Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13743 miejsce

ENEMEF. Cztery (kamienne) twarze Goslinga

Na sobotnim maratonie ENEMEF'u mogłam poddać wnikliwej ocenie grę Goslinga bo wyświetlane były cztery filmy z nim w rolach głównych. W repertuarze znalazły się: "Tylko Bóg wybacza", "Drugie oblicze", "Drive" oraz "Idy marcowe".

 / Fot. Tom Sorensen, CC 3.0Właściwie Gosling, wg niektórych krytyków, ma tylko jedną twarz. Zgadzam się, że można zarzucać mu brak ekspresji czy chłodną mimikę. Jest to jednak aktor, który obsadzony w świetnych filmach swoją kamienną, wydawałoby się, twarzą potrafi doskonale "wygrać" film. Niestety, w filmach kiepskich (do takich zaliczam filmy przekombinowane) twarz ta denerwuje jak ....całość scenariusza.

Na sobotnim maratonie ENEMEF w Złotych Tarasach mogłam poddać wnikliwej ocenie grę Goslinga, bo wyświetlane były cztery filmy z nim w rolach głównych. W repertuarze znalazły się filmy od najnowszego "Tylko Bóg wybacza", który wyświetlany był premierowo przez ubiegłoroczne "Drugie oblicze" i dwie produkcje z 2011 roku: "Drive" oraz "Idy marcowe".

W moim prywatnym rankingu wygrywa ten ostatni, a kolejne pozycje zajmują "Drugie oblicze", "Drive" i najsłabszy z nich, premierowy, film Nicolasa Refna.

Idy marcowe w reżyserii Georga Clooney'a to prawdziwy majstersztyk politycznego dramatu. Pokerowa twarz Goslinga idealnie sprawdza się w roli Stephena Meyersa, doradcy kandydata na prezydenta. Zakulisowe rozgrywki sztabów wyborczych, czychający na najmniejsze potknięcia dziennikarze to codzienność kandydata na prezydenta USA Mike Morrisa w tej roli świetny George Clooney. Jednak sprawność politycznego meandrowania między tematyką społeczną a konfliktami zbrojnymi może nie wystarczyć. Diabeł bowiem tkwi w szczegółach i na takich właśnie "drobnostkach" może się podwinąć noga Morrisa. Zwłaszcza, że AAmerykanie wybaczą swoim przywódcą wiele, ale nie słabość taką jak romans. A każdy przecież ma jakieś słabości. Idy marcowe kojarzą się z zabójstwem Juliusza Cezara, gdzie decydujący cios zadaje przyjaciel Cezara, Brutus. Do roli młodego PR-owca brany był pod uwagę Leonardo DiCaprio, jednak znając dorobek obu aktorów, cieszę się, że ostatecznie zdecydowano się na Goslinga. Kreuje bowiem postać, która okazuje się nie być, jak się początkowo wydawało, idealistyczna i lojalna. Stephen Meyers w wydaniu Goslinga to cyniczny gracz, dla którego nie ma świętości...jest polityka.

Drugie oblicze Dereka Cianfrance'a to film zupełnie innego typu. Jeden z recenzentów pozwolił sobie nawet porównać go do klasyki kinematografii "Na wschód od Edenu" Elii Kazana. Jest w tym ziarno prawdy. Tematyka poruszana w filmie jest ponadczasowa. Grzech, przebaczenie, odwaga, wina i kara. Czuć tu powiew tragedii greckiej, grzechy ojców dotykają synów. Dziś nazywamy to konsekwencją, ale czy nie ma w tym siły przypadku? Streszczenie filmu jest banalne "kiedy nieposiadający absolutnie nic Luke dowie się, że ma syna, zrobi wszystko, by zyskać rodzinę" a to prowadzi do prawdziwej tragedii zmieniając nieodwracalnie życie kilku ludzi. Historia składa się z dwóch wątków. W pierwszym Ryan Gosling gra kaskadera Luke'a pracującego w cyrku, który dowiaduje się przypadkiem, że został ojcem. Fakt, ten porusza go tak bardzo, że postanawia zmienić swoje życie. Niestety w najgorszy z możliwych sposobów: pakując się w przestępczą działalność. Drugi wątek to historia policjanta, granego przez Bradleya Coopera, który pewnego dnia spotyka Luka. Ich wzajemna relacja wpłynie nie tylko na życie obu, ale również na życie ich synów.

Drive duńskiego reżysera Nicolasa Refna to jeden z ciekawszych przykładów kina gatunków. Bezimienny mistrz kierownicy, w którego wcielił się Ryan Gosling, postanawia pomóc mężowi swojej sąsiadki w anulowaniu długu u gangsterów. Film ten jednak odbiera się na innej płaszczyźnie. Kamera prowadzona w konwencji filmów klasy B, starannie dobrana muzyka i staranna stylistyka. Kierowca nie jest jednak kolejnym wcieleniem samotnego jeźdźca z Dzikiego Zachodu, ostatniego sprawiedliwego. Jest brutalem niewiele różniącym się od swoich przeciwników, choć stojącym pod drugiej stronie barykady. Tak jak "Drive" uważam za film udany tak "Tylko Bóg wybacza" tego samego reżysera, oceniam jako koszmarną szmirę. Nie widzę w tym obrazie piękna sennego koszmaru czy przesyconego archetypami i symbolami filmu z "głęboką" treścią. Film opowiada historię braci prowadzących w Bangkoku salę bokserską. Jeden z nich pewnej nocy brutalnie gwałci i morduje 16 latkę, za co zostaje zabity przez ojca dziewczynki. Drugi brat, grany przez Goslinga, nie mści się, mając na uwadze wagę czynu brata, jednak matka obydwu postanawia załatwić sprawę po swojemu. Przemoc rodzi przemoc, a co łagodzi obyczaje? Muzyka, tu w wersji karaoke, wykonywanego przez tajskiego policjanta po każdym morderstwie. Celowo piszę morderstwie, bo sprawiedliwość przez niego wymierzana niewiele ma wspólnego z klasycznym pojmowaniem prawa. Oczywiście, możemy zanurzyć się w dewagacje na poziomie snu i interpretacji freudowskich jednak nawet gdy uznamy "Tylko Bóg wybacza" za obraz odrealniony i rozgywany na poziomie sennych wyobrażeń nie uratuje to porwanej konstrukcji, Mam wrażenie, że reżyser tak zajął się dopieszczaniem detali: kolorystyki, muzyki, kompozycji, że zapomniał o logice i sensie.

Ryan Gosling, który zadebiutował w wieku 17 lat rolą Kennego w filmie "Frankenstein i ja", jest jednym z lepszych aktorów swojego pokolenia. Tworząc kreacje postaci przy minimalnej ekspresji pozwala nam na docieranie do głębszych pokładów bohaterów niż jesteśmy przyzwyczajeni w holywoodzkich produkcjach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.