może trochę na wyrost porównania i złośliwości etc. Mam nadzieję, że jako dziennikarz rozumie to Pan i przyjmie z godnością. Przysięgam, że starałem się powstrzymywać :D

Na koniec chciałbym pogratulować klasy. Rzadko się w Polsce zdarza, aby dziennikarz przyznał się do błędu i tak szybko go naprawił. A błądzić, rzecz ludzka. Czapki z głów.

Niestety tej klasy zabrakło Panu Pusztakowi. W takich sytuacjach nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Nigdy nie byłem ani nie jestem przeciwnikiem Michnika czy GW. Przepracowałem w tej gazecie 10 lat, ba kupuje ją codziennie a nawet mam akcje Agory. Nie oznacza to, że są rzeczy, które mi się cholernie nie podobają i są rzeczy z którymi się nie zgadzam -na przykład sposób załatwienia sprawy Maleszki, kumanie się z lewicą postkomunistyczną czy liberalny (w sensie amerykańskich gazet) kurs oraz ten żałosny moralizatorski ton, w którym celują moi dwaj "ulubieńcy" - Piotrowie: Pacewicz i Stasiński . Mógłby ktoś zapytać dlaczego zatem kupuję GW. To proste - pomimo swoich wad, jest to najlepsza gazeta w Polsce, w której są perełki o jakie trudno gdzie indziej. Myślę jednak, że Pan Pusztak tego nie pojmie, bo dla niego świat jest zero-jedynkowy. Jeśli jednak chciałby o tym podyskutować, to zapraszam na mojego bloga

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus dla Autora za skuteczną interwencję (vide powyższa ekspiacja Bartosza Węglarczyka) . I nie zrażaj się, Staszku, wypowiedziami w rodzaju tej a.pusztuka.
Żeby jednak nie przesłodzić, zwrócę uwagę na nieudany - moim zdaniem - eksperyment słowotwórczy. Otóż w języku polskim nie występuje (w mianowniku liczby pojedynczej) słowo "podlotka". Istnieje za to "podlotek". Rodzaju męskiego, ku zgryzocie feministek...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.12.2006 17:14

Zapewne jest Pan z siebie dumny, udało się dopiec dziennikarzowi Wyborczej.
Przeczytałem dwa pierwsze wpisy z Pańskiego bloga i po prostu mnie zatkało. Szczególnie mam tu na myśli artykuł "Trafiła kosa na kamień". Wnioski jakie Pan wyciąga w tym tekście są tak kuriozalne, że aż śmieszne.
Chorobliwa awersja do Michnika i jego gazety, a także środowiska, które nazywa Pan "lewicową solidarnością" przesłania Panu cały świat. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam.
Tak oto wpadłem. Pan mnie jak widać z wpisu od lat nie lubi, a ja dałem Panu okazję na mocnego - i zasłużonego - kopniaka w cztery litery. Zanim się dalej pokajam, kilka słów wytłumaczenia. Jak Pan pewnie wie, w USA od kilku lat toczy się debata w sprawie umieszczania zdjęć w blogach. Bloggerzy oczywiście walczą o to, żeby mieć prawo umieszczać zdjęcia (z podpisem autora i z linkiem do oryginału). Agencje prasowe i media walczą oczywiście o swoje.
Większość bloggersów i duża część mediów zgadza się, że publikowanie zdjęcia w blogu niekomercyjnym z wyraźnym zaznaczeniem autora i ewentualnym linkiem jest dopuszczalne i nie jest ścigane. Mogę Panu powiedzieć, że Cox Newspapers -- największy nienotowany na giełdzie koncern prasowy w USA -- stosuje taką dokładnie politykę. Czasem prawnicy Coxa żądają usunięcia zdjęcia z blogu, jeśli jego treść jest jakaś skrajna, np. rasistowska.
Naiwnie myślałem sobie, że w Polsce jest podobnie. Ale - chcę to wyraźnie podkreślić - naiwność nie zastępuje znajomości prawa. Pana kopniak jest gorzki, ale zasłużony. Wolałbym go dostać od kogoś, kto lubi moje teksty, ale tak to w życiu niestety się często zdarza.
Zdjęcia Chicago Tribune już usunąłem, kilka innych też, pozostałe obiecuję wyrzucić w ciągu najbliższych dni. Wysłałem email do Chicago Tribune z prośbą o zgodę na publikację tych dwóch zdjęć i jeśli taką zgodę dostanę, zdjęcia wrócą.
Spokojnych świąt,
Bartek Węglarczyk

Komentarz został ukrytyrozwiń

No nie, Beata myślisz, że mógłbym zarzucić dość poważne w sumie przestępstwo osobie publicznej tak ot dla żartu? Oczywiście, że z Węglarczykiem to jest autentyk. Mówiąc o żarcie miałem na myśli całą otoczkę, czyli te wszystkie "po robocie", "oglądać "te strony"" etc. Ale samo zdarzenie, czyli nielegalne wykorzystywanie czyjejś pracy przez Węglarczyka jest jak najbardziej autentyczne. Zresztą łatwo to sprawdzić - wchodząc na jego blog.
Pozdr. SMS

Komentarz został ukrytyrozwiń

No ciekawe i daje do myślenia.Myślę ,ze zawartość tego blogu byłaby o wiele mniej atrakcyjna bez tych ilustracji i nie ma się co czarować autor postępuje dokładnie jak małolaty ,które ściągają ilustracje i zdjęcia z netu by tapetować nimi swe pustostany blogowe.
Pozdrawiam z Paryża ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beata, to taki żart :-) Kiedyś napisałem felieton, który zaczynał się od tego, że siedzę z małżonką, gorzałeczkę pijemy i zakąszamy ogórkami :-) Wyssane z palca kompletnie :D
Ale z drugiej strony, niektóre blogi ... dużo się można nauczyć i kulturka też jest :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.