Facebook Google+ Twitter

ENEMEF science-fiction: Czym zaskoczył?

Jeden z bardziej specyficznych maratonów filmowych - nie każdy przepada za fantastyką w kinie w tak dużej dawce w ciągu jednej nocy. Dobór filmów okazał się bardzo trafny - dlaczego?

 / Fot. oficjalny plakat16 maja w salach Multikina w miastach całej Polski odbył się ENEMEF, w trakcie którego zaprezentowano filmy science - fiction. Nie jestem fanką tego typu produkcji, lecz z doświadczenia wiem, że obrazy wyświetlane podczas nocnych maratonów filmowych są wybierane spośród najlepszych z danego gatunku. Uczestnicy wydarzenia w Multikinie na Woli w Warszawie zadecydowali o następującej kolejności wyświetlania filmów: premierowo „Elizjum”, „Dystrykt 9”, „1000 lat po Ziemi”, „Looper: Pętla czasu”.

„Elizjum” to film wyreżyserowany przez Neilla Blomkampa (tak samo jak „Dystrykt 9”). Główny bohater, argentyńczyk Max, nie godzi się na niesprawiedliwy podział ludzkości na przerażająco biednych i bajecznie bogatych. W 2154 roku ci pierwsi zamieszkują przeludnioną ziemię ogarniętą chorobami, głodem i przemocą. Drudzy już dawno przenieśli się na stworzoną od podstaw planetę-satelitę o nazwie Elizjum - miejsce bliskie raju, gdzie panuje wieczny dobrobyt. Mały Max obiecał towarzyszce z sierocińca - Frey, że kiedyś zabierze ją na Elizjum. Czy dotrzymał obietnicy? Już dorosły Argentyńczyk, niczym Prometeusz XX wieku, dzięki udanej akcji zapewnia mieszkańcom Ziemi (a wśród nich Frey z córeczką chorą na białaczkę w ostatnim stadium) obywatelstwo Elizjum, a tym samym - dostęp do niwelujących wszystkie choroby kapsuł medycznych. Ceną, jaką za to ponosi, jest... śmierć. Film przypomina mi rodzaj antyutopii, która przeraża i wywołuje dreszcze na samą myśl, że wizja miałaby się spełnić. Poprawnie skonstruowana fabuła i dobrze poprowadzona akcja trzymają w napięciu do końca. Dużą część obrazu wypełniają sceny potyczek i starć ludzkich i zmechanizowanych bohaterów. Zwykle takie sceny zniechęcają mnie do produkcji. W tym wypadku wątki ukazujące skomplikowane relacje miłosne, przyjacielskie, a także między ludźmi, którzy „mają do siebie interes” zrekompensowały sceny bitew, które nie zdominowały tematycznie filmu.

„Dystrykt 9” budzi powszechne uznanie, lecz na mnie nie wywarł wrażenia. Być może ze względu na moją nadwrażliwość na rzeczy budzące wstręt i obrzydzenie - w trakcie seansu wiele razy przysłaniałam oczy dłonią - przede wszystkim wtedy, kiedy na ekranie rozpluskiwały się ciała obcych, przypominających wyglądem krewetki. Przybysze z kosmosu w wyniku awarii zawiśli w statku tuż nad jednym z amerykańskich miasteczek - ludzie sprawnie ewakuowali kosmitów, co więcej - odżywili ich, zapewnili pomoc i wybudowali oddzielny dystrykt. Z czasem sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli - w obozie obcych, do złudzenia podobnym do ogromnego slumsu, zaczyna panować agresja, smród i choroby. Kosmici rozmnażają się w zadziwiającym tempie. Planowane jest eksmitowanie obcych, lecz wtedy rozpoczynają się problemy, o czym przekonuje się nieudolny życiowo Wikus. W trakcie filmu przechodzi on przemianę - poznaje brutalne reguły rządzące życiem, lecz nigdy nie rezygnuje z romantycznej strony swojej natury. Nawet kiedy sam staje się jednym z obcych zamieszkujących obóz, z śmieci, które ma pod ręką, tworzy róże, które podsuwa swojej żonie pod drzwi... Film dostarcza niemałej dawki czarnego humoru. Obraz pozostawił we mnie refleksję: każde żywe stworzenie odczuwa emocje podobne ludziom - zna strach, radość, cierpienie.

Scenariusz „1000 lat po Ziemi” został stworzony przez Willa Smitha, który w filmie wraz ze swoim synem Jadenem Smithem(debiut aktorski) zagrali dwie główne role. 1000 lat po globalnej katastrofie, statek generała Raige'a i jego syna rozbija się na Ziemi. Chłopiec będzie musiał samotnie stawić czoła dzikiej planecie, na której wszystko ewoluowało tak, by zabijać ludzi. Będzie musiał również pokonać jednego z największych wrogów człowieka - swój własny strach. Ambicją chłopaka jest udowodnienie ojcu, że jest godny przyjęcia do elitarnej armii. Kadry filmowe przywodziły mi na myśl „Avatara” - bajeczne krajobrazy i przyroda rozwijająca się bez kontroli człowieka. Niestety momentami film ciągnie się i przypomina fantastyczną historię odpowiednią dla młodszego widza. Zdecydowanie najsłabsza produkcja spośród czterech wyświetlanych.

Na deser: „Looper: Pętla czasu” - film z zeszłego roku, lecz cieszący się niesłabnącą popularnością - widownia nie skurczyła się znacząco, co często ma miejsce w trakcie maratonu filmowego w trakcie ostatniego seansu. Jest to majstersztyk w kwestii fabuły, która jest tak niespodziewana, jak skomplikowana. Zgodnie z fantazją reżysera Riana Johnsona, za kilkadziesiąt lat podróże w czasie są już możliwe. Wtedy mafia przyszłości wykorzystuje ten fakt do likwidacji wrogów - wysyła ich w przeszłość, gdzie są likwidowani przez ludzi zwanych looperami. Looperów obowiązuje tylko jedna zasada - nie mogą pozwolić ofierze uciec. Co zrobi jeden z nich - Joe (Jopseph Gordon-Levitt), kiedy jego ofiarą okaże się on sam z przyszłości (Bruce Willis)? Czy będzie chciał poznać swoją przyszłość, a może ją zmienić? Ogromnym plusem produkcji jest przesunięcie nacisku z bijatyk (które zazwyczaj pełnią rolę czasowych wypełniaczy) na przedstawienie pogłębionych rysów psychologicznych bohaterów. Film jest przemyślany, nie nuży (pomimo że jest wyświetlany jako ostatni, o godzinie 6 rano), bez wahania warty obejrzenia.

Chcesz obejrzeć dobry film wieczorem w telewizji? Dowiedz się, co jest emitowane! Sprawdź program tv!


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.