Facebook Google+ Twitter

ENEMEF: Noc Smarzowskiego w Multikinie [Recenzja]

Cztery filmy Wojtka Smarzowskiego w jedną noc, to niewątpliwie dawka śmiertelna. Obrazy przedstawione w "Pod Mocnym Aniołem", "Drogówce", "Domie złym" i "Weselu" wiele mają wspólnego z rzeczywistością, o której nikt nie chce słyszeć.

Plakat ENEMEF Noc Smarzowskiego / Fot. MultikinoWszechobecna patologia, alkohol lejący się hektolitrami i sceny erotyczne sprowadzone do parteru, do zwierzęcych potrzeb i do najbardziej prymitywnych sposobów ich zaspokojenia. Bez skrupułów i bez zbytniego romantyzmu, bez wiary i nadziei na lepsze jutro. Tak w skrócie można podsumować cztery dzieła Wojtka Smarzowskiego, które można było obejrzeć podczas nocnego maratonu filmowego w Multikinie.

Noc ze Smarzowskim nie była miła i przyjemna, nie była nocą spokojną. Była jednym z wielu ludzkich koszmarów, które niejednokrotnie nie są wyłącznie złym snem, a ludzkim dramatem, rozgrywającym się gdzieś, gdzie nasz wzrok nie sięga, bądź nie chce sięgać. Filmy ułożone były w chronologii od najnowszego - premierowe "Pod Mocnym Aniołem", ubiegłoroczna produkcja "Drogówka", starsze "Dom zły" i "Wesele". Można upatrywać tu również tego, że filmy zostały ułożone w kolejności od najbardziej wstrząsającego, po ten teoretycznie najlżejszy produkt, ale to już wyłącznie subiektywne odczucie.

Mocne uderzenie


"Pod Mocnym Aniołem" poszło na pierwszy ogień. Po projekcji można mieć mieszane uczucia. Znawcy sztuki Wojtka Smarzowskiego nie widzą w tym filmie jego reżyserskiego mistrzostwa świata, a jedynie film jeden z wielu. Sama produkcja może nie robić wielkiego wrażenia, ale jeśli popatrzymy na nią, że jest to adaptacja książki Jerzego Pilcha, pisarza, który w nałogu alkoholowym sięgnął dna, który wie z autopsji, o czym pisał, fabuła nabiera obiektywizmu.

Film pokazuje nałóg i ludzi borykających się z nim od najczarniejszej strony. W sposób pozbawiony jakiegokolwiek wyczucia estetyzmu. Hektolitry alkoholu i tyleż samo innych płynów fizjologicznych przelewają się cały czas i mieszają się ze sobą nieustannie. To proste obrazy człowieka na marginesie. Film nie jest jednak dziełem prostym. Metafora żołądka alkoholika porównana z wysypiskiem śmieci ukazana w wyszukany sposób, pokazują, że Smarzowski nie poszedł na łatwiznę, a to tylko jeden z wielu przykładów.

Film w początkowych scenach śmieszy. Niektóre wypowiedzi wywołują uśmiech na twarzy, jednak zawsze po takim momencie dziej się coś, co powoduje, że pojawia się w człowieku uczucie zażenowania, a nawet zawstydzenie, że miało się chęć śmiać chwilę wcześniej. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że film jest lekko przerysowany, że nie do końca pokazuje jak jest, lecz zweryfikować mogą to tylko ci, którzy mieli do czynienia z takim stopniem upodlenia alkoholowego.

Porażająca fabuła


W kolejnym filmie z lekko zachwianego Krakowa przenosimy się do tętniącej życiem stolicy. Przyznam, że o "Drogówce" słyszałam wiele złego i zdecydowanie odradzano mi ten film. Jednak mile się zaskoczyłam. Fakt, może na pewne sceny byłam już znieczulona po projekcji "Pod Mocnym Aniołem". Film ma jednak elektryzującą fabułę i dynamikę. Pokazuje inną patologię, tym razem życie drogówki, która niby robi swoje, ale okazując ludzkie odruchy przechodzi na margines, strzegąc prawa, niejednokrotnie je łamie. Film pokazuje ludzi uwikłanych w problemy dnia codziennego: długi, małżeńskie zdrady i alkoholizm. Pokazuje obrazy poranionych ludzi, których dotykają niesłuszne oskarżenia.

Po specyficznej, lecz ciągle sielankowej rzeczywistości w pewnym momencie głównemu bohaterowi urywa się film. Wycięte z jego życia fragmenty pozwalają innym powplatać go w sytuację, w której staje się kozłem ofiarnym. Wyścig z czasem, chęć oczyszczenia się są niezwykle trudne. Zwłaszcza, kiedy za sznurki pociągają ludzie na wysokich stanowiskach. Nawet kiedy jest już pewne, że będzie happy end, życie zostaje zamknięte w błędnym kole, z którego nie ma ucieczki. Film o patologiach i nadużyciach, ale sprowadzonych na drugi plan. Film o zepsutym świecie, w którym są jednak promyki nadziei na lepsze jutro w postaci bezinteresownej i bezwarunkowej przyjaźni. Choć z przykładem, że czasem ratując własny tyłek, trzeba poświęcić drugiego człowieka.

Nie znasz dnia ani godziny


Po dynamicznej "Drogówce", "Dom zły" diametralnie zwalnia tempo. Fabuły praktycznie nie ma. Akcja dzieje się w jednym miejscu, ale w dwóch alternatywnych rzeczywistościach: w czasie przed i po zbrodni. Z czasów nam współczesnych lądujemy w latach 80. Znów widzimy sielankowy początek, ale to tylko ulotna chwila, która potem przeobraża się w krwawą zbrodnię popełnioną przez ludzi, w których nie ma za grosz człowieczeństwa.

Chęć posiadania nie cofnie ludzi przed niczym. Nie wyprą się zbrodni, czy też manipulacji. Każdy chwyta się najbardziej radykalnych kroków, byleby tylko dotrzeć do upragnionego celu. Choćby dążąc do niego, trzeba było zostawić za sobą kilka trupów. Film ukazujący, że w czasach PRL-u prawda i człowieczeństwo były nic nie wartym czynnikiem, które na różny sposób trzeba było uśmiercić. Wojtek Smarzowski po raz kolejny pokazuje nam patologię, tym razem patologię władzy. Daje nam jednak znów nadzieję. Może płacz nowo narodzonej małej istoty ma zwiastować lepsze jutro?

Pieniądze szczęścia nie dają


"Wesele" jak sam tytuł wskazuje, obrazuje nam początek nowej drogi życia dwojga ludzi. Mówienie o nowej drodze życia zakochanych jest tu zbyt dalekim posunięciem. Widzimy obrzęd katolicki, a po nim prawdziwe wiejskie wesele. Przerysowany obraz gospodarza, który za pieniądze może kupić wszystko, który by podkreślić swój autorytet, nie cofnie się przed niczym. Chce, by wesele jego córki zapamiętała na długo cała wieś.

Niewątpliwie zapamięta. Zapamiętają wszyscy. Jedna noc może zmienić wiele, tak jak wesele zmienia życie dwojga ludzi. W "Weselu" mamy wszystko: tańce, alkohol, toasty i prezenty. Mamy też różnego rodzaju interesy, które muszą ratować wizerunek gospodarza. Film najbardziej komediowy ze wszystkich, wywołujący uśmiech i pokazujący, że miłości się nie kupi, a prawdziwe uczucie może przetrwać przeciwności losu i połączyć dwoje ludzi na zawsze. Mający jednak elementy ludzkiego dramatu i niszczącej żądzy posiadania.

Podsumowanie


Cztery filmy Smarzowskiego w jedną noc, to dawka śmiertelna. Dzieła tego reżysera nie są sztukami łatwymi, każda ma swoje drugie, a nawet trzecie dno. Są metafory i refleksje. Pokazują brutalny obraz rzeczywistości, której nikt nie chce znać, a co dopiero w niej żyć. Pokazuje, że niektórym w życiu się nie udaje, bez znaczenia jest tu status społeczny, że prawdziwe szczęście nie zawsze jest tuż pod nosem i, że to, co najłatwiejsze, nie zawsze jest najlepsze.

Ciekawym zabiegiem jest obsada aktorska. W filmach Smarzowskiego niektórzy aktorzy mają swój dożywotni angaż. Oglądając cztery filmy pod rząd niejednokrotnie trzeba jednego dobrego bohatera zamienić na złego i odwrotnie. Ten zabieg również można metaforycznie zinterpretować. W naszej szarej codzienności każdy rozgrywa swoje role i nie jest to tylko jeden angaż. Robienie dobrej miny do złej gry jest czymś naturalnym, co tuszuje rzeczywistość, robiąc ją piękniejszą, nawet jeśli wcale nie jest kolorowo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.